Wybrałem prawie wszystkie, bez Melvins i Skin yard
Do innych osobiście dorzuciłbym kilka band'ów ale albo ich popularność jest niewielka /znikoma albo nie jest to taki "gruntowny" grunge, mam na myśli zespoły punkowe i garażowe na których późniejsze grandżowe ekipy się m.in inspirowały
Dorzucił bym Bundle of Hiss i Malfunkshun, bo chociaz niszowe i prawie nic nie wydały, to grali naprawde z jajem. A co do upadku grunge'u - jak Kurt powiedział - lepiej spłonąć niż sie wypalić ;)
_________________ For all the times you let them bleed you...
For little peace from God you plead.
Zaznaczyłam PJ, AIC, Temple of the Dog, Mother Love Bone, Mad Season, Hole. Ostatnio to właśnie tych kapel grunge'owych słucham najczęsciej (jeżeli w ogóle), taki jakiś sentyment do nich mam.
Fajnie jakby każdy kto w miarę REGULARNIE odwiedza to forum zagłosował...obraz wtedy pełniejszy by był
Sugerujesz, że ktoś kto nie odwiedza tego forum regularnie, nie jest w stanie oddać głosu, który byłby wiarygodny? Nie wiem co ma jedno do drugiego.
Wziąłem to trochę do siebie, chociaż nie uważam, że odwiedzam forum nieregularnie, skoro dzisiaj zacząłem pisać posty i jestem tu po raz drugi w dniu dzisiejszym.
U mnie w głośnikach w sumie przewija się wszystko z powyższych. Tyle tylko, że część głosu się nie doczekała z tego względu, że odsłuchiwana bywa rzadziej, niż raz w tygodniu.
Od siebie dorzuciłabym Janitor Joe, Blood Circus, Love Battery i Candlebox.
karl napisał/a:
A co do upadku grunge'u - jak Kurt powiedział - lepiej spłonąć niż sie wypalić ;)
Nie wiem czy się nadaje, ale na siłę też można tu upchnąć moim zdaniem świetne Wellwater Conspiracy
Teraz mi oprócz tego i wyżej wymienionych (m.in. Love Battery) na razie przychodzi tylko Paw.
A co do upadku grunge'u - jak Kurt powiedział - lepiej spłonąć niż sie wypalić ;)
A już myślałem, że już nigdy nie będę musiał tego pisać To nie Kombajn powiedział. To Neil Young. Żeby było śmieszniej, nie chodziło nawet o Cobaina, a o Jasia Zgniłka (Johnny'ego Rottena).
"My my, hey hey
It's better to burn out
Than to fade away"
Ten jeden kawałek jest lepszy niż cała dyskografia Nirvany razem wzięta :P
U mnie tylko Mad Season, "Wake Up" czy "Long Gone Day" to kosiory.
stipe napisał/a:
Ten jeden kawałek jest lepszy niż cała dyskografia Nirvany razem wzięta :P
totalnie. i należy jeszcze nadmienić, że to wcale nie jest jego najlepsza piosenka.
Piosenka rzeczywiście fajna, ale na tego typu gadanie to mam uczulenie, ja nei wiem, czy jak neil young sobie pisał tą piosenkę to po ułożeniu powiedział 'ha,ha ta piosenka jest lepsza niż cała dyskografi nirvany', no ludzie przecież tego typu gadanina to jest śmieszna i to jest fajne i nirvana też. już abstrahując od dat kiedy piosenka i dyskografia się ukazala xd
Żebyś tylko wysypki nie dostał.
Może aby ci trochę sprawę rozjaśnić: ja Nirvany po prostu nie lubię. Dlatego też z czystym sumieniem napisałem, że jeden kawałek Younga jest lepszy od całej dysko Nirvany. Bo tego kawałka (jak już trafnie wieczór zauważył, wcale nie najlepszego w dorobku Neila) mogę słuchać na okrągło. Z Kombajnem to nie przejdzie, odrzuca mnie ;)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum