Skoro jest temat o Chrisie, to o Kimie raczej nie może tu zabraknąć. ; )
Obok Cornella to właśnie on był motorem napędowym SG przez te 13 lat, od początku do samego końca. Pierwotnie to on był głównym kompozytorem zespołu, później pałeczke przejeli głównie Chris i Ben, ale wkład Kima zawsze był niesamowity. Z pod jego pióra wyszły takie utwory jak Flower, Nothing to say, Hunted Down, My Wave czy Never the machine forever, no i chyba każdy zna jego tekst do Room a thousand years wide. :D
Gitarzysta również nieprzeciętny. Genialne riffy, ciężkie, mięsiste, sabbathowe, urywające głowe (Birth ritual, Outshined) bądź wwiercające sie do niej (4th of July, Beyond the wheel). A kiedy trzeba było, potrafił zagrać pięknie, delikatnie i subtelnie (Black hole sun, Boot camp).
Co do solówek, to w sumie nie grał ich zbyt dużo, ale jak już zagrał to klękajcie narody. ; ) Osobiście moje ulubione to te ze Spoonmana, Black hole sun, Like suicide, Tighter & Tighter i Fell on black days.
Po rozpadzie SG grał w jakimś projekcie z Novoselicem z Nirvany, a także na albumie Probot Dave'a Grohla.
Z tym głównym kompozytorstwem Kima bym nie przesadzała, Chris zawsze w tym dominował i stąd przez te kilkanaście lat, mając prawa do większości utworów SG wynikające z autorstwa mógł je grać solo ;) Choć tak czy inaczej miał solidny wkład w warstwę twórczą. Bez niego pomysły Chrisa są ehm, takie, jakie są ;)
O wkładzie Bena... z tego, co pamiętam, napisał góra 4-5 piosenek. Co sprawdzam płytę SG, wali mi po oczach głównie nazwisko Chrisa jako kompozytora.
Przede wszystkim gra Kima jest bardzo charakterystyczna, co jest bardzo dużym atutem u gitarzysty - zaczyna grać i wiesz, że to on. Stąd też swoją drogą między innymi brak naśladownictwa Soundgarden u innych zespołów - konia z rzędem kapeli, która zagrałaby identycznie, jak on. Dzięki Bogu, że nie lubił wielgachnych solówek, osobiście zawsze wolałam, jak muzyk się gitarą bawił głównie podczas piosenki (jak np. Tom Morello), niż żeby walił 10minutowe masturbatory.
Po rozpadzie zagrał w Sunn O))) >tu<. No i ten "jakiś projekt z Novoselicem z Nirvany" to zdaje się było No WTO Combo jakoś w 1999 roku, i to był jeden koncert o zabarwieniu lekko politycznym ;) Swoją droga, bardzo udany. Nic więcej głośniejszego nie robił, szkoda, marnował się przez te kilkanaście lat.
Z tym głównym kompozytorstwem Kima bym nie przesadzała, Chris zawsze w tym dominował
Na Screaming Life 5 na 6 utworów jest jego autorstwa. Na Ultramega OK tylko 4 na 13, chociaż i tak najwięcej spośród członków SG. Na Louder than love tylko 2, bo własnie od tej płyty Chris sie poważniej wziął za komponowanie, co nie zmienia faktu że to na początku działaności SG to Kim był głównym song-writerem. ; )
Cytat:
No WTO Combo
Tak własnie, o to mi chodziło. ; )
Cytat:
O wkładzie Bena... z tego, co pamiętam, napisał góra 4-5 piosenek
Slaves & Bulldozers (music, co-written)
Jesus Christ Pose (music, co-written, chociaż w skomponowanie Jezusa cały zespół miał wkład)
Face Pollution (music)
Somewhere (music and lyrics)
Head Down (music and lyrics)
Half (music and lyrics)
Zero Chance (music)
Dusty (music)
Ty Cobb (music)
Never Named (music)
Switch Opens (music)
An Unkind (music and lyrics)
Ok, z 4-5 piosenkami to strzelałam, jednak nadal ani Kima ani Bena bym nie nazwała głównymi kompozytorami zespołu (kupę materiału nagrali mimo wszystko). Chris Przy nagrywaniu Screaming Life jak i Fopp był gówniarz i myślę, że pewnie dlatego go nie dopuszczali do tej funkcji póki co :p EPki to był jeszcze okres bardzo intensywnego rozwoju grupy, więc tak naprawdę 5 piosenek w początkowych latach to dość niewiele - nie wiemy, co tam się działo jeszcze.
Z resztą - każdy patrząc realnie miał równy wkład w sukces tego zespołu i zostańmy przy tym ;)
Btw, zdajecie sobie sprawę, że Kim już ma 50 lat? Czas leci jak nie wiem ;)
Właśnie, nie przesadzajcie, zobaczymy co wy powiecie kiedy będziecie mieli 50 lat:P.
A co do pana Kima to został on sklasyfikowany na liście 100 najlepszych gitarzystów wg Rolling Stonea z 2003 roku. Kim zajął tam ... 100 miejsce. Co mnie zaskoczyło nie było tam Mikea z PJ. Za to Cobain jest 12.
Ale chodzi o tego z nirvany czy jakiegoś innego?Bo to raczej nie możliwe by ten z nirvany był na 12 miejscu najlepszych gitarzystów wg Rolling Stonea.No chyba,że listę układał jakiś piętnastolatek.To wtedy byłoby możliwe.
Dokładnie. Brak McCready'ego i setne miejsce Kima to totalne nieporozumienie dla mnie. W ogóle ta lista to kpina, 24 miejsce Morello, 55 Blackmore'a, 82 Gilmoura i 85 Rhoadsa, na ich solówkach i riffach Cobain połamałby sobie palce. Myśle że każdy rozsądny fan Nirvany, stwierdzi iż umiejętności techniczne Kurta były naprawde mierne. Stanowczo za wysoko również Jack White, nic do niego nie mam, ale 17 miejsce to lekka przesada.
Zależy co sie komu podoba,może dla autora nie liczy sie technika itp.
Ten ranking to chyba jego subiektywna opinia,bo nie da się obiektywnie określic,że ten i ten to najlepiej gra bo cośtam.Wszystko jest kwestią gustu.Zobacz ile jest teraz takich rankingów.W każdym co innego.Jeśli ranking miałby tytuł ''100 gitarzystów, którzy mieli największy wpływ na rozwój muzyki rockowej'' to co innego
Wiecie, jak wyglądają rankingi Rolling Stone'a? Fajny komentarz na ten temat widziałam:
"What did you expect? Any list by Rollingstone:
60s guy
60s guy
60s guy
Kurt Cobain
60s guy
60s guy"
Lista wokalistów wydana przez nich jest jeszcze śmieszniejsza - rozumiem, że to kwestia gustu, jestem przeciwniczką robienia takich rankingów bo nikomu się nie dogodzi, ale są takie rzeczy, które powinno się robić tylko na swoich prywatnych listach - RS to dość opiniotwórczy magazyn i powinni się opanować albo nie wydawać takich list w ogóle, bo to się mija z celem ;)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum