Powiem szczerze że przy The Clash Ramonesi i Sex Pistols wymiękają. Zespół dość może kontrowersyjny przez swoją ideologię, ale doceniany prze fanów zarówno samego punku jak i ogólnie rocka. Daje się tu słyszeć również klimaty takiej egzotyki jak ska czy reggae, a dla mnie podchodzi pod specyficzny brytyjski folk którego nie umiem wyrazić słowami.
Dla miłośników brytyjskiej muzyki pozycja obowiązkowa, a nic mi się nie kojarzy bardziej z Wielka Brytanią jak The Beatles i właśnie The Clash.
Takie kawałki jak: London's Burning, Should I Stay or Should I Go, The Guns of Brixton, London Calling, Rock the Casbah, czy Train in Vain to tylko wierzchołek ich góry lodowej.
Powstali na gruzach London SS i The 101’ers, ze swoim charyzmatycznym liderem Joe Strummerem dają wyraz odwiecznej frustracji amerykanizacji i oczywiście polityce władztw zarówno przeszłych jak i współczesnych. Stoja po stronie choćby takich rewolucjonistów jak Che Guevara, choć niektórzy twierdzą że to ich zmyślny image który trzeba już dawno schować do lamusa.
Zmienili podejście do muzyki rockowej, zrewolucjonizowali świat sama muzyką, stworzyli bardziej melodyjny punk, odeszli od pierwowzoru Sex Pistols skupiając się głównie na ideologicznych aspektach tej muzyki a nie byle jak byle żyć no future itd.
Co ciekawe ich kawałek White Riot kochają wałkować w odtwarzaczach nieprzyjemne typki ktore by najchętniej całą Afrykę wysadzili w powietrze brrr
I głowę daję sobie uciąc, nie ma żadnego przedstawiciela punk rocka tamtych czasów który by w tak klimatyczny sposób relaksował słuchacza i jednocześnie opowiadał o sprawach trudnych z politycznego czy społecznego punktu widzenia.
A do the clash mam sentyment bo should i stay or should i go i london calling z kolegami w gimnazjum graliśmy zeby 5 z muzyki mieć na koniec :D. Jak sobie teraz to wspominam to mi sie smiac chce xd
Kontrowersyjne jest wszystko co jest skrajne, szczególnie jeżeli ocieramy sie o bezwzględny komunizm, nie mylic czy zbliżać ze słowem socjalizm. Czy kontrowersyjne natomiast dla mnie? Trochę. Np zastanawia mnie skąd mają fanów w USA. Oczywiście mają tam sporo przeciwników, a obrońcy twierdzą że nie wymierzają słów piosenek w państwa ale w system rządów, w kapitalizm i źle się ich przedstawia, interpretuje.
Debiutancka płyta i np takie utwory jak "I'm So Bored with the USA" czy "White Riot" mają ortodoksyjnych zwolenników i przeciwników, wystarczy się wsłuchać.
W ogóle były trudności z wypuszczeniem tej płyty w Stanach, ale wyszedł z dużej chmury mały deszcz. Istotą kontrowersji są źle rozumiane ich intencje, zwłaszcza że - o zgrozo maja wśród skinheadów swoich fanów choć pewnie sami nie chcą.
O Che Guevara nie zamierzam się wypowiadać, nie chcę bawić sie w ideowca polityka pomiędzy sprawami którę chcę utrzymywać w formie czysto muzycznej, ale nie popieram rewolty i radykalizmu.
The Clash to też ideologiczni komuniści - nie socjaliści, komuniści! Tu odsyłam do samego tytułu jednej z ich płyt - "Sandinista" nie wspominając o argumentującą ich podejście do poszczególnych spraw w treściach piosenek ("Ivan Meets G.I. Joe").
Głownie czuć w tekstach antyamerykanizm i niechęć do wojska, policji...
Anarchizm da się zrozumieć oczywiście, proste - punk, ale trzymanie z partyzantką? rewolucjonistami? to tak jak pochwała stalinizmowi. Nie wiem na ile się w tym czują, ale tak to pokrótce wyglądało, nie wiem ile zachowali z tego na dzień dzisiejszy.
Pochwalam wyrażanie poprzez piosenki ubolewania nad tym co się dzieje, że jest bieda, że trwają bezsensowne wojny międzypaństwowe, domowe, piosenki delikatniejsze, o sobie, o uczuciach, piosenki o tym gównie w którym się żyje na co dzień, czystej patologii społecznej.
Paradoksalnie nie angażowali się swojej muzyce aż tak na polityce, ale chcieli jedynie być wyraziści w tym w co wierzą. Wierzą w dobre sprawy, być może sami do końca nie rozumieli co chcieli przekazać, albo wyrażali się niezbyt jasno - bo z jednej strony niechęć do brutalności i przelewu krwi, a z drugiej stanie murem za partyzantką, hiszpańskimi bojownikami z ETA (koncert w Donostii - San Sebastian w 1980 Strummera). Lubię bardzo Basków, nie jestem jednak zwolennikiem zamachów terrorystycznych, o separatystach zresztą będe pisać w pracy i pewnie odniosę się do muzyki, np. inspirującej się na The Clash kapeli Kortatu (z Kraju Basków).
Ciekawy mają jeszcze (The Clash) np utwór o hiszpańskiej wojnie domowej "Spanish bombs", ale to odnosi się do zamierzchłych czasów, kiedy to walczyli z faszystami w Hiszpanii więc nie wiem czy ma swoje dojście w przesłaniu odnośnie współczesnych zamachow terrorystycznych, wtedy były to uzasadnione walki, wręcz heroiczne i bohaterskie w moim odczuciu.
Ale wracając do meritum sprawy - dużo sprzeczności w sobie niosą, może dlatego lubię ich słuchać, nie zawsze wierzyć w to o czym śpiewają, ale lubię.
Nie wnikałam zbytnio w ich twórczość, bo kiedy próbowałam w sklepie przesłuchac ich pierwsza płytę, to w połowie z nudów odpadłam. Podobają mi się natomiast kawąłki "Should I say or should i go" "LOndon Calling", "London's Burning" i "Rock to Kasbah". Co do przebicia the ramones, to o to nietrudno, a Sex Pistols i tak moim zdaniem wygrywa, jeśli chodzi o punk '77.
Mam coś na punkcie "Rock The Casbah", ta piosenka ma w sobie coś energetycznego, lubię ją od bardzo dawna ;)
Na The Clash przejechałam rok, z punkowych zespołów to oni właśnie trafili do mnie najbardziej. Teraz rzadziej ich słucham, trochę żałuję. Mają coś w sobie uzależniającego, do czego chce się wracać ;)
Zakochałem się w Clashach po obejrzeniu dokumentu o Joe Strummer'rze (Joe Strummer: The Future Is Unwritten), którego właściwie uważam za jednego z lepszych frontmanów i autorów piosenek. Cenie ich podejście do muzyki, czyli za nieograniczanie się do "rąbanki" w stylu Pistolsów, ale to też zasługa Strummera, który inspirował się praktycznie każdym gatunkiem muzyki (na techno skończywszy).
Właściwie każdy z albumów ma u mnie status legendarny.
Probably the best documentary ever made about The Clash - Don Letts’ Westway To The World.
Joe Strummer, Mick Jones, Paul Simonon and Nicholas ‘Topper’ Headon give their personal account of The Clash. The interviews are simply shot by Letts, who has mixed the interviews with live footage and rare film, which plays out against the individual memories of triumphs and frustrations. Listen to the emotion in Strummer’s voice when he talks about the band’s demise, or Headon’s humble (and moving) apology for his drug abuse. This is a classic piece of documentary film-making - catch it while you can.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum