Gdzieś mi umknął temat... Nie wiem jak mozna nie doceniać ich wkładu i pracy włożonej w te albumy, zwłaszcza że u nas z taką muzyką dosyć ubogo a z Dream Theater to oni mi się ciągle kojarzą. mają wielką moc, a pływające dźwięki gitary to jest to co kocham najbardziej w progresji, choć dla mnie ten zespól mógłby istnieć bez Dudy i sprawiałby jeszcze lepsze wrażenie stawiając na muzykę instrumentalną, bo lepiej im to wychodzi a wokal wg mnie nad interpretuje ich ścieżki.
Co by tu dużo nie marudzić przy tych długich partiach gitarowych wchodzę w stan nirvany (nie mylić pojęcia z zespołem muzycznym bo o ile dobrze pamiętam jest taki zespół grungeowy chyba), a kiedy już umieram nagle się budze bo ktoś tam zaczyna śpiewac. Nie powiem że zły wokal ale nie pasuje mi kompletnie, najbardziej do albumu Second Life Syndrome. Już dawno miałem się zabrac za kupienie ich płytki ale u mnie taki zakup przychodzi w cudzysłowie raz na 20 lat, a z polskich kapel to w swojej biblioteczce mam dość mało, głównie to Hey i Myslovitz.
A i jeszcze jedno - trodno w dzisiejszych czasach nie inspirować się innymi, zwłaszcza że w muzyce dużo już zostało powiedziane (wyspiewane i zagrane) więc kompletnie nie rozumiem tych frustracji.
dla mnie najlepsza jest płyta "Out of myself", ale Riverside wymaga odpowiedniego nastroju, to nie muzyka dla każdego o każdej porze. Ona wymaga, a nie dopasowuje się do słuchaczy.
dla mnie najlepsza jest płyta "Out of myself", ale Riverside wymaga odpowiedniego nastroju, to nie muzyka dla każdego o każdej porze. Ona wymaga, a nie dopasowuje się do słuchaczy.
dokładnie ^^
takiej muzyki nie można słuchać jednym uchem.
chociaż... uwielbiam też parę kawałków z albumu Second Life Syndrome.
_________________ '' ...nie spostrzegła nic jak cała śmierci się podobna stała...''
Ehh... Po czasie sporo, ale...
Jeśli macie ochotę posłuchać, co miał do powiedzenia pan Grudziński, w wywiadzie mojego (współ)autorstwa, po olsztyńskim koncercie w styczniu tego roku, to zapraszam na stronę
oj wielkie schylenie głowy dla Riverside .. pierwszą płytę jaką przypadkiem dopadłem to była płyta Voices im ny head - i lirycznie jak i melodyjnie b. przypadła mi do gustu .. potem oczywiście szokiem była skala cenowa dalszych ich tworów rzeźbiących dyskografię single i płytki , wszystko mam i stwierdzam , że warte to było zakupu . Naprawdę kawał dobrej muzyki . A kawałek Loose Heart , awesome ><
_________________ When Zen ends , Ass Kicking Begins :>
A i ja chciałem napomknąć, że ostatnimi czasy nawróciłem się na muzykę Radiohead. Zawładnęła mną zwłaszcza płyta Kid A. Cóż, lepiej późno niż wcale :).
Radiohead? hmmm... szanuje ich twórczość ale w moich głośnikach raczej nie zagoszczą. Ni to U2, ni to Placebo. że jakieś takie nowofalowe i jeszcze typowo angielski wokal... nieee to nie dla mnie :)
Co do Riverside - mam tylko "Second life syndrome" i nie mam niestety dostępu do kolejnych płytek.
Zespół jest... niepowtarzalny. Niby podobne kompozycje do dream theater ale na polskim rynku są prekursorami. Zgadzam sie że to muzyka wymagająca. Żeby ją pokochać trzeba sie wczuć w jej klimat. Partie gitary są fantastyczne. I szczerze mówiąc... dalej nie znam tej płyty zbyt dobrze. Jest w niej coś magicznego, jednocześnie przyciąga i odpycha :) Szczególnie polecam "Volte face" i "Artificial smile"
Magia? Hm, coś w tym jest. U mnie w muzycznej bibliotece na stałe nie goszczą, ale za każdym razem kiedy odwiedzają Gdańsk, zaczynam odkładać kasę na bilety. Ich koncerty wiążą się z niemal mistycznymi doznaniami.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum