Grunge Forum
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Zaloguj  Download Nasze loga

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Meredith
2009-12-14, 17:48
Hey
Autor Wiadomość
szary 


Dołączył: 29 Lip 2006
Wysłany: 2007-01-28, 01:51   Hey

słucham sobie właśnie "Cisza, Ja i Czas" i mnie ciarki przechodzą.... emocje z koncertu sie budzą, cóż za wspamniały zespół, brzmienia... no i ten wokal, miodzio..
na ich koncerty to bede chyba w miare omzliwości jezdzil do śmierci
 
 
jordi 
;)


Wiek: 26
Dołączył: 08 Sty 2007
Skąd: Przemyśl
Wysłany: 2007-01-28, 10:37   

No tak, Hey jest zajebisty, teksty czasami są dziwne i śmieszne ale to mi nie przeszkadza. Mój ulubiony utwór to Flowers For Titus.
_________________
Ignoruj toho kdo ignoruje tebe
 
 
Mabh 



Wiek: 21
Dołączyła: 10 Wrz 2006
Skąd: Poznań
Wysłany: 2007-01-28, 10:45   

A mój ulubiony utwór to: "Misie", "Cudzoziemka w raju kobiet" i jeszcze parę innych, nie ma sensu ich wymieniać :) Fajnie by było gdyby częściej grali w Poznaniu :( bo jak na razie byłam tylko na jednym koncercie, ale jak tylko do nas zawitają, to się tam pojawię :)
_________________
Możesz żyć na marginesie, ale żyj tak, aby nie krzywdzić innych.

"If I can't be my own, I'd feel better dead."

www.mabh.blog.onet.pl
 
 
 
SunFlower 
nurse?



Wiek: 22
Dołączyła: 20 Lip 2006
Skąd: z trzeciego piętra
Wysłany: 2007-01-28, 12:37   

Kiedyś częściej słuchałam. Głos Nosowskiej to jeden z nielicznych, który toleruję i lubię słuchać. Hey to był pierwszy ulubiony zespół mojej siostry. Można powiedzieć, że też zaczynałam od tego zespołu. Gdybym odwiedziła znajomych to bym odnalazła pożyczone (od kilku lat) pierwsze kasety Hey'a. ;)
_________________
"Jedno wam powiem, życie idioty to nie jest bułka z masłem"
 
 
Guarana 



Dołączyła: 28 Sty 2007
Skąd: small hole
Wysłany: 2007-01-28, 12:58   

Hey to moim zdanie jeden z lepszych polskich zespołów rocowych, a Nosowska to najlepiej śpiewająca polska piosenkarka :lol: .....koncerty hey'a to czysta przyjemność, a ludzie tworzący zespół są inteligentnymi, zabawnymi, normalnymi! ludźmi, którym sława nie poprzewracała w dupach, miałam okazje się o tym przekonać rozmawiając z nimi ;) pzdr
_________________
Guarana to roślina dająca dobrą kondycję i lepsze samopoczucie. Działa orzeźwiająco, uważana za magiczną, za sposób na odzyskanie sił.
 
 
izka 
nic.



Wiek: 18
Dołączyła: 21 Sty 2007
Skąd: podkarpacie.
Wysłany: 2007-01-28, 22:06   

kiedyś kochałam, teraz lubię, szanuję. kocham jak wyżej 'misie', chyba najbardziej. sentyment mam do tego. ; ) wokal też mi przypadł do gustu.
 
 
 
JAMik 
Poligon nr. 4



Dołączył: 16 Cze 2006
Wysłany: 2007-03-12, 00:37   

Słucham Sobie starego Hey'a...ich piosenki przypominają mi okres jak miałem 17-19 lat...ogniska...brudasowe towarzystwo...powsiny,wisły...mnóstwo koncertów...domówki z gitarami...japierdziele...gdyby nie ta moja gettowa szkoła,to byłby to zajebisty okres.

List,Ja sowa,Dreams,Heledore babe...ale mi się wzieło na wspomnienia.

Warto dodać(taki mój fetysz),że zajebiście technicznie te płyty były nagrane,a jadnocześnie z klimatem...

i najcudowniejszy Anioł,jakiego w życiu spotkałem słuchał namiętnie Hey'a...

oj Hey zawsze będzie mnie cofał...o te 5 lat...wechikuł czasu,to byłby cud... :-/
_________________
KULT: Krzysztof Banasik,Tomek Glazik,,, PEARL JAM: Matt Cameron,Eddie Vedder,
Janusz Grudziński,Irek Wereński,,,,,,,,,,,,,Stone Gossard,Jeff Ament,Mike McCready
Janusz Zdunek,Piotr Morawiec,,,,,,,,,,,,,,,,,NIRVANA: Dave Grohl,Krist Novoselic,Kurt Cobain
Kazik Staszewski,Tomek Goehs,,,,,,,,G,,,,,ALICE IN CHAINS: Jerry Cantrell,Layne Staley,Mike Starr,Sean Kinney
 
 
trevor 
in your mind



Wiek: 19
Dołączył: 14 Sty 2007
Skąd: podkarpacie
Wysłany: 2007-07-09, 19:22   

izka napisał/a:
kiedyś kochałam, teraz lubię, szanuję


Mam dokładnie tak samo. Był czas kiedy szlałem za Hey, nic innego nie słuchałem przez całe dnie tylko Hey, Hey, Hey...... Teraz już mi troche przeszło ale nadal mam sentyment. Lubie posłuchać takich płyt jak "Hey", "[sic!], a szczególnie pierwszych takich jak "Fire". Sentyment do tej kapeli pozostanie :)
_________________
---------------------
Kiedy ktoś napotka kogoś
kto buszuje w zbożu...
----------------------
 
 
 
hiroszima 
Kuka!



Wiek: 25
Dołączyła: 22 Lis 2006
Skąd: PZL
Wysłany: 2007-07-10, 08:15   

Nic nie napisałam w tym temacie??? Dziwne, dziwne. Bo Hey do moich ulubionych zespołów należy (choć dużo mam tych ulubionych..). Teksty Nosowskiej, głos, charyzma i prostota. Każda ich płyta jest inna, ale nic nie robią na siłę. Jeśli Kasia ma ochotę poeksperymentować, czyni to solowo, a Hey pozostaje rockowy. Mi szczególnie podoba się klimat "Karmy", choć pozostałych płyt też pomijać nie można. Tylko "Music Music" trochę momentami słabszy..
_________________
the further we go and older we grow,
the more we know, the less we show..
 
 
stefcia 



Wiek: 21
Dołączyła: 06 Lut 2007
Skąd: Głubczyce/Opole
Wysłany: 2007-08-23, 13:05   

Hey to moim zdaniem najlepszy polski zespół. Na ich koncerty mogę chodzić w nieskończoność a i tak będę z każdego zadowolona. Zespół lubię za głos Nosowkiej, za teksty, za to, że się nie sprzedali. Moja ulubiona płyta to "Fire" - tyle na niej energii;] piosenek mam dużo ulubionych, więc nie będę ich wymieniać.
_________________
Trzy bajki jeszcze raz
Trzy bajki cały czas
 
 
 
Max 
Irrational



Dołączył: 10 Sty 2007
Skąd: Kraków
Wysłany: 2007-08-23, 13:43   

Hey to jeden z najlepszych zespołów rockowych na polskiej scenie muzycznej. Świetny głos Nosowskiej, klimatyczna muzyka momentami przypominająca grunge z Seattle (szczególnie na płycie Fire), no i czad na koncertach.
 
 
 
autostrada 



Dołączyła: 30 Sie 2007
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2007-09-02, 14:44   

Nigdy nie lubiłam Hey, a teraz?
Teraz to po prostu kocham ich...Szczególnie "Ja sowa" i "Dorosłośc jak początek umierania"
Wokal Kasi rozbraja :D uwielbiam słuchac ich koncertówek...Naprawdę świetny zespół ;]
 
 
 
hiroszima 
Kuka!



Wiek: 25
Dołączyła: 22 Lis 2006
Skąd: PZL
Wysłany: 2007-09-03, 10:51   

Przykro mi to pisać, ale próbowałam się ostatnio wsłuchać w Echosystem i słuchałam, i słuchałam, i nic. Nawet nie chodzi o popowość tej płyty. Jest taka.. nijaka. Chyba jednak faktycznie Kasia Nosowska powinna skupić się solowej twórczości, a Hey niech sobie już odpocznie...
_________________
the further we go and older we grow,
the more we know, the less we show..
 
 
mrowka_eliza 
fu** u!



Wiek: 19
Dołączyła: 18 Mar 2007
Skąd: że znowu! ;)
Wysłany: 2007-09-03, 13:06   

do nie dawna jakoś nie wzbudzali we mnie szczególnej uwagi.. ale od kiedy moja siostra zaczęła ich zapodawać ;] spodobało mi sie aczkolwiek zdecydowanie bardziej wole 'Nosowską' :mrgreen: ;-) Ulubione? 'Cisza, ja i czas' 'Cudzoziemka' 'Mru mru' i takie tam rożne inne których nie pamiętam jak sie nazywają ;-) :shock:
_________________
Sadzimy nadzieję

:121:
Ostatnio zmieniony przez mrowka_eliza 2007-09-13, 02:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
trevor 
in your mind



Wiek: 19
Dołączył: 14 Sty 2007
Skąd: podkarpacie
Wysłany: 2007-09-10, 16:06   

Bardzo ciekawy wywiad z Nosowską który ukazał sie kilka dni temu w dodatku do gazety wyborczej "Wysokie Obcasy"

Mikołaj Lizut: Jaki był twój dom?

Katarzyna Nosowska: Pełen miłości przede wszystkim między rodzicami. Przez znaczną część życia sprawiali wrażenie totalnie zakochanych. Chodzili, trzymając się za rękę, przytulali się i całowali. Nieraz słyszałam, jak się kochali. Mieszkaliśmy w bloku. Ojciec był marynarzem. Dzięki temu moje życie dziecinne było dostatnie. Barbie, pomarańcze, napoje w kartonikach i zagraniczny piórnik. Jednak dzieciństwo nie jest okresem, do którego wracam z przyjemnością. Byłam silnie związana z mamą, a ojca nie było w domu nieraz ponad rok. Musiałam go poznawać na nowo. Stosował wobec mnie dość chłodny chów.

Bił cię, krzyczał?

Uderzył mnie ze trzy razy. Mało. Raz za to, że pogryzłam dziewczynkę w przedszkolu, za wagary z treningów pływania i jak miałam 17 lat, za spotykanie się z chłopakiem, z którym nie wolno mi było się spotykać.

Był łobuzem?

Nie. Był silną osobowością, wywarł na mnie ogromny wpływ. Ojciec to chyba wyczuł i bardzo mu się to nie podobało. Ten chłopak sprawił, że po raz pierwszy zaczęłam się odklejać od domu.

To był początek buntu?

Byłam zbuntowana, ale wewnętrznie. Rozpadałam się od środka, to nie była rewolucja, tylko bierny opór. Nie piłam wina pod blokiem, nie uciekałam na giganty. Byłam grzeczna i zdyscyplinowana. O strasznych rzeczach umiałam jedynie czytać w książkach, ale nigdy nie chciałam ich przeżywać. Rodzice mogli się wyluzować, bo byłam odpowiedzialnym dzieckiem. Nie wiem tylko, na ile zdawali sobie z tego sprawę. Nie miałam też zmysłu politycznego, nie buntowałam się przeciw systemowi. W PRL powodziło nam się dobrze, a ja się tego wstydziłam. Nie miałam odwagi wyjąć z tornistra śniadania z zagranicznym napojem. Wiedziałam, że dookoła jest straszny syf i nic nie ma. Trochę też zazdrościłam dzieciom, których rodzice byli zaangażowani w opozycję. W Szczecinie było ich sporo, ale moi rodzice nie mieli z tym nic wspólnego. Miałam za to wujka stoczniowca, który strajkował w 1988 roku. To mi imponowało, postanowiłam się tak wewnętrznie pod niego podpiąć: nie jestem taka beznadziejna, bo mam takiego wujka.

Czy 1989 rok był dla ciebie przeżyciem pokoleniowym?

Tak, choć nie byłam zaangażowana ani w politykę, ani w kontestację, ani w żadną subkulturę. Na naszych oczach toczyła się doniosła historia, ale ja mam jakiś talent do abstrahowania od tego, co jest na zewnątrz. Tworzę sobie mały świat. Mój aparat pojęciowy do tej pory nie obejmuje słowa 'polityka'. Mam dość precyzyjne poglądy na wiele spraw, ale gdy ktoś nazywa je 'poglądami politycznymi', protestuję. Jestem wrażliwa na ludzką krzywdę i gdy ktoś bije człowieka na ulicy, reaguję. Gdyby teraz u nas wsadzali niewinnych ludzi do więzień, protestowałabym. To są jednak odruchy moralne, a nie polityczne. Pod względem politycznym jestem upośledzona. To nie znaczy, że jestem zamknięta dla innych. Jest wielu artystów, którzy zagrzewają do walki, chcą iść razem na barykady. Ja proponuję wędrówkę w głąb siebie. W gruncie rzeczy mój zawód to spora społeczna odpowiedzialność, bo wielu młodych ludzi traktuje moje piosenki bardzo poważnie. Pilnuję, by nie było w nich żadnej pułapki.

Dlaczego zamiast do liceum poszłaś do technikum odzieżowego?

Nie był to mój wybór. Tak zdecydował tata. Uważał, że sama matura nic nie oznacza i że lepiej poradzę sobie w życiu, mając zawód i maturę. A ja nie miałam specjalnej możliwości sprzeciwu. To dla mnie był problem, bo chciałam iść do szkoły z koleżankami. Ojciec mi potrafił powiedzieć: 'Na pewno się nie dostaniesz'. To było superniesprawiedliwe, bo bardzo dobrze się uczyłam. Do technikum przyjęto mnie z otwartymi ramionami, choć szybko okazało się, że mam dwie lewe ręce do szycia. Za maszyną cierpiałam i nie pasowałam do tego towarzystwa. Dziewczyny z technikum lubiły ciuchy, szyły sobie bluzki, wymieniały się wykrojami. Ja raz spróbowałam. Zmarnowałam kawałek jedwabiu mojej mamie. Przydawałam się klasie np. przy przygotowaniu teatru, umiałam powiedzieć wiersz, zaśpiewać piosenkę. W radiowęźle puszczałam punkowe płyty.

Byłaś kochliwa?

Nie. Po raz pierwszy zakochałam się w wieku 17 lat i to był mój narzeczony. Wcześniej tylko sobie wyobrażałam, że mam ukochanego. Wszystkie dziewczyny już miały. Ja chyba byłam niewidzialna.

Na jakiej muzyce się wychowałaś?

Przez pierwsze dwa lata technikum niczego nie słuchałam specjalnie. Choć przez muzykę identyfikowało się człowieka, ja jakoś nigdy nie przywiązywałam się do gatunków. Podobały mi się bardzo konkretne rzeczy. Z 'muzyki zaangażowanej' w okresie dojrzewania przyswoiłam tylko dwa zespoły - Conflict i Crass. To szlachetne bandy anarchopunkowe, nie każdy tego słuchał. Jednocześnie słuchałam Depeche Mode. W muzyce najważniejszym dla mnie kryterium było i jest wzruszenie. Tego tak naprawdę zawsze szukałam w sztuce. Muzyka nie była dla mnie jakąś funkcją społeczną, która ułatwiałaby identyfikację w grupie. W Ochotniczym Hufcu Pracy poznałam jednego punkowca. Dużo rozmawialiśmy i to, co mówił, do mnie trafiało, ale nawet gdybym chciała się z tym identyfikować, to nie miałam jak, bo praktycznie nie wychodziłam z domu. Większość młodych lat spędziłam w swoim pokoju. Mama się o mnie bała. Poza tym lubiłam czytać, rysować i dobrze się czułam we własnym towarzystwie. Cierpiałam tylko momentami, raz na wiele miesięcy przechodziła mi przez głowę myśl, że fajnie byłoby mieć towarzystwo.

Jak, nie wychodząc z domu, trafiłaś na rockmanów?

Ów punkowiec z OHP zaprosił mnie kiedyś na próbę. W domu nakłamałam, bo mama w życiu by mnie nie puściła. Powiedziałam, że idę na próbę chóru, w którym wtedy śpiewałam. Spotkaliśmy się w technikum telekomunikacyjnym. Chłopcy poprosili, żebym zaśpiewała. Uznałam, że mniejszym obciachem będzie zaśpiewać, niż stchórzyć. Zaśpiewałam po 'norwesku', czyli w improwizowanym języku udającym angielski. Spodobało się. Panna na wokalu była rzadkością i to robiło wrażenie. Po mieście rozeszła się plotka, że jest dziewczyna, która śpiewa. Wkrótce chodziłam na próby większości garażowych zespołów w Szczecinie. To były bandy metalowe albo punkrockowe. To moje śpiewanie było ciepło przyjmowane. Nie umiałam śpiewać ani metalowo, ani punkowo. Robiłam to po swojemu i dzięki temu brzmiało dość zaskakująco. Jedną z osób, która dowiedziała się, że śpiewam, i zaprosiła mnie na próbę, był Piotrek Banach. Kilka lat później narodził się zespół Hey.

I wygraliście festiwal w Jarocinie...

Nie od razu. Pierwszy raz byłam w tam w 1989 roku z zespołem Kafel, który grał muzykę elektroniczną. Wysłaliśmy kasetę i zakwalifikowali nas na małą scenę. To była dla nas duża rzecz. W czasie gdy odbywał się Jarocin, byłam na letnim obozie, a mój tata na urlopie. Byłam absolutnie pewna, że mnie nie puści. Mieliśmy z kolegami chytry plan: napiszemy dla mnie lipne zwolnienie z kolonii i pojadę na nielegalu. Niestety, jeden z egzemplarzy fałszywego usprawiedliwienia został gdzieś pod moim biurkiem i znalazła go mama. I tak zamiast kolegów przyjechał po mnie na obóz mój tata. 'Spakuj się, zawiozę cię do tego Jarocina' - powiedział. Byłam w szoku! Ojciec przypunktował u mnie ostro, bo wiem, że zrobił to wbrew sobie. Chciał mi udowodnić, że się mylę co do niego.
Oczywiście nie stał pod sceną i nie słuchał koncertu. Czekał na mnie w Środzie Wielkopolskiej. Rodzice mieli do mojego śpiewania stosunek mocno sarkastyczny. Z naszego występu nic nie wyniknęło. Przegraliśmy z Anją Orthodox. Nawet nie poczułam atmosfery tego festiwalu, bo natychmiast po koncercie musiałam jechać. W 1992 roku Piotrek Banach założył zespół Hey ze mną na wokalu. Wysłał demówkę do Jarocina i przyjęli nas. I znowu nie mogłam tam pojechać na legalu.

Dlaczego? Byłaś dziewczyną po maturze!

Nie dostałam się do szkoły teatralnej. A skoro nie studiowałam, ojciec doszedł do wniosku, że muszę opłacić swoje utrzymanie. Musiałam iść do roboty, a pieniądze oddawać rodzicom. Mogłam mieć kasę tylko na bilet miesięczny i fajki. Długo nie mogłam znaleźć pracy, a bardzo nie chciałam pracować w państwowych przedsiębiorstwach odzieżowych. W końcu mama załatwiła mi pracę na poczcie. Wprowadzałam dane do komputera Odra. To było coś strasznego, ogłupiająca robota przy taśmie na akord. Codziennie płakałam, wychodząc do pracy. Jarocin odbywał się w sierpniu, a ja nie przepracowałam roku, żeby mieć prawo do urlopu. Poszłam do kierowniczki i tłumaczę, że ten festiwal to dla mnie sprawa życia i śmierci. 'Czy mogłaby mi pani dać ten urlop wcześniej, dosłownie na dwa dni, bo za trzy tygodnie będzie mi już przysługiwał?' - spytałam. A ona na to: 'Nie! Powinna się pani zastanowić, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Chyba sobie, dziewczyno, zdajesz sprawę, że na twoje miejsce czeka kolejka chętnych'. Wredna! Zdecydowałam, że pojadę, choć stracę pracę. Ojca nie było, a mamie powiedziałam, że pani kierowniczka była taka miła i dostałam urlop.

Mieliśmy cztery piosenki, wszystkie bez tekstów. Zaśpiewałam je po 'norwesku' i zdarzył się cud! Okazaliśmy się sensacją, a Katarzyna Kanclerz zaproponowała nam wydanie płyty.

Byliście zespołem modnego nurtu grunge.

Tak nas sklasyfikowano. Rzeczywiście lubiliśmy Nirvanę, chodziliśmy w martensach i kurtkach parkach. Ale czy to był grunge? Do dzisiaj nie wiem, co to słowo oznacza. Pewnie pod względem estetycznym wpisaliśmy się w to zjawisko.

Flanelowe koszule, stany depresyjne i obsesja samobójcza?

Możesz się śmiać, ale moje życie i praca na poczcie wywoływały we mnie tak negatywne emocje, że byłam na skraju załamania. Każdy dzień przy tym cholernym komputerze był przepełniony gniewem, żalem i potwornym lękiem, że tak już będzie zawsze. A wiedziałam, że jeśli to potrwa dłużej, to się zabiję. Serio, brałam to pod uwagę. Byłam nieszczęśliwa. Można powiedzieć, że uratowała mnie muzyka.

Właściwie Katarzyna Kanclerz.

Chcesz mnie wkurzyć, ale tak, niech ci będzie, że Kanclerz. Kilka tygodni po Jarocinie przyjechaliśmy do Izabelina pod Warszawą, żeby nagrać płytę. Trwało to kilka miesięcy, bo nie mieliśmy jeszcze materiału, słów do piosenek. Mieszkaliśmy w domu Katarzyny, w jednym pokoju. Spaliśmy na podłodze, na złączonych materacach. Nie mieliśmy kasy i często bywaliśmy głodni. Pamiętam taką scenę: ja i Banach byliśmy w studiu, a w domu został perkusista. Wchodzimy do pokoju, a on siedzi i opycha się zupką pomidorową z torebki, ostatnią rzeczą, którą mieliśmy. Dostaliśmy szału: 'Stary, jak możesz, przecież wszyscy jesteśmy głodni!'. A on na to: 'Chyba lepiej, żeby się jedna osoba najadła porządnie niż kilka odrobinę'. Byliśmy jednak gotowi na każde poświęcenie, żeby tylko nagrać płytę. Dla mnie było to ważne, żeby załatwić sprawę z rodzicami. Udowodnić im, że to nie wygłupy.

Ukazała się płyta i wybuchło!

Z dnia na dzień zmienił się świat. Tuż po premierze płyty graliśmy nasz pierwszy koncert w Warszawie, w Stodole. Tydzień wcześniej Kanclerz powiedziała nam, że jest nieszczęście, bo sprzedało się tylko 80 biletów. Mówiła: 'Tragedia! Tyle w was zainwestowałam'. W dniu koncertu szok - Stodoła puściła w szwach, a tłum staranował drzwi. I się zaczęło...

Ile płyt się sprzedało?

Nikt tego nie wie. Jedni mówią, że 800 tys., inni - że milion. Nie sposób tego ustalić, bo był to czas totalnego piractwa. Ale nie zarobiliśmy na tym fortuny.

Jak to?

Taki był kontrakt. Myśmy na tym nie zarobili. Byliśmy oszołomionymi dziećmi, które chciałyby mieć swoją płytę i grać koncerty. Kontrakt był bardzo niekorzystny, jednak nieznajomość prawa nie usprawiedliwia. Oczywiście my się na to zgodziliśmy. Trzeba było przeczytać kwit, który związywał nas niewolniczo z Izabelinem na wiele lat. Mogliśmy poprosić kogoś o radę. Ale byliśmy ufni. Mnie nigdy nie przychodzi do głowy, że może mnie ktoś zrobić w konia, uśmiechając się serdecznie.

Była w tym jednak jakaś ręka opatrzności. Katarzyna wypłacała nam co miesiąc skromne pensje, choć powinniśmy wszyscy z dnia na dzień stać się cholernie bogaci. I ja bym pewnie oszalała od tych pieniędzy. Młoda i głupia osoba plus wielkie pieniądze - to może się skończyć nieszczęściem.

Na czym polegał wtedy fenomen Hey?

Nie wiem. Może chodziło o to, że jesteśmy tak do bólu zwyczajni. Do tej pory na scenie śpiewały gwiazdy typu Kora, które dla publiczności były niedostępne. A my serwowaliśmy ludziom taką egalitarną obietnicę: każdy może. Nie stwarzaliśmy dystansu, byliśmy jak wszyscy. Nie do końca rozumiałam, co się dzieje. Widziałam te rzesze ludzi, słyszałam te piski, płacze, była z nami jakaś poważna afera, ale dlaczego? Stałam się jakąś taką trochę groteskową Kasią z Heya. Po koncertach przychodziły do mnie dziewczyny w histerii tylko po to, żeby się przytulić. Byłam oszołomiona, to nie był mój świat.
Chcesz powiedzieć, że świat powinien się litować nad losem gwiazd?

Pewnie, że nie. Ja po prostu byłam nabita potwornymi kompleksami. Dla mnie to wszystko było podejrzane. Przychodziły do mnie fanki i mówiły, że zmieniłam ich życie. A ja myślałam sobie: do czego to doszło? Żeby takie nędzne kreatury jak ja zmieniały komuś życie? Chciałam im powiedzieć: 'Mylicie się okrutnie! Nie możecie się na mnie oprzeć. Sama potrzebuję wsparcia'. Chciałam też w tym wszystkim jakoś dobrze wypaść, nie być zblazowaną chałturnicą, traktować poważnie odbiorców. Ale ciągle słyszałam jakieś zarzuty. Gdy urodziłam syna, musiałam zabierać go w trasę, bo karmiłam piersią. Nikt nie był w stanie zrozumieć, że po koncercie muszę pędzić do hotelu i nakarmić dziecko. Cycki mnie bolą koszmarnie, leje się z nich mleko. Tylko dlatego nie podpisuję pięciuset kartek i płyt. 'Odwaliło jej, przestała szanować publiczność, Zielona Góra ci nie wybaczy, że tak olałaś swoich fanów' - pisali w listach. Było mi strasznie przykro. Jestem piosenkarką, która ma ludzi zabawiać, a nie gwiazdą, której się należą honory. Kiedy zespół odniósł sukces, czułam się samotna i opuszczona. Nie miałam nikogo, żyłam w obcym mieście, w wynajętym mieszkaniu. Zaprzyjaźniłam się wtedy z chłopakami z zespołu Ahimsa. Oni jako jedyni z branży wyciągnęli do mnie rękę i się mną zaopiekowali. Imponowało mi, że chłopcy z bezkompromisowej, hardcore'owej kapeli się mnie nie wstydzą. Bo przecież po fali euforii nad zespołem Hey nagle staliśmy się obciachem. Płyty się sprzedawały, ale w wielu kręgach w dobrym tonie było nienawidzić Heya - 'gwiazdorów i telewizyjnych szmaciarzy'. Wielu osobom robiło dobrze, gdy mogły nas publicznie opluć. Stawali się przez to fajniejsi. Chyba najbardziej bolały mnie obraźliwe teksty w punkowych funzinach. Miałam poczucie, że tam są moje korzenie, nie byłam przecież popową szmatą.

Może było was za dużo i Hey się przejadł?

Może. Nasz początkowy sukces, te tysiące balonów, które sypały się na nasze głowy, niedługo później były już obciążeniem. To schizofrenia, że najpierw za coś cię ludzie masowo kochają, a za chwilę za to samo stajesz się obiektem nienawiści, synonimem obciachu.

Czy są rzeczy, których żałujesz?

Jest dużo rzeczy, za które się trochę wstydzę, ale nie wypieram się ich. Musiałam to wszystko przeżyć i wierzę w sens edukacyjny wpadek ćwiczonych na własnym tyłku. Największy mój blamaż i obciach to sprawa plagiatu. Czuję się z tym strasznie. Było tak: po pierwszej płycie zjechali mnie krytycy, że piszę infantylne i wieśniackie teksty. Mocno naruszyło to moją wiarę we własne siły liryczne. Kiedyś znajoma osoba dała mi zeszyt z tekstami. 'Masz tu moje wiersze, możesz śmiało brać, gdyby ci były potrzebne'. Zwątpiłam w siebie, więc wzięłam jak głupia. Okazało się, że wiersza nie napisał utalentowany znajomy, tylko T.S. Eliot. Tak naprawdę jednak złe było to, że ja to wzięłam. To była straszna wiocha, wstyd i już pewnie nigdy nie zmyję z siebie tej plamy. Ale gdyby się tak nie stało, nigdy nie zaczęłabym pisać tekstów z czułością w stosunku do każdego słowa. Wszystkie moje następne teksty są rozpaczliwą próbą udowodnienia światu, że coś potrafię.

Lubisz pisać piosenki?

Tak. Kiedyś mi to szło topornie, teraz to uwielbiam. Czasem przychodzą do mnie słowa tak zupełnie bez ostrzeżenia. Ostatnio jechałam na koncert i gdy już lekko przysypiałam, z zaskoczki zjawiła się w mojej głowie piosenka, właściwie tylko szlagwort, zbitka słowna, która szybko rozbudowuje się w piosenkę. Pisanie można porównać do rozwiązywania krzyżówki. Poszukiwaniu słów towarzyszą te same emocje.

Czym dla ciebie jest komercja?

To słowo ma pejoratywny smaczek, ale tak naprawdę niewiele znaczy. Żyję z muzyki, więc jestem komercyjna. Nie piszę jednak hitów pod radio. Nawet tego nie umiem. Myśmy mieli szczęście, bo właściwie nie otarliśmy się o tzw. granie kotletowe.

Wiesz, ja nie do końca czuję się częścią branży, nie mam takiej identyfikacji. Ja trochę do nich nie pasuję i nie do końca jestem akceptowana. Jestem chyba za obciachowa. Nikt mnie nie zaprasza na bankiety ze sławami, premiery, wielkie wydarzenia. Nie jestem zbyt rockandrollowa, nie wzbudzam masowych erotycznych pragnień. Pisze o mnie prasa kobieca, ale też z pewnym dystansem. Nie czuję się rozchwytywana i w otoczeniu paparazzi (śmiech). Nie chcę przez to powiedzieć, że chciałabym. Tam jest straszna nuda, rozmawia się o niczym.

Zagrałabyś np. w reklamie?

Nie uważam, że każda reklama to kompromitacja. Jeśli byłoby to za dużą kasę, a reklama by mnie nie uwierała jakoś mocno, to tak. Nie należę do bardzo zamożnych, a mam do zrealizowania poważny plan. Nie potrzebuję pieniędzy na samochody i fatałaszki. Chcę porządnie zwiedzić świat. Nie interesują mnie dwa tygodnie pod palmą. Chcę wyjechać w podróż, zaznaczając, że nie wiem, kiedy i czy z niej wrócę. Na to potrzeba dużo czasu i pieniędzy.

Weźmiesz ze sobą syna?

Nie. Nie sądzę, żeby on chciał. Dlatego nie mogę tego zrobić teraz. On ma 11 lat. Wyjadę, gdy będzie dorosły. Mam nadzieję, że Mikołaj to zrozumie, bo to będzie największa przygoda mojego życia.

W twoich starszych tekstach często pojawiają się krzywdzone dzieci, molestowanie seksualne. Dlaczego?

Przez piosenkę 'Dreams' o dziewczynce molestowanej przez ojca, choć była po angielsku, mój tata miał wiele niezasłużonych problemów. Nie miałam takich doświadczeń, ale są rzeczy, które mnie poruszają i muszę o nich pisać. Wiem, że ten temat jeszcze wróci, bo wtedy byłam zbyt młoda, schowałam się za obcym językiem i uważam, że historia w 'Dreams' jest żenująco podana. Jeszcze kiedyś tego dotknę. Potwornie poruszyła mnie sprawa Samsona. Ostatnio czyściłam bibliotekę i znalazłam jego książkę. Wyrzuciłam ją do śmieci, choć nigdy tego nie robię z książkami. Krzywdzenie dzieci przeżywam w sposób niewyobrażalny. To najpotworniejszy grzech świata.

Słuchając twojej ostatniej płyty 'UniSexBlues', mam wrażenie, że jesteś skupiona raczej na życiu wewnętrznym niż społecznych sprawach świata.

Zajmuje mnie rozkład, przemijanie, śmierć, czyli zjawiska społecznie powszechne, choć rzadko się o nich mówi w programach publicystycznych. Współczesna kultura wyparła te pojęcia. Zachowujemy się tak, jakby w naszym świecie śmierci nie było. Rok temu nagle zmarła babcia mojego Mikołaja. To był szok, dostałam histerii, bo bardzo się z nią przyjaźniłam. Przez dwa tygodnie płakałam. Musiałam się z tym jakoś uporać, oswoić to wszystko, żeby nie oszaleć. Na tej płycie jest zarejestrowane moje ugłaskiwanie śmierci.

Nie inspirują mnie rzeczy, przez które trafia mnie szlag. Nie kręci mnie temat Leppera, złodziejstwa, terroryzmu. Nie cierpię pisać żółcią. Kiedyś mi się zdarzyło pisać w totalnej złości np. piosenkę 'Zoil' o Robercie Leszczyńskim. Nie jestem z niej dumna. Nie dlatego, że się boję komuś przywalić, ale uważam, że to obciach. Staram się nauczyć nieodczuwania gniewu. Na razie jestem w przedpokoju do opanowania.

A co jeszcze cię wkurza?

Nie jestem w stanie oglądać wiadomości, patrzeć na te zacięte twarze, dlatego mam powierzchowną wiedzę na temat publicznych sporów. Nie bardzo np. śledziłam awanturę o lustrację, ale denerwuje mnie uporczywe śledzenie ludzkich biografii z nadzieją, że się tam coś ciemnego znajdzie. Nie sądzę, żeby tym dłubaczom w przeszłości przyświecały szlachetne intencje. Nie wierzę, że pragną prawdy. Chcą po prostu zemsty. Mamy tak mało czasu w tej chwili, że chyba tarzanie się w kurzu z teczek z przeszłości jest marnotrawstwem.

Wnerwia mnie nietolerancja, tak powszechna w Polsce. Jesteśmy w zaścianku, gdzie geja można nazywać zboczeńcem, człowiekiem chorym, któremu nie należą się równe prawa.

Uważasz, że pary homoseksualne powinny mieć prawo do małżeństw i adopcji dzieci?

Jeśli chodzi o kwestię małżeństw - to jak najbardziej. Jeśli chodzi o adopcję - to w społeczeństwie tak skrajnie niechętnie nastawionym do wszelkiego rodzaju odmienności dzieci z takich rodzin nie czułyby się szczęśliwe, więc jestem adopcjom przeciwna.

Czujesz się feministką?

Kiedyś tak powiedziałam, ale pewnie nie do końca wiem, co powiedziałam. W dorosłym życiu uzyskałam pełnię praw. Jestem niezależna, nie pozwolę nikomu tych praw naruszać. Czuję się feministką, solidaryzując się z innymi kobietami. Np. z moją mamą, która właśnie rozstaje się z ojcem. Nie znaczy to, że staję przeciw niemu. Cóż, zakochał się, ma nowy związek i chcę, żeby mu się ułożyło, ale nie pozwolę mu skrzywdzić matki. Jej interes jest dla mnie nadrzędny. Ona dużo poświęciła. Często mówi w rozmowach ze mną, że kobieta nie powinna rezygnować z życia zawodowego w imię patriarchalnego modelu rodziny.

Jesteś patriotką?

Może to zabrzmi prowokacyjnie, ale nie. To nie jest jakieś arcyfajne miejsce - Polska. Lubię tu wielu ludzi, wiele miejsc, mogę się zapatrzyć na drzewa, niebo. Uwielbiam język polski, jest piękny. Ale to jeszcze za mało, żeby oddawać życie za ojczyznę. Mogę umierać za konkretnych ludzi, za swoje dziecko. Ale to raczej 'synczyzna' (śmiech).
_________________
---------------------
Kiedy ktoś napotka kogoś
kto buszuje w zbożu...
----------------------
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - anime
NIRVANA
HOLE