Moja prywatna obsesja jazzowa której początkiem jest Miles, który jest odcinkiem drogi jaką podążam wsłuchując się w instrumenty dęte, pianino itp., i na którym wszystko się kończy. Największe jego albumy już wymieniłem w temacie ogólnym, dodam tylko "Bitches Brew", "Miles in the Sky" i "In a Silent Way" jako kolekcje modernizujące nieco spojrzenie na jazz, znajdą się tam i elementy elektroniki, fusion i nawet rocka.
Oczywiście KIND OF BLUE to tak jak "Abbey Road" Beatlesów..
Nie będę zanudzało o tej postaci, i tak mało kto tym się by zainteresował, jest z rocznika mojego dziadka, urodził się w Alton, mieszkał chwiłę w St.Louis ale wychowała go szkoła jazzu z Nowego Jorku, Nowego Orleanu i sam Charlie Parker.
Miles był w Polsce 2 razy przed śmiercią - w 1983 roku i w 1988 na festiwalu Jazz Jamboree w Warszawie. (W trakcie tego drugiego koncertu w wieku 4 lat uciekłem z domu i obejrzałem jedyny raz Milesa na żywo... )
Sporo nagrywał w duetach, kwintetach itp.
Miles bliski był współpracy z Jimmim Hendrixem, ale Jimmy nie dożył, za to Bitches Brew jest inspirowany na twórczości genialnego gitarzysty. Jest też akcent polski, płyta "Tutu" nagrana jest m.in. z Michałem Urbaniakiem który gra tam na skrzypcach elektrycznych. Na płycie "The doo bop" jako pierwszy artysta łączy jazz z hip hopem.
Umiera w 1991 na wylew.
Pozostawia po sobie muzyke, Miles wiecznie żywy ;)
Miles Davis dla Jazzu, jest jak Mozart dla muzyki klasycznej, czy Stonesi dla rocka... Jest znakomitym, wrzechstronnym wykonawcą. Muzyka wiele mu zawdzięcza. Od niedawna jestem szczęśliwym posiadaczem dwupłytowego wydania albumu "Kind of Blue".
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum