1. Eddie Vedder - uwielbiam Pearl Jam, miłość która trwa od lat. Były po drodze romanse z innymi, przyznaję się, ale po jakimś czasie zawsze do nich wracam, do Eda wracam ;) :P Ma w sobie niesamowitą charyzmę, moc która sprawia że słuchając PJ odpływam, znajduję się w innym świecie, lepszym świecie, z dala od trosk i problemów. Magia po prostu :)
2. Layne Staley - nr 2, bo i AiC są moim nr 2 ;) ale Layne to niesamowita osobowość, emocje... coś czego szukam w muzyce i co w muzyce tak kocham.
3. Chris Cornell - lubię go, nie wiem za co, tak po prostu... Fajny gość z tego Krzyśka :)
Eddie Vedder - najpiękniejszy, najwspanialszy wokal świata, Layne Staley zaraz za nim choć wielbię go o wiele bardziej z różnych powodów, zaraz za nimi myślę że jest Chris Cornell. koniec ,kropka
_________________ I guess I can go anywhere I want. If only I knew where to go.
Kurt Cobain, Layne Staley i Jerry Cantrell. Po prostu lubię ich głosy, może dlatego, że byli pierwszymi, których miałem okazję usłyszeć ;)
Ale może się to zmienić..w miarę jak rośnie lista zespołów do przesłuchania, choć czasu coraz mniej.
1.KURT COBAIN - zwłaszcza w latach 80 i na bleach, ostatnio zajawa na 'help me i'm hungry' i ogólnie ubóstwiam demówki i live (szczególnie early days, to było takie niedopracowane i to właśnie uważam za szczególnie grungowe, takie niechlujstwo, yamee)
2.LAYNE STALEY - jak z dawien dawna usłyszałam 'wake up' to rozłożyło mnie na łopaty, talent jak nic aby tak prowadzić głosem, uwielbiam, w innych utworach oczywiście również
3.JERRY CANTRELL - nic dodać nic ująć, rozpisywać się nie będę głoś genialny, słucha się genialnie. Oczywiście każdy ma swoje niedoskonałości ale czyż bez nich moglibyśmy być idealni? Otóż nie! bo brakowałoby niedoskonałości włąśnie. Uwielbiam, moja wielka trójca muzyczna
Cantrella nawet w ankiecie nie było.. :p Głos ma fajny, ale do czołówki mu daleko.
1. Vedder - n/c
2. Cobain - do dzisiaj mnóstwo wokalistów go kopiuje
3. Staley - bardziej wolę jego od Cornella; jakoś Soundgarden nigdy mi nie podchodziło, chociaż wiadomo że ma talent.
Ja dalej wielka TRÓJKA,czyli Ed,Kurt und Layne,ale ostatnio polubiłem bardzo wokal Cornella.Lubie też miejscami Arma no i Andy w takich jak Man of golden,Crown of thorns czy Stardog...ogólnie wszystkie te wokale przeze mnie wymienione a w sumie także te z poza tej bajki mają jeden czynnik wspólny: moc,klimat,pomysł i ten przester w wokalu
Co do Cantrella...jeśli jest gitara rytmiczna i prowadząca to Jerry dla mnie jest najlepszym wokalem rytmicznym w historii,taki mistrz chórków,które znaczą więcej niż dopełnienie wokalisty.
_________________ KULT:Krzysztof Banasik,Tomek Glazik,,,PEARL JAM:Matt Cameron,Eddie Vedder, Janusz Grudziński,Irek Wereński,,,,,,,,,,,,,Stone Gossard,Jeff Ament,Mike McCready Janusz Zdunek,Piotr Morawiec,,,,,,,,,,,,,,,,,NIRVANA:Dave Grohl,Krist Novoselic,Kurt Cobain Kazik Staszewski,Tomek Goehs,,,,,,,,G,,,,,ALICE IN CHAINS:Jerry Cantrell,Layne Staley,Mike Starr,Sean Kinney
Niech zginą w ogniu wszyscy, którzy nie stawiają Eddiego na pierwszym miejscu.
Edi mimo całego mojego uwielbienia dla niego, nie ma nawet startu do Cornella jeśli chodzi o możliwości i umiejętności wokalne, więc takie tekściki są "troche" nie na miejscu. Cornell ma poprostu na początku trudniejszą do przyswojenia barwe głosu, jednak to kwestia przyzwyczajenia. No i rozumiem, że nie każdy lubi, jeśli ktoś przez cały kawałek potrafi prześpiewać na 4 oktawie, ale cóż. Potrafił też śpiewać nisko i ciepło, zwłaszcza na Temple of the dog i Down on the upside, a kawałek "Switch opens" z DOTU brzmi jak żywcem wyjęty z 'Avocado' Pejotów, zarowno jeśli chodzi o wokal, brzmienie instrumentów jak i sam Pearl jamowy klimat.
U mnie również się nic nie zmieniło. Cornell jest lata świetlne przed resztą, dalej jest Layne, Edward, Wood i Lanegan.
Zaś Jerry to najlepszy boczny wokal ever. Słyszałem głosy, iż lepiej by było gdyby Aic reaktywowali się z Cantrellem na wokalu, bez DuValla, które skwitowałem śmiechem. Wyobraża sobie ktoś Cantrella śpiewającego "Man in the box" czy "Them Bones"? Bo ja za nic w świecie.
Edi mimo całego mojego uwielbienia dla niego, nie ma nawet startu do Cornella jeśli chodzi o możliwości i umiejętności wokalne, więc takie tekściki są "troche" nie na miejscu.
Baczu napisał/a:
Słyszałem głosy, iż lepiej by było gdyby Aic reaktywowali się z Cantrellem na wokalu, bez DuValla, które skwitowałem śmiechem. Wyobraża sobie ktoś Cantrella śpiewającego "Man in the box" czy "Them Bones"? Bo ja za nic w świecie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum