Przepraszam, że post tak późno, ale wcześniej nie było nastroju do pisania w tym temacie ;)
Powiem tak: goście go trochę przytłoczyli, ale tej płycie wyszło to w sumie na dobre, przynajmniej moim zdaniem. Lepiej było nagrać taką płytę, niż drugie, naciągane guns 'n roses - tutaj mamy świeże granie, niezastąpionego gitarzystę, którego słychać dobrze, a przy okazji przebija się trochę inspiracja latami '90, czy faktycznie tym graniem w jego starych zespołach, ale on to przerobił sobie też troszkę po swojemu (trochę zagmatwałam, ale chyba wiadomo, o co mi chodzi ;)). Dla mnie super! Dlatego kompletnie nie rozumiem tych średnich, a czasem nawet złych recenzji. Nie wiem, czego krytycy się spodziewali. Ale kto by ich słuchał?
Mówiłam, że Sherzinger i Cooper świetnie zaśpiewali? :) Fergie mnie kompletnie zaskoczyła, nie spodziewałam się po niej takiej plastyczności głosu - czemu ona się marnuje w takim BEP? Cóż, widocznie tam lepiej płacą ;)
taa Lemmy wyszedł jak u siebie, Ozzy jak u siebie, świetnie za to wypadł Shadows ktorego raczej nie mogę porównać do tego co robi w Avenged 7fold... tu wokal na tle sleszowskiego stylu się wyodrębnia charakterystycznie, Fergie juz słyszałem wykonującą bodaj Paradise City gdzieś więc nie zaskoczyła mnie że jest zdolna, a wręcz ucieszyła że na płycie nic nie spieprzyła tylko zaśpiewała jak oczekiwałem, Cooper i ta o twardym ciężkim niemieckim nazwisku - no, genialnie, nawet taką zadziorę złapała jak już się wydawało że za bardzo grzecznie zaśpiewa, ale jej początek też fajnie brzmi... nie wiem, może to moje uwielbienie do britnej sprawia że tak się wczółem, ale nie no zrobiła dziewczyna użyteczność ze swojego głosu, choć nie oceniam jej bo nie słyszałem wcześniej, ale zapewne zbadam ją
A mnie powalił początek płyty z Ianem Astburym z the Cult. Tym bardziej że miałem miłą niespodzianke bo uwielbiam jego głos a nie wiedziałem że pracował ze Slaszem
więc gdy tylko usłyszałem pierwszy wers "Kill the ghost that hides in your soul" wiedziałem ze płyta bedzie fantastyczna :) Cornell wypadł jak w Audioslave. Poza tym Fergie mnie zaskoczyła. Szkoda że cześciej nie śpiewa rocka bo naprawde fajnie to robi :] Aaaaa i jeszcze Starlight, świetny kawałek taki przestrzenny no i wokal po prostu kosmos. Koleś ma piękną barwe. Gdzie śpiewa ten Myless Kennedy?
_________________ For all the times you let them bleed you...
For little peace from God you plead.
Slash to dobry gitarzysta ale to zwykły pajacyk medialny. Jack White odmówił wziecia udziału w jego płycie przecież tam "śpiewa" jakaś Ferdżi litości...
hmmmm... Jacka szanuje bo fakt że gra konkretnie ale nie można zaprzeczyć że mimo troche świerzszego podejścia do tematu jest blusowym purystą i dba o swój wizerunek, w przeciwieństwie do slasha który (jako że i tak jest legendą) ma to w dupie i nagrywa z kim chce jak na rokersa przystało. Nie krytykuje White'a, lubie jego muzyke, ale ma snobistyczne podejscie do tematu i momentami ta jego obsesja nagrywania byle jak ale "z duszą" jest ciężkostrawna. W sumie trudno powiedzieć kto jest większym pajacem medialnym, w końcu White Stripes zostało dostrzeżone głównie przez to że mieli fajny image :]
_________________ For all the times you let them bleed you...
For little peace from God you plead.
w przeciwieństwie do slasha który (jako że i tak jest legendą) ma to w dupie i nagrywa z kim chce jak na rokersa przystało.
otóż to, w Polsce każdy szanuje jak artysta przechodzi typowy etap zmian od tradycyjnego rocka czy metalu do eksperymentalnego, często elektroniki, a mi to już też się przejadło, tysiące dyskografii przechodzi tą samą ścieżkę zmian lub podobną, jak raduje się moja micha kiedy widzę takie zlewcze podejście na hurra - "robię swoje",
należy pamiętać że ci "ambitni" często zmieniają się dla publiki, tej samej ale dojrzewającej wraz z nimi, Slash ma fanów zawsze w każdym wieku, od starych dziadów po młodych szczyli i jakoś nikomu nie przeszkadza to że hard rock niewiele się zmienia :)
Slash to dobry gitarzysta ale to zwykły pajacyk medialny. Jack White odmówił wziecia udziału w jego płycie przecież tam "śpiewa" jakaś Ferdżi litości...
No wiesz? A słyszałeś, jak ta "ferdżi" śpiewa? Kawał głosu z niej jest. Pół świata się zastanawia, co ona wyprawia na co dzień z takimi warunkami.
Szanuję Slasha właśnie za to, że ma głęboko gdzieś te wymyślone granice gatunkowe i to, co sobie ktoś o nim w związku z tym pomyśli. Teraz jest coraz mniej takich artystów, a wielka szkoda, bo już mam serdecznie dosyć tych wielkich "rockowców" od siedmiu boleści, którzy nic więcej oprócz gitary w życiu nie widzieli. Muzyk ma mieć szerokie horyzonty, a nie się trzymać urojonych ram.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum