Cztery dni po 29 urodzinach Kazika Staszewskiego Pearl Jam zebrał się by zagrać Unplugged.Dzień wczesniej odbyła sie próba dźwięku(Oceans,State of love and trust,Alive,Black,Jeremy i Porch).
"...they gave us a few rules before we started"
"...sądze,że powinniśmy się na chwilę rozejrzeć na tych wszystkich przyjaciół i ludzi tutaj...jest inny gość imieniem Eddie z 3 kolegami,Eddie jesteś? udało Ci się wejść? o tu są...widzieli wszystko co do tej pory zrobiliśmy...raz,dwa,trzy..."
Ocean akustyczego dźwięku otwiera Unplugged.Koncert,którego nie da się nie porównać po latach z dwoma innymi wielkich ze stanu Waszyngton.Gitary najprostsze,jeszcze bardziej banalne niż przy akustyczym Alice in chains,lecz uderzenia o struny mocne.Stone i Mike nie żałują swoich akustyków.Zasada złamana.Ament gra na zwykłym basie a perkusja to ta zwyczajna...nie dla koncertów akustycznych.Ed powie po tym koncercie,że to nie był zwykły koncert akustyczny.W porch i w jeremiaszu Ed nie używa słów fuck...na początku porsza słychać w tle lekki śmiech z tego powodu.
Ocean...on pierwszy otwiera głębie dźwięku.Bas Amenta bardziej versus'owaty a Ed udowadnia iż po 27 roku życia tylko zyskiwał na mocy.Oceans zaśpiewane mocniej niż na płycie.Akustyka sali sprawia,że piosenka nabiera głębi.Gitara Gossarda nadaje klimat ogniska,bo gitara brzmi prosto...jest tłem.Głos Eda i bas na 1 planie...bas z resztą kończy te pieśń.
Gdy człek samotny i smutny zadaje Sobie pytanie: Ed...gdzie kurwa jest ten stan miłości i zaufania..? No jest 3 utorem na tym koncercie jeśli wliczamy Intro.Tutaj nie da się ominąć wrażenia ogniska i grania na zwykłej gitarce...wizja potęguje to.Surowy klimat wnętrza potęguje dla mnie to wrażenie.Chyba najlepsze wykonanie State of love and trust jakie słyszałem.Sporo krzyku,prawdy...bo tu nie ma udawania,rozgrzewki.Ed może robi źle śpiewając na surowo tak wysoki kawałek...musi sie wspomagać krzykiem...szczerym krzykiem....help me from myself...
Trochę strojenia...próba Rokowania w wolnym świecie...nie...słychać,że głos nie rozgrzany na takie rejestry.Proszę o brawa i zaczynamy Alive...Alive pełne gniewu i mocy.Głos mocny,zachrypiały lekko...wiele kwesti w piosence podkreślonych.Przeszłość wyśpiewywana co wieczór nie odejdzie.Słychać,że Vedder to ciągle przeżywa...Alice in chains i Nirvana zrezygnowały jakby z koncertowych brzmień,chociażby wokalnie.Delikatniejsze brzmienia.Pearl Jam poszedł na całość.To faktycznie nie brzmi jak Unplugged,tylko jakby zamiana gitar na akustyczne.Gdyby im dać elektryki to by rozniesli studio w drobny mak...a i tak ledwo stało.
Czerń...czyste płachty...piękno do potęgi entej...jeśli prawde mierzyć głosem,to tę najprawdziwszą nazwał bym Vedderową...tą z Blacka.Smutek może być piękny...to paradoks.Głębia głosu sprawia,że człowiek bardziej rozumie każde słow jakie zostało napisane dla tej piosenki.Druga zwrotka zaśpiewana innaczej...już nie tak spokojnie jak na albumie....moje pobite ręce...wierze temu facetowi.
"My...My...My należymy do Siebie!!!" Jakby to nie brzmiało to brzmi pięknie...wykrzyczane.Zawsze zazdrościłem Edowi,bo ja tego nawet nie potrafiw w 10% zrobić jak on wtedy...ale może i lepiej? To trza było czuć? jak tak to nie zazdroszczę...
...she gave him away...
Odmieniec jest tu? Nie...to tylko jamming na melodię Dissidenta...heh...czy ja mogę powiedzieć "kurwa"? Chyba możesz...
Nie...to idzie do telewizji...trza Jeremiego ocenzurować z tego małego...Kolejne żywiołowe wykonanie.Miejscami Edowi głos się męczy,lecz wtedy więcej krzyku...więcej krzyku? Gdzież by lepiej pasowało niż w Jeremym.Krzyki na końcu a potem lekkie nucenie gdy Ament kończy swoją partię na basie...
"...chcę powiedzieć...raz,dwa,trzy..." Dokąd zmierza ten pier...świat? Nie wiem...ale bardzo szybko pędzi jak piosenka.I tak miała nie być puszczona w TV,więc można poszaleć...przy solówce...Ament wchodzi na podwyższenie przy perkusji.Ed popisuje się zdolnościami akrobatycznymi,po czym markerem nakresla "Pro choice".Wizja pokazuje,że to koniec koncertu...a fonia? Nie...
Płaski przypływ...heh.Dziwnie ta piosenka brzmi bez elektryków...zaraz po niej Smoke on the water...tak dla jaj i wreszcie nieśmiertelny hymn Young'a.
Wykrzyczany.Wszystko zagrane z całej siły,surowo,prawdziwie,szczerze...jak cały unplugged.Brudny i szczery - prawdziwy aż do bólu,który słychać czasami w głosie Eda.
Przynajmniej u mnie całość nagrania(chyba najdłuższa z dostepnych)kończy ciekawy "dialog"
Mam unplugged we fragmentach,i jestem bardzo zachwycona. Brakuje mi jednak state of love and trust, a po twojej recenzji chce go jeszcze bardziej wysłuchać. Czy mógłbyś go gdzieś zamieścić może?;>
O własnie. I nasuwa mi się pewna nieścisłość. Otóż ja mam nagrania video z unplugged. I (o zgrozo) Na jednym z nich Eddie ma włosy krótkie i czapkę, a na drugim dłuugie włosy. Ktoś mnie oświeci o co chodzi?. Bo obydwa koncerty są to MTV unplugged.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum