Pochodzą nie z Wielkiej Brytanii, nie z Ameryki tylko z Australii. Niektóre źródła błędnie opisują ich jako pionierów muzyki hard rockowej, ale z dodatkiem "jedni z..." brzmi to już wiarygodniej. Można ich nazywac pra ojcami Guns N Roses, można w nich widzieć rozwidlenie Led Zeppelin, ale trzeba im oddac pokłon za "Highway to hell" "TNT" "Back In Black" i kilka innych konkretnych albumów.
Po smierci Scotta jakos się zatracili... nie doścignęli swojej legendy, ale to był dla mnie prawie bezkonkurencyjny zespół lat 70-tych.
Tyle, nie będe się wymądrzac, tylko dziwię się że ejsidisi jeszcze na tym forum nie zasłużyli na swój kawałek tortu :P
Najwyższa pora :) Yeah good Job Jordi ^^ AC/DC jak to mój ojciec mawia który ma nawet komplet do snu z tym logo <ACDC wypier*ala i można im skoczyć ;p> koniec cytatu ^^
A co do nich Angus jest dusza towarzystwa ^^ w ogóle ten zespół ma bardzo specyficzny rodzaj grania , ale naprawdę koszą :) ah TNT albo koncert Red Bull no świetny .i ich słynne highway to hell przeklepane chyba przez wszystkie zespoły rockowe jako cover ^^ Bardzo dużo wydanych płyt mają na swoim koncie i co najciekawsze nowa płyta Black Ice jest całkiem przyjemna :)
_________________ When Zen ends , Ass Kicking Begins :>
Po smierci Scotta jakos się zatracili... nie doścignęli swojej legendy, ale to był dla mnie prawie bezkonkurencyjny zespół lat 70-tych.
Odpal sobie "The Razor's Egde" i wyedytuj posta. A "Back in black" to może nie jest mega konkret ? ;p No, ale ja tu też nie po to by się wymądrzać.
Kapelę darzę sentymentem, kiedyś słuchałem jej serio non-stop. Moja ulubiona, pierwsza kapela :D Od niej zaczęła się moja przygoda z rockową jazdą. Fakt, z Bonem mieli bluesiora, feel i tak dalej, ale Brian dodał kapeli jaja (takie, o których Bon śpiewał w "Big Balls";p).
Muzycznie to jest aż bezczelnie proste i za to ich cenię najbardziej. Na podstawowych dźwiękach potrafili stworzyć tyle kawałków, które na zawsze zapiszą się w historii rocka. TO zakrawa na geniusz. Ci wszyscy gryfowi masturbatorzy spod znaku Petrucci'ego, Batio itp mogą possać Angusowi a od Malcolma uczyć się, jak powinno się tworzyć riffy.
Aż mi się ciepło na serduchu zrobiło :) Chyba odkopię moje kasety acepiorundece i dzisiejszy dzień ogarną dźwięki przesterowanych Marshalli :D
I'm a rocker
I'm a roller
I'm a riot out of controller
I'm a wheeler
I'm a dealer
I'm a wicked woman stealer
I'm a bruiser
I'm a cruiser
I'm a rockin' rollin' man !!!
Odpal sobie "The Razor's Egde" i wyedytuj posta. A "Back in black" to może nie jest mega konkret ?
No przecież ich czczę za ten album, napisałem powyżej :P No dobra, doścignęli swoją legendę, mieli zrywy Brian też ma dobry głos, równie dobry, ale wiesz swego czasu miałem taki swój prywatny plik debestofów i oczywiście wbite tam były piosenki tych trzech albumów i cos tam reszty, przez co mogę powiedzieć "poznałem ich głównie po płytach początkowych" analogia była z Faith No More, tyle że to Patton mi się bardziej podobał ze swoim głosem od Mosely'a.
...ale trzeba im oddac pokłon za "Highway to hell" "TNT" "Back In Black" i kilka innych konkretnych albumów.
Mogę się śmiać? Pokłon...
Bez wątpienia jedna z wyraźniejszych kapel nie dająca o sobie zapomnieć. Posiadają sporo wpadających w ucho kawałków i chętnie do nich powracam. Nowym album "Black Ice", po tylu latach działalności zespołu, porywa swoją energią. Chętnie wybrał bym się na ich występ na żywo, zresztą pewnie nie tylko ja, bo koncerty AC/DC to widowisko na które walą tłumy ludzi.
Pochodzą nie z Wielkiej Brytanii, nie z Ameryki tylko z Australii.
Lecz sami Youngowie z tego co mi wiadomo pochodzą z osiedla Granhill z przedmieści Glasgow w Wielkiej Brytani gdzie dopiero w `63 bodajże, wyjechali do Australii za chlebem.Ale fakt ,że sam zespół założyli na tym dalekim kontynencie.Zawsze mi się podobała ta kapela choć nie raz miewam wrażenie ,że ich utwory niewiele się różnią od siebie.Szczególnie słyszę to na płycie "the razors edge"(jedna z lepszych i moje pierwsze cd)Swoją prostotą i mocą ac/dc może powalić na kolana.Oczywiście jak większość kapel mieli upadki i wzloty,grali lepiej lub gorzej.Nie zaszkodziła im nawet zmiana wokalisty.Więc jak najbardziej szacuneczek dla AC/DC.
To jest główny syndrom starych zespołów hard rockowych, i jak stwierdził Moth
Moth napisał/a:
to zaleta, a nie wada
tak się po prostu grało hard rocka, słowa się różniły :D, gitara prowadząca wyróżniała się przy swoich kwestiach solowych, zabójczych riffach.
Ale ten warkot gitar, ten hałas, pisk, jazgot - to odpowiedź na to dlaczego wolę typowy hard rock od metalu ;)
Ich koncerty to istne szaleństwo... Energia, hałas, rock&roll! (a właściwie hard rock) ;p
Przypomina mi się Thunderstruck i młodzież kiwająca głowami przez barierki
szary napisał/a:
Posiadają sporo wpadających w ucho kawałków i chętnie do nich powracam.
Otóż to... Sama z okazji wiosny odgrzebałam ich płytę, która leżała na półce niemal zapomniana. Fajnie powrócić do starych, dobrych zespołów
_________________ Trafiłam obok? Tam był mój cel.
Dureń z miłości się zabija, a mądry wzgardzi i omija.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum