Jak ich pierwszy raz usłyszałem stwierdziłem,ze mają duży potencjał..Jednak z czasem stwierdziłem,że trochę przynudzają.Wokalista chwilami śpiewa jakby siedział na sroczu.Zespół stał się całkiem obojętny dla mojego zmysłu słuchu.Nie szaleję za nimi i nie pluję na nich.Sama nazwa mówi za siebie Coma czyli po polsku śpiączka.
Comę kiedyś lubiłam, jako zespół, który w tamtym czasie wyróżniał się czymś na polskiej scenie. Byli liryczni, mieli coś do powiedzenia, zamykali to w całkiem ciekawej formie. Potem przyszła komercja, naciągnięta i przegadana hipertrofia, 2-godzinne rozstawianie sprzętu przed koncertem i sztuczność w najczystszej formie. Taka porażka przez duże "P".
Koncerty Comy w deszczu to inna bajka. Do historii przeszedł już ich występ na Placu Zebrań Ludowych, kiedy to podczas Stu Tysięcy Jednakowych Miast publiczność usiadła na murawie. Wytworzył się prześwietny klimat... Od tamtej pory to u nas tradycja ;P
Ja byłam dwa razy na Comie, przy okazji krakowskich Juwenaliów.
Za pierwszym razem, nie wiem czemu, nie spodobali mi się w ogóle. Po drugim koncercie, tegorocznym, miałam na nich straszną fazę.
Bardzo lubię Ostrość na nieskończoność, no i całą pierwszą płytę. Pierwsze wyjście z mroku było zdecydowanie najlepsze.
Same teksty wydają mi się trochę za bardzo patetyczne. Sama już nie wiem, albo są przesadzone, albo może to ja jestem na nie za glupia
_________________ "Rzeczywiście tak jak księżyc - ludzie znają mnie tylko z jednej, jesiennej strony..."
Hm, ja wczoraj się przemogłam i na Targ Węglowy wybrałam. Oczywiście tak, jak pisałam- nie trzeba mieć biletu, żeby dobrze się bawić. Siedziałam sobie na jakiejś śmiesznej betonowej konstrukcji, którą trudno jednoznacznie nazwać- idealnie w linii prostej miałam przed sobą scenę.
Jak wrażenia? No, cóż- ja jestem zaskoczona, bo koncert był naprawdę wyjątkowy. Wieczorne niebo, pięknie podświetlona zabudowa Starego Miasta... do tego kameralny klimat dzięki specjalnie postawionemu amfiteatrowi- znakomicie oddzielał on oszczędnych koneserów od rozrzutnych fanów ;P W takim otoczeniu muzyka Comy nabierała nowego znaczenia. Orkiestra symfoniczna stanowiła tylko dodatek, który rozpływał się gdzieś w eterze, ale jej rola była nieoceniona- wyrafinowane dźwięki instrumentów smyczkowych podkreślały liryczny charakter muzyki Comy. Cały koncert pełen był subtelnych dźwięków. Niesamowite jest to, jak wielką miały moc.
Brzmi to chyba dość patetycznie. Chyba jestem pod wrażeniem. Chyba jestem zdumiona faktem, że pan Rogucki i spółka potrafią jeszcze grać naprawdę dobre koncerty ;)
Chyba jestem zdumiona faktem, że pan Rogucki i spółka potrafią jeszcze grać naprawdę dobre koncerty ;)
Osobiście bardziej podoba mi się koncertowa Coma bardziej podoba niż w słuchawkach. Brzmi o wiele lepiej, mocniej
lather napisał/a:
Wokalista Comy ma taką strasznie dziwną maniere :D
To prawda, też zauważyłam. Mnie to nawet trochę denerwuje. Gada tak dziwnie i w ogóle mam wrażenie, że wiele rzeczy robi ostatnio pod publiczkę. Podobnie jak niektóre kawałki - np dla mnie "Daleka droga do domu" zalatuje komerchą na kilometr.
_________________ "Rzeczywiście tak jak księżyc - ludzie znają mnie tylko z jednej, jesiennej strony..."
soay napisał/a:
Chyba jestem zdumiona faktem, że pan Rogucki i spółka potrafią jeszcze grać naprawdę dobre koncerty ;)
Osobiście bardziej podoba mi się koncertowa Coma bardziej podoba niż w słuchawkach. Brzmi o wiele lepiej, mocniej
Ja lubię jedno i drugie. W słuchawkach tworzy ciekawe obrazy w głowie. Na koncercie gra na emocjach.
Rzecz w tym, że ostatnimi czasy ich koncerty traciły na mocy. Rogucki za dużo grał, za mało próbował przekazać. Może zmęczenie materiału. Może za często chodziłam na ich koncerty, ale z jednego na drugi byli coraz mniej wiarygodni. Długo rozstawiany sprzęt, aktorska maniera Roguckiego, dystans między zespołem a publicznością... coś gdzieś po drodze zgubili. Dopiero wczoraj znów ten magiczny pierwiastek wrócił :)
Ach Coma, no jeszcze na koncertach nie zawitałam, ale mam kiedyś na taki nadzieje.
Ich granie jest świetne nic dodać nic ująć, a Roguc najlepszy wokalista jakiego mogę sobie wyobrazić na polskiej scenie.
Niektórzy mówią, że teksty Comy to grafomania. Bardzo mnie to dziwi, dla mnie wręcz przeciwnie.
Tylko po prostu trzeba zrozumieć, a niektórym to się nie zdarza. Po prostu poezja.
_________________ A może ja jestem opowieść
zmęczonych ust
Znudziłem się Bogu
w połowie, w połowie
Ktoś tu wspominał o koncercie symfonicznym ;)
Miałem okazję obejrzec na "Live" w wersji DVD(tylko!) ale jestem pod kolosalnym wrażeniem. Było widac autentycznie że bawią się nie tylko ludzie ale także zespół oraz orkiestra(szczególnie przy "Transfuzji"). "Wola Istnienia"-mistrzostwo zaiste, nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak genialną syntezą "typowych instrumentów rockowych" oraz skrzypiec, klarnetów, kontrabasów, trąb, puzonów... W sumie po cholerę wymieniam, genialna synteza rocka oraz czystej symfonii. Szczerze zazdroszczę bycia na tym "wydaniu" Comy.
Swoją drogą-we wrześniu ma się odbyc kolejny wykład symfoniczny, tym razem w Warszawie ;)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum