Ostatnia jak dotychczas płyta Soundgarden. Przez jednych uwielbiana za świeżość i dojrzałość, inni odrzucają już na starcie słysząc wyraźnie złagodzone brzmienie. Tu już nie znajdziemy cieżkich utworów w stylu Gun, 4th of July czy Nothing to say. Znajdziemy zaś wiele innych czynników, które czynią tą płyte wyjątkową. Przede wszystkim słychać iż chłopaki ostro kombinują, słychać już u nich niesamowite doświadczenie i dojrzałość muzyczną. Płyta jest pełna świetnych melodii, nad całością panuje niesamowity klimat wyczuwalny od Pretty Noose, aż po Boot camp. Aczkolwiek nie jest to płyta łatwa, zresztą jak każda Soundgarden. Trzeba sie z nią oswoić, zaznajomić, przegryźć. Mi samemu spodobała sie całkowicie po jakiś 10-12 dokładnych odsłuchaniach.
Mój ulubiony utwór to zdecydowanie singlowy i chyba najbardziej znany utwór z tej płyty czyli Burden in my hand. Rewelacyjny tekst, świetna gra Kima no i ta melodia. Cudo.
Dalej chyba Ty Cobb, próżno znaleźć drugi podobny utwór w dyskografii SG. Potężny, przebojowy, przemyka z prędkością światła przez nasze głośniki. Wzbogacony o partie mandoliny i dosyć "ciekawy" tekst robi niesamowite wrażenie.
No Attention to kolejna, świetna przebojowa kompozycja. Tempo jest bardzo szybkie, najwieksze wrażenie robi chyba perkusja Matta. Emejzing.
Zero chance to spokojna balladka, jakich uświadczymy wiele na tym albumie. Ma w sobie coś nieopisanego, co czyni ją jednym z najlepszych utworów na płycie. Magia. Tylko Soundgarden potrafił pisać takie utwory.
Ostatnio również bezgranicznie zakochałem sie we wspomnianym Boot Camp. Nieziemski klimat, nieziemski tekst. Ostatni utwór na płycie, dominuje tu dosyć smutny klimat, tak jakby muzycy SG nagrywając tą piosenke wiedzieli że to już chyba koniec.
Podsumowując, płyta jest niesamowita. Krytykantom radze DOKŁADNIE ją przesłuchać, zanim zaczną pisać o komercyjnym złagodzaniu brzmienia pod publiczke. Utwory są spójne, nie brak hitów, ballad czy dających ostrego kopa kawałków. Jedynie szkoda że znalazło sie tu tak mało kompozycji Kima (tylko jedna). Zawsze pisał utwory z jajem, przebojowe jak np Flower czy My Wave. Ale cóż, jest dużo Bena, który również jest świetnym kompozytorem.
To jest może i najdojrzalsza płyta, ale też bardzo nierówna, nie tylko w tym sensie, że pierwsza część jest żywa, a druga usypiająca. Ma swoje mocne, jak i słabe strony. Ale więcej tych mocniejszych ;)
Zaczynają moim ulubionym "Pretty Noose", którego mogłam słuchać swojego czasu niemal bez przerwy. Wokalnie wbrew pozorom jest całkiem trudna, bo jak przy innych utworach w wysokiej tonacji śpiewa też i nisko, tak tu, mimo, że to nie wyżyny wokalu Chrisa, to jest to w bardzo podobnej tonacji i naprawdę trudno to zaśpiewać. Wiem, bo próbowałam, gardło boli potem
Idąc dalej i nie roztrząsając mało ciekawych szczegółów technicznych - trudno mi się było do tej płyty przekonać, sama nie wiem, czemu. Ma dość energiczne kawałki w stylu "Dusty", ale jednocześnie jej koniec (czyli żelazna czwórka "Switch Opens", Overfloater", "An Unkind" i "Boot Camp") jest wyjątkowo spokojna i niepasująca do wcześniejszego 'stylu' SG. To jednocześnie ciekawe, ale rzadko mi się zdarza, bym słuchała DOTU całej naraz.
Mamy tu też hity "Blow Up The Outside World" i "Burden In My Hand". Pierwsza wywarła na mnie na początku duże wrażenie, szczególnie sposobem nagrania, wściekłością wykonania, tym "ryknięciem" w refrenie, aż słuchacz nie ma wyjścia, tylko tkwić w tej melodii dalej - piorunujące i cholera niesamowicie prawdziwe. Z drugą nigdy szału nie miałam, lubiłam ją, nawet przez pewien czas dość często słuchałam, ale nie zapadła w pamięć tak, jak pierwsza.
"Applebite" wali po oczach/uszach. Świetna w atmosferze zadymionego pomieszczenia o 2 w nocy. Z dymem nie próbowałam, ale z porą tak, i daje klimat tej godziny, spróbujcie kiedyś ;)
"Rhinosaur" i ja dotarliśmy się dopiero ostatnio. Przez niego zawaliłam na 3- klasówkę z niemieckiego, bo nic innego oprócz tej melodii nie byłam w stanie sobie przypomnieć przez 45 minut.
"Boot Camp" swoją drogą brzmi jakby się za dużo nasłuchali (swoją drogą pięknego) "No Quarter", ale jednocześnie nagrali to na swój własny sposób.
Co do wyżej wspomnianej "żelaznej czwórki DOTU" - jest niezastąpiona, wieczorami, gdy humor średni, a powieki senne bardziej, niż zwykle. Świetny pomysł. Szczególnie "Switch Opens" i "Boot Camp". Za pierwszą powinien ktoś Bena nagrodzić, ma zadziwiający i genialny słuch przestrzenny.
Płyta nie tak dobra, jak poprzednik, bardzo inna, być może dojrzalsza... Ale jak dla mnie mimo niezaprzeczalnego piękna nie w całości :) Cameron powiedział kiedyś, że przy jej nagrywaniu chłopaki doskonale wiedzieli już, że to koniec zespołu - i tu to już słychać, jakby chcieli na nią wepchnąć wszystko, co im przyszło do głowy, by pokazać cały przekrój tej grupy na pożegnanie. Każda piosenka z osobna jest naprawdę dobra, razem jedna po drugiej jako całościowy materiał zbyt chaotyczna. Nie wiem, jak brzmiałaby kolejna płyta SG, gdyby nie było rozpadu - ale podejrzewam, że raczej nie znaleźlibyśmy tam czegoś w stylu "Dusty". Teraz już wiemy, że być może DOTU nie będzie tą ostatnią. Jakie to krzepiące ;)
Łącznie z Superunknow tworzą duet dwóch najgorszych płyt SG, najgorszych w ich dorobku, a nie złych! nigdy w życiu!
"Ty Cobb"
"No Attencion"
"Pretty Nose"
"Never Named"
"Never The Machine Forever"
Wbrew pozorom niesamowicie mocne kawałki!
Bardzo lubię jeszcze "Dusty" czu "Blow Up the Outside World" i "Burden in My Hand"
Założę się, że za parę miesięcy/lat jak złagodniejesz padniesz na dźwięk "Boot Camp" :> One są najlżejsze, ale czy najgorsze?... Czemu lżejsze znaczy gorsze?
Nigdy nie powiedziałem, że lżejsze znaczy gorsze! Może trochę za mało uwagi przywiązałem do dwóch ostatnich płyt... Po prostu niesamowicie odpowiada mi styl z ich 4 pierwszych płyt! Zakochałem się w stylu ich grania, śpiewania. Bardzo lubię "Boot Camp" ale nie sądzę, że będzie kiedyś nosiła tytuł jednej z moich ulubionych piosenek. Ogólnie nawet wolne, lekkie piosenki mają coś niesamowicie mocnego w sobie jeśli chodzi o SG wejśmy pod uwagę takiego "Mailman"'a z DOTU czy chodźby wymienioną przez Ciebię piosenkę, gitary chwilami wchodzą, aż trzęsie mi się tyłek. Bomba. No ale powiedz, że nie wolisz bardziej pierwszych płyt.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum