Jeżeli mam zaczynać temat o kimś takim jak Riley B. King mam problem od czego zacząć. Koleś ma w swoim dorobku łącznie około 100 płyt (mniej - więcej), w trakcie koncertu strzela przezabójcze miny, widać że gra z pasją, urodził się chyba z gitarą, a wydawanie z niej nietuzinkowych dźwięków jest u niego tak proste jak mówienie.
Z ręka na sercu przyznam się że chyba 1/10 dyskografii nawet nie słyszałem, a z jedynej płyty którą znam w miarę dobrze ("Deuces Wild") perełkami są "Rock Me Baby", "Te Thrill Is Gone", "Cryin' Won't Help You Babe" i w zasadzie cała płyta nagrywana z innymi wielkimi artystami.
Znane mi, słyszane i lubiane są przeze mnie inne jego utwory, wśrod których warto przywołać choćby "Every Day I Have the Blues", "Sweet Little Angel', czy "Please Love Me"
Fani muzycznej wirtuozerii, ci którym wiecznie blues w duszy gra, nie mogą przejść obojętnie obok tej postaci, człowieka który złotymi literami i nutami wpisał sie w świecie gitarowych i ogolnie muzycznych geniuszy.
Edit: O i taki sobie ładny obrazek wrzucę - ten wyraz twarzy chyba mówi wszystko na ten temat co King Of Blues czuje przy każdym szlachetniejszym dotyku strun...
B.B. Kinga chyba nie da sie znać z dyskografii... Przeciętny zespół nie wypuścił tyle kawałków, ile on wydal płyt :D Uwielbiam jego granie, cholernie emocjonalne. Kiedy krzywi twarz, jakby sie poparzył, przy tych nerwowych uderzeniach około 17 progu można poczuć ile duszy wkłada w kazde wykonanie :] Poza tym jest strasznie sympatyczny i "dobrze wychowany" jak na bluesmena ( podobno nigdy nie palił i nie pił). Nooo i wszystkim swoim gitarom daje na imie Lucy. (tego samego dnia gdy sie o tym dowiedziałem ochrzciłem swoją - ma na imię Kasia ;)
A zainteresowałem sie nim bardziej przez ten kawałek:
_________________ For all the times you let them bleed you...
For little peace from God you plead.
Nie Lucy lecz Lucille.
Tutaj wyjaśnienie skąd się to imię wzięło:
In the winter of 1949, King played at a dance hall in Twist, Arkansas. In order to heat the hall, a barrel half-filled with kerosene was lit, a fairly common practice at the time. During a performance, two men began to fight, knocking over the burning barrel and sending burning fuel across the floor. The hall burst into flames, which triggered an evacuation. Once outside, King realized that he had left his guitar inside the burning building. He entered the blaze to retrieve his beloved $30 guitar, a Gibson acoustic. Two people died in the fire. The next day, King learned that the two men were fighting over a woman named Lucille. King named that first guitar Lucille, as well as every one he owned since that near-fatal experience, as a reminder never again to do something as stupid as run into a burning building or fight over women
Jedną z jego gitar otrzymał Jan Paweł II po koncercie Kinga w Watykanie
zabiłeś mnie
W powitalnym poście zapomniałem właśnie dodać, jak bardzo lubię i szanuje Kinga. Jego muzyka to po prostu mistrzostwo. Od jakichś 2 miesięcy zachwycam się jego trasą z Claptonem, naprawdę polecam.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum