Nie będę cytował popularnych notek czy faktów,to to nudne.Ba...nie będzie w tym "artykule" zdjęcia Cobaina.
1991 rok to jeden z ważniejszych rozdziałów w dziejach muzyki.Powstał wtedy album na miarę albumu wszechczasów,lecz co ciekawe muzycy chyba tago nie chcieli/tak twierdzili.Wyszło jak wyszło.
Kilka faktów.Album nagrywali znani otoczeniu muzycy Nirvany.Werbel dla Grohla po nocnej libacji wybrał Novoselic i wybrał najgłośniejszy.Grohl nie tylko na koncertach zmieniał bębny bo nie wytrzymywaly...robił to także podczas nagrywania.Efekt każdy słyszał.Genialna perkusja a w moim odczuciu nie wiem czy nie najlepszy ślad bębnów jaki został nagrany.Ciekawie sprawa przedstawiała się z Cobainem.Kurt był zwolennikiem surowizny.Cztery podejścia to i tak dużo i dźwiękowiec był zadowolony jak wycisnął aż tyle podejść z Kurta.Z tych pozostałych "trzech" partii zwykle powstawały nakładene wokale.
"...we...we gonna skip this one..." Tak zapowiadał to czasem Kurt a czasem Dave czyli największy "zabij piosenkę radiem" hit.Nie ma co gadać.Lud ocenił,uznał,że piosenka winna trafić do 10 piosenek rockowych wszechczasów."Szkoda,bo czasem to jedyna piosenka Nirvany jaka ludzie znają" - nie krył smutku Grohl.Idźmy dalej,bo Smelsa każdy oceni indywidualnie.Piosenka o gościu będącym "W rozkwicie".Song atakuje mocnym kopem.Tu znów zasługa Grohla bo perkusja wybija się tu czasem bardziej niż wokal Cobaina.Nastepny samograj....przyjdź taki jaki jesteś...w błocie.Zdaniem wielu to najbardziej "Nirvanowa" piosenka z tego albumu,który w gruncie rzeczy zdaniem fanów nie pasuje do ich skromnej dyskografii.Kurt wywala z gardła sporo energii a gitary łącznie z solówka sa mocno rozmyte i tajemnicze.Warto wspomniec o wspanialym teledysku do tej piosenki.Wreszcie piosenka numer cztery i mój faworyt,Breed.Ogromna energia i żal,że ta piosenka jest "tak uładzona" na płytce.Na żywca piosenka miażdży,a tu tylko można uznać,że dobra.Hymn pokolenia Seattle...jest coś takiego? Zdaniem wielu tak...to Lithium - kolejny majsterszytk Cobaina...mieszanka akordów,czasem dziwnie nie pasujących,trza było eksperymentować,połączyć i powstała piosenka.Warto zauwazyć tu piękny podkład basowy Novoselica i znów świetne "napierdalanie" Grohla w bębny.
Polly...nie pasuje do tej płyty,tak jak i SOmething in the way...smutne dwa utwory,chropowate w swej prostocie,zwykły,słabo nastrojony akustyk.TO bardzo dobre piosenki,ale bliżej im do In utero czy Bleach'a.Obie pioseki to historie z życia wzięta...obie lekko z przymrużeniem oka,w przypadku polly zabawa narracją autentycznego zdarzenia.
Territorial pissing to kolejny kop energii,wręcz punkowa prostota.Podobnie jest z Drain you,o którym Kurt ma poweidzieć pare lat później,że to jedna z piosenek,której granie mu się nie nudzi.
Płyta jest pełna energiczych piosenek jak Stay away czy Lounge act.Co ciekawe wszystkie te piosenki są takie proste.
Mnie ciekawią w tym wszystkim dwie rzeczy.
Pierwsza: Kto przekonał Nirvanę(a może nie musiał) by Nevermind był tak nowoczesna płytą,płytą,która brzmieniem gitar czy perkusji sie nie starzeje.Nawet 16 lat później jest dalej nowoczesna,głośno nagrana.Czy to była decyzja producenta na która się zgodziła Nirvana czy też ich dobra wola.Każdy usłyszy OGROMNĄ różnicę pomiędzy brzmieniem Bleach'a a Nevermindem.Nie chodzi tu o technikę ale o miks i nagranie.
Druga: Jak by ludzie reagowali na Necvermind'a,Smelsa gdyby nie to brzmienie...gdyby caly album brzmiał dobrze,lecz surowo jak In utero czy też jak Bleach...czy to byłby nadal numer 1?
Osobiście po przesłuchaniu In utero czy też piosenki z sesjii z '94 stwierdzam iż w moim odczuciu Cobaon był dobrym strategiem,badź zawsze troche ukrywał to iż jak uznał w wuwiadzie przed śmiercią troche głupio mu,ale chciałby grać trochę jak R.E.M. lecz konwencja go trzyma...może zawsze trzymała?
Nevermind jest nagrany jak jest i dla wielu pozostanie płytą ich życia,pełna genialnych piosenek...genialnych piosenek...bo one potem się same broniły na koncertach i obrona wypadała na 5.
_________________ KULT:Krzysztof Banasik,Tomek Glazik,,,PEARL JAM:Matt Cameron,Eddie Vedder, Janusz Grudziński,Irek Wereński,,,,,,,,,,,,,Stone Gossard,Jeff Ament,Mike McCready Janusz Zdunek,Piotr Morawiec,,,,,,,,,,,,,,,,,NIRVANA:Dave Grohl,Krist Novoselic,Kurt Cobain Kazik Staszewski,Tomek Goehs,,,,,,,,G,,,,,ALICE IN CHAINS:Jerry Cantrell,Layne Staley,Mike Starr,Sean Kinney
Ostatnio zmieniony przez JAMik 2007-08-02, 11:46, w całości zmieniany 1 raz
To moja ulubiona płyta Nirvany. Mogę jej słuchać w nieskończoność...
Come as you are, Lithium, Stay away, Something in the way są niesamowite, piękne.
Come as you are to pierwsza piosenka Nirvany jaką usłyszałem, do dzisiaj jest moim numerem jeden.
_________________ We are making a new world - free world!
Bardzo lubiłam Nevermind, ale ostatnio slucham coraz rzadziej, raz na tydzień, raz na dwa. Smutne, ale prawdziwe- przesłuchała mi się. Jeśli do niej teraz wracam to głównie dla Lounge act... Mocna i subtelna jednocześnie muzyka. Wedlug mnie jednak zbyt dopracowana.
_________________ the further we go and older we grow,
the more we know, the less we show..
Zgrzeszyłbym chyba gdybym nie zaznaczył wszystkich piosenek na tej płycie. Mimo iż słucham Nevermind rzadziej niż kiedyś to jest ona dla mnie dalej na pierwszym miejscu. W ogóle od tej plytki zaczęła się moja przygoda z Nirvaną. Cobain, Novoselic i Grohl są na tej płycie prawdziwi, nie zniszczeni jeszcze przez komercję i showbiznes. Cała płyta jest jakby tajemnicza, subtelna, a zarazem mocno rockowa otoczona złością i flustracją krzyczaną przez Cobaina. Ogółem to niepowtarzalna, genialna płyta.
Bardzo lubiłam Nevermind, ale ostatnio slucham coraz rzadziej, raz na tydzień, raz na dwa. Smutne, ale prawdziwe- przesłuchała mi się. Jeśli do niej teraz wracam to głównie dla Lounge act... Mocna i subtelna jednocześnie muzyka. Wedlug mnie jednak zbyt dopracowana.
Rowniez mi sie przejadla ta plyta, jednakze wszystkie te piosenki sa piekne i je kocham. Nie slucham tego juz tak nalogowo, wole.. w sumie dzieki tej plycie zaczalem sluchac Nirvany ogolnie. Wiec wsio idzie za najlepsze. Aye!
Wiek: 24 Dołączyła: 11 Cze 2007 Skąd: z Lublina i okolic
Wysłany: 2007-07-25, 16:13
To moja najmniej ulubiona płyta NIrvany. Oczywiście, przyniosła chłopakom sławę, mimo że już po Bleach byli znani, ale czy było warto? Sam Cobain mówił, że tej płyty nie może słuchać, że brzmienie jest straszne i tak dalej... wszystko to (a w zasadzie wiekszość) było winą osoby która zajeła sie zmixowaniem płyty, dopieszczeniem jej etc, Mocno przesadził on ze "złagodnieniem" i upiększeniem owego materiału. Wokal Cobaina został bardzo, ale to bardzo zmieniony, co dla mnie jest rzeczą starszną!
Mówi się że Nevermind to płyta komercyjna, ja bardzo nie lubię takiego określenia... Cóż, znalazły się na niej piosenki które podobały się masom, jest też SLTS czyli piosenka chyba najbardziej znana z całej twórczości NIrvany...
Generalnie lubię wiekszość piosenek z tej płyty, ale w wersjach koncertowych, bo płyty nie mogę słuchać. IMHO to nie jest prawdziwa NIrvana, to nie jest prawdziwy głos Kurta. Przesadzono z ugrzecznieniem tej płyty i za bardzo zmieniono (pierwotnie bardzo dobre) piosenki...
_________________ "Po co mam czas tracić na mówienie do ściany - ściana i tak zawsze swoje wie...'
Nevermind ma swój klimat. Akurat najwięcej "przebojów" Nirvany znalazło się na tej płycie. Słucham rzadko, ponieważ wszystkie kawałki wykonane są zbyt lekko i podobnie jak przedmówca, wolę je w wersjach koncertowych.
Słyszałem gdzieś pogłoski, że Kurdt nawet jej nie przesłuchał, ponieważ od razu po wyjściu ze studia wiedział, że wyjdzie z tego coś zbliżonego do popu. Swoją drogą, zastanawia mnie teraz, czy to Nirvana chciała uzyskać takie brzmienie, czy to wina producenta? Jestem pewien że jeden z licznych fanów Nirvany wkrótce odpowie mi na to pytanie.
_________________ "Jutro odejdę gdzieś daleko
Jestem zmęczony tym co wokół
Nie mogę oddać reszty siebie
Twój wzrok przeszywa moje serce"
Wiek: 24 Dołączyła: 11 Cze 2007 Skąd: z Lublina i okolic
Wysłany: 2007-07-25, 18:15
Z tego co pamiętam to było tak, że kiedy płyta jeszcze była w trakcie powstawania Kurt i ludzie z A&R postanowili, że na tym albumie nie umieszczą tych najbardziej przebojowych kawałków, żeby przejście Nirvany do innej wytwórni nie bylo odebrane jako coś komercyjnego. Cobain nie chciał żeby to wyglądało tak, że się 'sprzedali'. Jednak cóż, musiał dostosowac się do gustów obowiązujących na tamtejszym rynku muzycznym. Producenci, kiedy dostali nagrania, starali się o to aby te piosenki były idealne, dlatego mocno pocięli wszystkie materiały, 'upiększali' i zlepiali w całe utwory, wprowadzili dużo elektroniki a w ostateczności piosenki zostały baaardzo 'przylizane'.
NIrvana nie była zadowolona z tego, czyli to nie był zabieg zespołu, wiem, że mówili że nikt nie pytał zespołu o zdanie, producenci robili co chcieli z ich materiałem o co muzycy mieli pretensje. Wokale zostały wyczyszczone, perkusja nie brzmiała w ogóle, brakowało tego 'pierdolnięcia'...
Kurt PODOBNO (tak ponoć mówił w wywiadach) wstydził się tej płyty i w ogóle jej nie słuchał, bo była to dla niego płyta popowa, z czym trodno się nie zgodzić...
Tak więc zespół chyba nieumyslnie popełnił ową łagodną i 'ugrzecznioną' płytę...
_________________ "Po co mam czas tracić na mówienie do ściany - ściana i tak zawsze swoje wie...'
Nevermind owszem, bardzo lubię, ale na pewno nie jest moją ulubioną płytką Nirvany. Jest za łagodna, ale co tu dużo pisać, była już mowa o tej łagodności i dopieszczeniu. :) Zaznaczam wszystkie piosenki oprócz Smellsa. Nie mówię że piosenka ta nie jest dobra ale znudziła mi się, przejadła. Chwilowo (chyba) nie mogę jej słuchać. :) Największymi plusami tej płyty są dla mnie "In Bloom", "Lithium" oraz Territorial Pissings".
_________________ nie śpij, spanie jest dla frajerów
Wiek: 22 Dołączył: 31 Sie 2006 Skąd: Bartoszyce/Gdańsk
Wysłany: 2007-08-02, 09:55
arafatka napisał/a:
Kurt PODOBNO (tak ponoć mówił w wywiadach) wstydził się tej płyty i w ogóle jej nie słuchał, bo była to dla niego płyta popowa, z czym trodno się nie zgodzić...
Tak więc zespół chyba nieumyslnie popełnił ową łagodną i 'ugrzecznioną' płytę...
Warto wspomnieć, że Cobain słuchał dużo popu, a większość takich opinii, jakoby wstydził się Nevermind to część cobainowej legendy o punkowej gwiezdzie sławnej z przymusu - nie muszę chyba przypominać oczekiwania na sukces przy samochodowym radiu "kiedy ta jebana stacja puści Love Buzz"...?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum