No cóż. Dla mnie rewelacyjny album i jakże niedoceniany. Większość ludzi zakochuje sie w Superunknown, Badmotorfinger i Down on the upside. Jednak zapominają o tak ważnej płycie jaką jest LTL. W koncu to na tym albumie SG wykreowało swój styl, bardzo ciężki styl. (Ultramega jest zbyt chaotyczna jeszcze) Płyta obfituje w wiele świetnych utworów, jednak trzeba sie z nią troche osłuchać. Nie są to jeszcze hity z Superunknown, ale naprawde kapitalnie zagrane utwory, ozdobione kosmicznie brzmiącym wokalem Cornella. Rozpoczynający Ugly truth to ciężki utwór, rozpoczyna sie perkusyjnym wejściem Camerona, poźniej znakomitym riffem Thayila i śpiewem Chrisa. Następny w kolejce Hands all over, znów świentny riff i genialny wysoki wokal Cornella, niektórych te jego 'góry' rażą, męczą, ale u mnie jest zupełnie odwrotnie. Dalej Gun, jeden z najcięższych kawałków Soundgarden. Świetna praca dwóch gitarch, monstrualna perkusja i dobrze słyszalny bas Yamamoto, który swoją grą zbyt dużo od swojego następcy nie odstawał. ;) Power trip to kolejny popis Cornella, zwłaszcza na początku utworu, szczerze mówiąc kiedyś myślałem ze to jakiś 'piszczący' riff Kima, a nie Chris. Get on the snake to szybki i przebojowy utwór, do którego teledyskiem uraczyli nas panowie po ogłoszeniu reaktywacji. ; ) Full on Kevin's mom to kolejna energiczna kompozycja, Cornell znów śpiewa wysoko, czyli tak jak najlepiej potrafi. W dodatku Kim zagrał fajne solo. Loud Love, to chyba mój ulubiony utwór z tej płyty, wiele razy go już słyszałem ale pieje z zachwytu za każdym razem, nigdy mi sie nie znudzi, a początkowy riff to imo jeden z lepszych riffów jakie zostały kiedykolwiek zagrane. I Awake to w sumie jeden ze słabszych momentów na płycie, tempo spadło, niby ciężar jest ale jakoś mnie nie rajcuje ten utwór. No wrong no right i Uncovered podobnie, za któryś z nich mogliby wrzucić Fresh deadly roses, który jest świetny i zasługuje na miejsce na płytce, a upchali go na epke "Loudest Love". Big dumb sex... Trzeba coś więcej pisać? Energia, energia i jeszcze raz energia, świetny riff, świetny tekst. (: D) No i Full On (Reprise) otrzymujemy na sam koniec tej świetnej płytki, fajny, lekki zagrany początkowo na akustyku utwór, z lekko stonerowym klimatem. Dobrnelismy do konca, płyta jest naprawde świetna i warto jej poświecić troche czasu, by poznać ją dokładnie. Kończe, palce mnie już bolą.
Cholera, przepłaciłam, dałam za nią ponad 30... MM oszukuje. Superunknown była połowę tańsza
A, i Baczu, walnij ty czasem "enter" chłopie :P
Co do płyty - i tak od kiedy tylko pamiętam, moją ulubioną piosenką z tej płyty było "Big Dumb Sex", być może z racji tego, że to była moja pierwsza ich usłyszana piosenka i wbił mi się w pamięć ten połowiczny "cover" Gunsów, ale ta piosenka jest dość niezwykła jak na SG. Szczególnie, że do tego okresu robili jakiś psychopatyczny post punk.
Dalej idąc, miałam słabość do "Full On Kevin's Mom"... Nie wiem, czy bezpiecznym byłoby rozwijać ten wątek... Dodam tylko, że nie chodzi w żadnym razie o tekst, nie myślcie sobie za dużo.
"Loud Love" jest genialne. Nie wiem, czy to kiedyś pisałam, ale naprawdę, świetna piosenka. Nie słuchałam jej nigdy tak namiętnie, ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że (za "Big Dumb Sex" oczywiście) to najlepsza piosenka tej płyty.
Kiedyś mocno wpadłam w "Hands All Over", w sumie do tej pory nie wiem czemu. Tak samo z "Uncovered" i "No wrong No Right", które mi zawsze lekko Nirvaną zalatywało...
Piosenki wczesnego SG miały w sobie coś dziwnego - były na tyle dziwaczne, kompletnie walnięte i energetyczne (i większość o ehm, oryginalnej szacie tekstowej), że po początkowym zdziwieniu (przeplatanym niekiedy lekkim szokiem) bardzo uzależniały. Tylko nie wolno się zrażać. Kim dawał tu świetny popis. Matt do tej pory mnie zadziwia, jego styl grania jest bardzo charakterystyczny.
Może to moje prywatne zboczenie, ale z tych wczesnych ich płyt zawsze wolałam "Ultramega OK" od tej - jednak mam do niej naprawdę spory sentyment.
Żeby nie było tak słodko i cukierkowo - szczerze nie lubię "I Awake"... Kim, coś ty ułożył!
Większość ludzi zakochuje sie w Superunknown, Badmotorfinger i Down on the upside. Jednak zapominają o tak ważnej płycie jaką jest LTL.
Kto się zakochuje, ten się zakochuje...
Badmotorfinger to płyta zajebista, podobnie jak jej poprzedniczki, lżejsza ale i tak z niesamowitym pałerem. Co do "Superunknow" i "Down on the Upside" well... te płyty były powodem rozpadu SG, Kim Thayil każdą następną płytą po BMF chciał udeżać mocniej i mocniej. Chris chciał grać bardziej pod publikę i tworząc dwie ostatnie płyty niestety bardzo mu to wyszło. Mam nadzieję, że jeżeli SG wyda coś nowego, sięgną do korzeni. Rozpier*olą scenę.
Co do "Superunknow" i "Down on the Upside" well... te płyty były powodem rozpadu SG, Kim Thayil każdą następną płytą po BMF chciał udeżać mocniej i mocniej. Chris chciał grać bardziej pod publikę i tworząc dwie ostatnie płyty niestety bardzo mu to wyszło.
Hej, bez przesady :) SU to był przełom w ich karierze jakby nie patrzeć, do tej pory jest zaliczana do kanonu najlepszych płyt w historii rocka. To, że nie jest głośna jak poprzedniczki, o niczym nie świadczy. Instrumentalnie jest fenomenalna. Nic złego nie ma w lekkości, ale SU imo wcale takie lekkie nie było.
Nie sądzę też, żeby Kim już miał siłę cały czas skakać do punku na scenie. Oni już mieli wtedy jakieś lata, dorośli i chcieli spróbować czego innego - i te eksperymenty to znak szczególny SG, to właśnie ich czyni wyjątkowymi :) Nie ma w tym nic pod publikę. Fani ich kochali właśnie za coś w stylu "Louder Than Love", a oni stwierdzili, że są po 30 i chcą nagrać coś innego. Co w tym złego?
Powód rozpadu SG nie leżał w tych płytach, tylko kompletnie czym innym. Matt o tym mówił.
To właśnie w trakcie sesji do DOTU Chris i Kim starli sie co do dalszego kierunku muzycznego. Chris chciał lekko, Kim ciężko, jak do tej pory. A pod koniec to była tam już koszmarna atmosfera, czego przykładem jest ostatni ich koncert na Hawajach, gdzie Ben rzucił basem w ludzi, a poza sceną omal nie doszło między nim a Kimem do rękoczynów.
Poza tym, Matt wspominał iż zostali pożarci przez szołbiznes i stracili zmysł zapał który mieli dotychczas.
Ale to jest temat o LTL, a nie przyczynach rozpadu, niech ktoś założy takowy temat i tam podyskutujemy. ; )
Co do "Superunknow" i "Down on the Upside" well... te płyty były powodem rozpadu SG, Kim Thayil każdą następną płytą po BMF chciał udeżać mocniej i mocniej. Chris chciał grać bardziej pod publikę i tworząc dwie ostatnie płyty niestety bardzo mu to wyszło.
Hej, bez przesady :) SU to był przełom w ich karierze jakby nie patrzeć, do tej pory jest zaliczana do kanonu najlepszych płyt w historii rocka. To, że nie jest głośna jak poprzedniczki, o niczym nie świadczy. Instrumentalnie jest fenomenalna. Nic złego nie ma w lekkości, ale SU imo wcale takie lekkie nie było.
Nie powiedziałem nic złego na temat tych płyt, napisałem, że były powodem rozpadu zespołu, bo czytałęm jakąś wypowiedź Thayil'a, Nie powiedział nic otwarcie o konkretnym powodzie, ale pamiętam, że mówił o jego nieporozumieniu (niegroźnym jak mniemam) z Chrisem.
stiwi napisał/a:
Powód rozpadu SG nie leżał w tych płytach, tylko kompletnie czym innym. Matt o tym mówił.
Nakierujesz mnie na coś bardziej konkretnego, proszę ? Chodzi Ci o to, że w tym czasie (tj.okres rozpadu SG) dziewczyna/przyjaciółka Matt'a miała urodzić dziecko?
No kurczę, ja się z tym starciem jako przyczyną tak nie do końca nie zgadzam... Tak to jest, jak się nie poda dokładnej przyczyny :p
Dobra, skrobnę coś jutro rano i opiszę resztę.
#edit - steevie - rzucę ci linkiem do wywiadu jutro w temacie, baczu w sumie opisał dośc dobrze moją myśl o nim. dobranoc :P
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum