Ostatnio spotkałem się z opinią (nieważne gdzie), że muzyka grunge nie można nazwać alternatywnym rockiem. Nie mówię tu o obecnie znanej 'alternatywie' głównie z kapel typu Muse, czy 30 Seconds to Mars (które osobiście uważam za gówniane), ale o tej starej alternatywie spod znaku R.E.M., Sonic Youth itd. Moim zdaniem grunge, jako mieszanka stylów takich jak HC punk, heavy metal, czy indie rock, musiał stanowić pewną alternatywę do kapel najpopularniejszych w latach 60' i 70' jak LZ, Aerosmith, Beatlesi, Rolling Stonesi i wiele innych.
Imho trzeba się też trochę zastanowić nad ogólną definicją alternative rocka, która nie jest łatwa do sprecyzowania, gdyż jest to pojęcie bardzo ogólne i często zespoły w ogóle nie były podobne pod względem brzmienia, tekstów itd.
Zapraszam do dyskusji. Wiem, że ta wypowiedź jest trochę zagmatwana, ale liczę, że da się ją zrozumieć ;]
pozdro
Imho trzeba się też trochę zastanowić nad ogólną definicją alternative rocka, która nie jest łatwa do sprecyzowania, gdyż jest to pojęcie bardzo ogólne i często zespoły w ogóle nie były podobne pod względem brzmienia, tekstów itd.
Powtórzę to, co pisałem w temacie o Myslovitz- dla mnie muzyka alternatywna to taka, która niesie ze sobą coś nowego, świeżego, nieokiełznanego. Seattle'owskie zespoły z reguły woziły się i dawały koncerty razem. Zarówno PJ jak i Nirvana miały podobno swobodę w tworzeniu piosenek itd. A to że nagle muzyka alternatywna zaczęła być popularna.. Na tym polega fenomen 'grunge'. To jednak nie znaczy, że artyści się sprzedali, wręcz przeciwnie, każdy z nich obrał potem własną droge. Jak dla mnie grunge jest bardziej alternatywny niż diy punk czy inne takie. A już na pewno bardziej niż współczesny 'indie rock'.
Mam wrażenie, że każdą dzisiejszą muzyką puszczaną na mtv2 (teraz MTVrocks) uwazacie za gównianą tylko dlatego, ze akurat jest tworzona teraz i leci to w tv i slucha tego kupa ludzi, a gdyby te same zespoły tworzyły na w innym okresie (nie-wam współczesnym) to już byłoby fajnie i nie byłyby gówniane.
Np. taki muse, nie wiem czy wiecie ale taki muse wydał pierwszą płytę w 1999 i akurat moim zdaniem do 2003 robili zajebiste rzeczy, później było delikatne zejście w dół na tej plycie co singlem bylo supermasive blackhole, najnowzsza płyta kolejne zejscie w dół - za dużo epickosci, no i ta piosenka do zmierzchu to już żenada - żeby ludzie którzy grają juz tyle nie potrafili nagrac jakiejs sympatycznej melodyjnej piosenki do filmu tylko walneli jakis marszowy rytm i super-mega epicką solówkę
I nie chodzi o to, ze wszystkie zespoły są super, w każdym okresie było dużo kiczowatych, ale to nie znaczy, ze w obecnym mainstreamie nie ma nic dobrego, moze grunge to to nie jest, ale są zespoły które graja muzykę i która moze wam się nie podobac, ale której gównem z łaski swojej nie nazywacie.
Dobra, może źle się wyraził. Gdzieś w 80% w ogóle nie znam twórczości zespołów typu Muse. Chodzi mi głównie o publikę takich zespołów, która składa się głównie z ~15 letnich, piszczących na koncertach dziewczyn, które jako główny argument, dlaczego słuchają takich zespołów podają, że wokalista jest ładny albo ma ładny głos.
Gdzieś też słyszałem że Grunge to twór MTV. Dla mnie to jest totalny bullshit, bo chyba pierwsze co zrobiło MTV w stronę grunge'u to wyemitowanie teledysku Teen Spirit, ale trudno się im dziwić skoro Nevermind się świetnie sprzedawało.
Jak mówi Last:
"Alternative rock (znany również jako alt-rock lub po prostu alternative; na Wyspach Brytyjskich znany jako indie) - gatunek rocka, powstały w latach osiemdziesiątych. Nazwa alternative została mu nadana by opisać punk-rockowe, niezależne zespoły, które nie pasowały do mainstreamowej części branży(...)"
Więc jeśli trzymać się tej definicji, to "grunge" jak najbardziej można określić mianem alternative.
Na dobrą sprawę, za dużo zbędnych określeń nazw itp. Ja dzielę muzykę na po prostu dobrą i złą.
Norbert napisał/a:
Mam wrażenie, że każdą dzisiejszą muzyką puszczaną na mtv2 (teraz MTVrocks) uwazacie za gównianą tylko dlatego, ze akurat jest tworzona teraz i leci to w tv i slucha tego kupa ludzi
Nie oglądam MTV i tym podobnych programów, dlatego, że w moim odsłuchu leci tam przeważnie właśnie 'gówniana' muzyka, nie na odwrót!
Np. słuchając przeciętnej stacji radiowej, bardzo, ale to bardzo rzadko mogę usłyszeć coś, co chodź trochę wpadnie mi w ucho. Gówno mnie obchodzi w jakim okresie powstała dana muzyka.
Baroness, zajebisty zespół powstały w 2003r
http://www.youtube.com/watch?v=8qii59-7JAM
Dobra, może źle się wyraził. Gdzieś w 80% w ogóle nie znam twórczości zespołów typu Muse. Chodzi mi głównie o publikę takich zespołów, która składa się głównie z ~15 letnich, piszczących na koncertach dziewczyn, które jako główny argument, dlaczego słuchają takich zespołów podają, że wokalista jest ładny albo ma ładny głos.
Chyba podobnie rzecz ma się z fanami Nirvany, Pearl Jam i (w mniejszym stopniu) Soundgarden. Z przykładami nie trzeba daleko szukać, starczy przelecieć listę userów tego forum i policzyć ile jest nicków pokroju "CobainGirl" i avatarów z kobejnem, edim czy lejnem. ; )
I tak na marginesie - co to jest "rock alternatywny"? Alternatywa - w ogóle jakie to szerokie pojęcie. Odwołując się do źródłosłowu - alternatywa muzyczna oznacza kolejną opcję muzyczną do wyboru spośród już istniejących (opcji).
Aha. Nie traktuj "indie" jako gatunku muzycznego. Indie to skrót od "independent", czyli "niezależny". Wiązać z nim można zespoły, które nie podpisują kontraktów z wielkimi wytwórniami albo nie mają takiego kontraktu w ogóle - tj. sami się wydają i promują (np. Radiohead).
Ale to nie rodzaj muzyki tylko "status" (że tak to kolokwialnie ujmę) zespołu. Podobnie rzecz ma się z tą całą "alternatywą". Dla hitów z mtv alternatywą jest undergroundowy (albo chociaż nie tak mainstreamowy) rock, alternatywą dla rocka jest podziemie gitarowe, alternatywą dla pop metalu pokroju HIM czy inne Korny są np. Francuzi z Psykup, etc.
I tak w ogóle, co to za problem? Jakkolwiek byś nie nazywał muzyki, czy to będzie indie, czy alternative, czy shoegaze, czy grunge, math, core - jak wolisz, będzie brzmiała tak samo i to chyba po tym (po brzmieniu, nie nazwie) się poznaje czy coś jest dobre czy nie.
A i tak na koniec. Czy chcecie czy nie, grunge to mainstream, kasowe zjawisko muzyczne i bardzo popularne zjawisko socjologiczne (jako, że tworzy kolejną subkulturę). O niezależności więc, czy jakimś podziemiu w przypadku czołowych kapel, mówić nie można. To tak jakby za 20 lat twierdzić, że Britney Spears to niezależna i undergroundowa wykonawczyni, bo grała x-lat temu i "dlatego jest lepsza od X YY, które puszcza VIVA i RMFfm. A faktem jest to, że Nirvana w muzyce rozrywkowej poziom (nie muzyczny, a popularnościowy) takiej Britney osiągnęła. Jak nie większy.
Aha, i do autora tematu. Na przyszłość używaj opcji szukaj i nie dubluj topiców:
Aha. Nie traktuj "indie" jako gatunku muzycznego. Indie to skrót od "independent", czyli "niezależny". Wiązać z nim można zespoły, które nie podpisują kontraktów z wielkimi wytwórniami albo nie mają takiego kontraktu w ogóle - tj. sami się wydają i promują (np. Radiohead).
no ale to jest klasyczna, dość przejrzała definicja indie (nie to, że się z nią nie zgadzam). teraz pojęcie indie się przesunęło i nie trzeba być niezależnym, by być indie, bo to słowo zaczęło określać pewną estetykę. choć również używane jest w 'klasycznym' znaczeniu.
A ja zakładałem,że to kolejny wymysł by zamiast pop-rock powiedzieć co innego,co było by niezalezne by zassać alternative crowd,ale wystarczająco komercyjne by w obecnej dobie leciało na MTV pomiędzy anorektycznym eminemem a Roberto/Alechandro i Fernando
Pisałeś,że Nirvana czy Pearl Jam zrobiło to samo co Britney,ale czy na pewno? bo przy założeniu,że muzyka to tylko kwestia gustu to "Jeremy spoken..." jest równie warte jak "Hit me babe one more time!" a chyba tak nie jest;]
Zajechany Jeremy nie zmieni nigdy faktu,że obejrzenie teledysku,słuchanie tekstu i wokalu,który go wyraża i odrobina myślenia NIGDY nie zmieni faktu,że piosenka dotyka bardzo ważnych spraw.
Różnica też jest taka między alternatywą tą starą(bo nowa lezy i kwiczy) a mainstream'em a'la Houston,czy inne tuzy jest taka,że po latach o tych z kręgu "pop" będą tylko pisać: Ma skale 4 oktawy,sprzedała ileś tam płyt.
Czy ktokolwiek jednak o piosence do kotleta,nieważne jak chwytliwej powie kiedykolwiek hymn pokolenia,czy cokolwiek "zmieniająca" muzyka?
Może jestem stary,albo naiwny,ale dla mnie muzyka alternatywna po wysłuchaniu której idę do łazienki zastanawiając się czy Hank w Californication prześpi się z większa ilością kobiet niż Brooke z mężczyznami w Modzie na sukces oznacza,że przesłanie tej piosenki jest równie płytkie jak obie wymienione postacie.
Zgadzam się też,że mnożenie tego samego tematu po raz 100 nie ma sensu
a rozmawiając o alternatywie...jak słowo wskazuje to alternatywa dla czegoś co jest w większości w tym wypadku,bo przecież nie w takim,że alternatywa dla czegokolwiek,bo w takim znaczeniu Disco polo jest alternatywą dla rapu.
Można ten temat dalej rozwijać na rozmowy pt: czemu muzyka spada na ryj,czemu obecne gwiazdy rocka pare lat temu nawet nie dostały by występu w barze u pani Krysi i takie tam,ale to już wałkowaliśmy pare razy i każdy ma inne podejście.Dla innych wymienione przez Ciebie "Gówna" to znak czasu a z Nirvany się wyrasta,dla innych to zespoły pt: "a czego mam kurwa słuchać? nic nowego nie ma,a przecież nie przestanę to się przystosowuje by mieć gdzie wyjść na koncert".Dla jeszcze innych to muzyka,która jest dobra i nie znasz się.Tak samo można garać co to jest artysta niezależny i czy jest on jednocześnie alternatywny? czy Chylińska NIEZALEŻNiE od gustu robi co chce ale opuściła alternatywe bo jest mainstream'em? no ale jest niezależna bo gra co chce,ma w dupie Twoje zdanie i nie wiesz czy skurwiła się dla kasy,czy poprostu pokochała ten rodzaj muzyki.
To jest temat rzeka i argumenty są z każdej stronym,a można wszystko zbićdo 2:
Lubie,albo nie
Powtarzam jednak za Mothem...opcja szukaj jest na forum a tematów takich od groma.
Tak, to skrót od independent i nie ja to wymyśliłem : ).
JAMik napisał/a:
Pisałeś,że Nirvana czy Pearl Jam zrobiło to samo co Britney,ale czy na pewno? bo przy założeniu,że muzyka to tylko kwestia gustu to "Jeremy spoken..." jest równie warte jak "Hit me babe one more time!" a chyba tak nie jest;]
Czytaj ze zrozumieniem. Nie o wartość artystyczną mi chodziło, a o osiągi na mainstreamowej scenie.
Określanie mianem "indie" czy "alternative" gatunku muzycznego, dla mnie, to raczej głupota. Zważywszy na to, że słowa te określają nie muzykę (choć teraz przyjęło się, żeby nazywać tak pewne brzmienia, zwłaszcza te wzorujące się, lub pochodzące z Wysp) a stosunek do wytwórni czy korporacji muzycznych.
Cytat:
Różnica też jest taka między alternatywą tą starą(bo nowa lezy i kwiczy) a mainstream'em a'la Houston,czy inne tuzy jest taka,że po latach o tych z kręgu "pop" będą tylko pisać: Ma skale 4 oktawy,sprzedała ileś tam płyt.
A co będą pisać o "starej alternatywie", o ile w ogóle będą?
Takie lanie wody, jesteś stronniczy, pojęcie "alternatywa" kojarzy Ci się dobrze, więc będziesz bronił go i określał nim swoje ulubione zespoły. Tak to już jest, jak dziennikarz wymyśli łatkę, która potem przywiera do określonego sposobu wykonywania muzyki, choć pierwotnie chodziło o coś zupełnie innego.
Ja nie mówię, że to źle, nazywajcie sobie muzykę jak chcecie, mnie to nie robi - byle było jej dużo i oby była dobra. A czy ktoś określi ją indie czy coreblackprogressivealtmetal, co za różnica.
A ja zakładałem,że to kolejny wymysł by zamiast pop-rock powiedzieć co innego,co było by niezalezne by zassać alternative crowd,ale wystarczająco komercyjne by w obecnej dobie leciało na MTV pomiędzy anorektycznym eminemem a Roberto/Alechandro i Fernando
wyobraź sobie, że zanim wymyślono termin grunge, to Mudhoney było indie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum