Rok 1977... Muzyczna rewolucja, która obiegała całą Wielką Brytanię, począwszy od Londynu, rozprzestrzeniła się także na angielskiej prowincji.
Nazywali się najpierw Warsaw, lecz znamy Ich jako Joy Division. Kapitalny zespół. Kapitalne teksty, niebanalna muzyka. Każdy słyszał o wokaliscie, kazdy zna Love Will Tear Us Apart. Jak tylko to słysze, od razu puszczam sobie Substance, skladanke. Na tej plycie nie ma słabych kawałkow. Plyta zyje, ma swoj klimat. Cudnie sie komponuje glos Iana, niesamowity glos Iana z partia instrumentalna. Mroczniejszą płytą jest Closer... polecam.
SHE'S LOST CONTROL Confusion in her eyes that says it all - she's lost control
And she's clinging to the nearest passer-by - she's lost control
And she gave away the secrets of her past and said: I've lost control again.
And of a voice that told her when and where to act
She said: I've lost control again.
Ten kawałek trzeba usłyszec, by sie przekonac do nich.
Polecam także strone: http://free.of.pl/a/adampawlowski/joydiv/ Wciagnelam sie strasznie czytajac. Klikając na okładki mozna przeczytac teksty piosenek.
Co sądzicie o Joy Diviosn. Nudzi Was ich muzyka, wydaje sie atrakcyjna.. piszcie, co wam na serduchu lezy :P
Ło, strona Adama :) To ja od razu Jego kapelę polecę, bo klimaty podobne: Interzone :D
Ale ad rem. W Joy'ów wkręcił mnie kumpel (mieliśmy grać takie klimaty... skończyło się na black/death ;p). Cholernie dobry zespól. Strasznie duszna atmosfera ich kawałków może odstraszyć niejednego. Ci, którzy mimo to pozostaną będę wg mnie oczarowani. Na pewno nie jest to muzyka do ciągłego słuchania i na pewno nie do słuchania w chwilach gorszego humoru.
"Closer" swego czasu miał u mnie status równy "Automatic for the people" R.E.M., a to o czymś świadczy Teraz trochę odszedł w zapomnienie, staram się nie słuchać tak przygnębiającej nuty. Ale za każdym razem gdy słyszę "Twenty Four Hours" odpływam.
No nareszcie .. wiedziałam, że czegoś mi tutaj brakuje .. Joy Division.
Zaczęłam dość nietypowo, bo po obejrzeniu filmu "Stroszek" , szukałam jego recenzji. Przy okazji dowiedziałam się, że niejaki Ian Curtis po obejrzeniu tego filmu popełnił samobójstwo.
Pierwszy kawałek? Atmosphere .. genialny ... niesamowita aura. JD to zespół do którego zawsze będę wracać. Wszystkie ich kawałki mają psychodeliczne brzmienie, działają jak opium. Nie da sie oderwać aż od ostatniego kawałka na płycie. No i oczywiście "Love will tear us apart"... cudo. Mogę słuchać na okrągło, i nie wydaje mi się żeby przyprawiał mnie o jakiś melancholijny nastrój. Lepiej nie przechodzić obojętnie, a zwłaszcza koło tekstów Iana.
Małe sprostowanie...Joy Division nie znaczy "radosna dywizja" joy division byly to wyselekcjonowane grupy kobiet z obozow koncentracyjnych zmuszane do swiadczenia uslug seksualnych niemieckim oficerom... niby taki maly blad marianne a robi roznice...
Aby uniknąć konfliktu z metalowym londyńskim zespołem The Warsaw Pakt, nasi bohaterowie postanowili zmienić nazwę na Joy Division, pod którą wkrótce zapisali się na zawsze w historii muzyki.
Mianem "Dywizji Radości" (ang. joy division) określano w czasie II wojny kobiety, zmuszane w obozach koncentracyjnych do prostytytuowania się z hitlerowskimi oficerami. Członkowie Joy Division (a zwłaszcza Ian) bardzo interesowali się historią oraz filozofią. Wielki wpływ wywarł na Curtisie Nietzsche, czy Sartre lub Camus oraz dorobek antyku i na tej podstawie budował obraz otaczającego go świata
i na pewno nie do słuchania w chwilach gorszego humoru.
A właśnie, że tak i jak najbardziej.
Co ja tu dużo pisać będę, to trzeba usłyszeć i trzeba znać.
Na pamięć tylko "Closer" znam. "Decades" i "Atrocity exhibition" szczególnie, bo dla mnie z tej płyty to akurat dwa numery jeden. Resztę zamierzam poznać też od deski do deski, ale jeszcze się czaję i po kawałeczku łykam.
No coś pięknego, w taki sposób jaki uwielbiam.
"Control" jeszcze nie widziałam. Czekam aż wpadnie w ręce i już tak długo czekam
_________________ the further we go and older we grow,
the more we know, the less we show..
Joy Division to był dla mnie mega kop muzyczny.
Jakiś czas temu obejrzałam "Control", film, który mnie poraził. Genialna rola Sama Riley'a, czarno-białe zdjęcia, niesamowita muzyka. Zakochałam się w "Atmosphere" i "Love will tear us apart". Następnego dnia miałam już u siebie całą ich dyskografię plus wielką ilość podobnej, dobrej muzyki.
Pulsowanie w żyłach to dobry znak, gdy po raz pierwszy słyszysz jakiś utwór. A ja nie mogłam się oderwać od "Atmosphere".
Nie lubię niskich głosów i Ian nie w każdym utworze mi pasuje. Ale nastrój ich muzyki wszystko wynagradza. Choć przyznaję, nie jest to muzyka na co dzień.
Na pewno poznam Joy Division lepiej. Może zapoznam się też z New Order?
_________________ ***
Pay your money, babe. Now's your chance.
***
Klimat jaki tworzyli (i tworzą w sumie za każdym razem kiedy lecą u mnie w głośnikach) jest nieziemski. W dodatku mają naprawdę świetne teksty.
Curtis oficjalnie dołączył do mojej listy pt. "chciałbym śpiewać jak..." ;).
Zespół cenię, choć nie słucham ich zbyt często. Nie za bardzo odnajduję tę słynną depresyjność ich muzyki, wesoła może nie jest, ale mnie nie dołuje. Wprost przeciwnie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum