Osz ;p ten wokal jest genialny :] Wlasnie to jest w Soundgardenie charakterystyczne, no i te gitary tez :) Polecam kawałek Kickstand albo Jesus Christ Pose - tam wlasnie mi sie wokale i gitary podobaja ;] No i genialny Loud Love ;]
_________________
Fly People Fly - szukajcie mnie pod chmurami!
---
T.Nalepa - Zawsze wierny mi...
---
„Wszystko zdarza się tylko raz. I nigdy nie wraca.
Jeśli będziesz próbował[a] wskrzeszać przeszłe zdarzenia, ominiesz to, co ma się wydarzyć w następnej kolejności”
Właśnie - mój ulubiony zespół :) Szkoda, że teraz mało osób do niego wraca (przynajmniej z moich obserwacji :D), bo naprawdę jest do czego. Skakali i eksperymentowali jak się da, ja to uwielbiam w kapelach. Mój ulubiony kawałek... Zależy kiedy :D Ostatnio choruję na "Say Goodnight" (gdzieś w zagubionych utworach live znalazłam).
"Soundgarden dziękujemy za "Head down" " :)
Wokal Chrisa jest faktycznie trudny do zaakceptowania ale przyzwyczaiłem się i polubiłem go. Momentami irytujace jest to jego nieodłączne darcie ryja na wyższych częstotliwościach.
_________________ For all the times you let them bleed you...
For little peace from God you plead.
Momentami irytujace jest to jego nieodłączne darcie ryja na wyższych częstotliwościach.
Dobre.Cha cha cha. Ale powiedzmy po prostu ,że skala głosowa Krzycha jest niezła.Gdzieś kiedyś ktoś porównywał jego śpiew do śpiewu Roberta Planta,który też wyciągał niezłe dźwięki.
Oooo skala jest kosmiczna, ale to nieusprawiedliwia jego nawyków darcia papy powyrzej trzeciego "C" Tu trzeba dużo wyczucia żeby dobrze posługiwać sie takim głosem. Plant czy Shelly (z Budgie) robili to intuicyjnie i bezbłednie przez co hardrocka w ich wykonaniu mozna słuchać non stop a Soundgarden (z całym szacunkiem) po kilku godzinach męczy uszy. Cornell momentami przesadza :)
_________________ For all the times you let them bleed you...
For little peace from God you plead.
zauważyliście, że teraz wszyscy się z Cornella nabijają? ;]
a dziwisz się?
W sumie nie xD też bym tak krzyczała na tym koncercie :D ale miło zobaczyć chociaż 3/4 składu razem :)
karl napisał/a:
Oooo skala jest kosmiczna, ale to nieusprawiedliwia jego nawyków darcia papy powyrzej trzeciego "C" Tu trzeba dużo wyczucia żeby dobrze posługiwać sie takim głosem. Plant czy Shelly (z Budgie) robili to intuicyjnie i bezbłednie przez co hardrocka w ich wykonaniu mozna słuchać non stop a Soundgarden (z całym szacunkiem) po kilku godzinach męczy uszy. Cornell momentami przesadza :)
Eee... To kwestia uszu. Mnie jakoś nigdy to "darcie" nie męczyło (szczególnie live), może na początku, kiedy nawet Planta nie znałam i nie byłam przyzwyczajona - teraz mogę tak przez parę dni ;P Skalę miał nieziemską, z wiekiem mu się niestety trochę zdarł... Jednak barwa została.
A ja jakoś długo się nie mogłem przekonac do soundgarden, aż tu nagle coś mnie wczoraj podkusiło i na groovesharku wyszukałem the best of i po prostu od dwóch dni nie przestaje słuchać.
Jeśli chodzi o "klimaciarskość" utworów to tak średnio, ale za to zabawa przednia i kawałki wpadają mocno w ucho, szczególnie riffy gitarowe.
Jedyne co mi przeszkadza to taka hmm 'sztampowość' trochę. Chodzi o to, że kawałki w większości budowane są schematycznie i o ile niektóre są na tyle fajne, że przez 5min mogę słuchać jednego schematu o ile w innych po 3 min się po prostu nudzą
Pierwszy raz w życiu słyszę, żeby ktoś zarzucił Soundgarden, że nagrywał utwory schematycznie :) Ja bym panu wyżej radziła troszkę bardziej się zająć SG, a potem mówić takie rzeczy, bo to ostatni zespół z Seattle, o którym bym tak napisała. Szczególnie, że w jednym gatunku się nie obracali ;)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum