Hmm... nię będę odkrywcza - każda z płyt coś w sobie ma... i za każdym razem to "coś" okazuje się być czymś innym...
Uwielbiam wszystkie płyty PJ... Ale żeby łatwiej było wybrać i coś napisać w tym temacie, to przyjmuję założenie, że za najlepszą uznaję tę z największą ilością takich utworów, bez których mój muzyczny świat nie byłby już taki sam
Wobec tego na podium wchodzą: Vitalogy (dodatkowe punkty za ogromną wartość sentymentalną... ale o tym pisałam w temacie Vitalogy ), drugie miejsce ex aequo: Ten i Yeld, zaraz potem No Code... reszta bez wyróżniania uwielbiana jednakowo No może dodatkowy plusik dla Backspacera za wybitnie pozytywną energię
Słucham w zależności od nastroju, chwilowej zachcianki... albo jak nagle coś mi się przypomni i tłucze przez cały dzień po głowie, a ma związek z konkretną płytą ;)
Oststnimi czasy "odkryłam" koncertówki... lepiej późno niż wcale No i muszę to napisać - Live at Benaroya Hall... cudo nad cudami ...
mosquito versus? dlaczego nie ma VS? hmmm ... no nic ;p ;)
Ależ jest Poza podium co prawda, ale jest razem z Riotem, Owockiem i Binauralem.
Ja chyba jednak mimo wszystko mam raczej sentymentalną duszę i melancholijną osobowość więc jakoś te "spokojniejsze"albumy bardziej mnie pociągają... bardziej nastrojowe... no nie wiem jak to ująć z Vs też uwielbiam wiele kawałków, ale jakby nieco mniej niż z Tena, Vitalogy czy Yielda, a ponieważ przyjęłam takie, a nie inne założenie ... to wyszło jak wyszło No ale w końcu podobno jestem piosenką Go, więc nie mogę nie lubić Versusa
pustak napisał/a:
Pisałaś, że przesiadłaś się ostatnio na wydania studyjne? :/ może Cię źle zrozumiałem, nieważne :)
Ostatnimi czasy to tak jakieś kilka ostatnich miesięcy
A na studyjne ponownie przesiadłam się ... jakieś dwa tygodnie temu. Wcześniej, przez te kilka miesięcy, meczyłam do bólu koncertówki , zwałaszcza te polecane przez Was ale własnych parę odkryć w tym temacie też mam...
Jednak chwilowo czuję jakiś przesyt i przerzuciłam się na albumy studyjne ... mąż jest mi niezwykle wdzięczny
Na dzień dzisiejszy? A więc na dzień dzisiejszy słucham twórczosci z okresu No Code- Yield, dopelnieniem tego jest Above Mad Season....
_________________ Pearl Jam, Alice In Chains, Tool, Faith No More, NIN, Kyuss/QOTSE, Soundgarden, RATM, Smashing Pumpkins, Bush, Nirvana....and many, many others:)
Oczywiście TEN.
To dzięki temu albumowi poznałam zespół, a głównie za sprawą piosenki "Jeremy".
Poza tym te mocne brzmienia i głos Eddie'ego..... bezcenne.
O kurczę... :) Kiedyś Ten, potem Binaural (baardzo długo, lubię takie klimaty i sama nie wiem, czemu tyle ludzi nie lubi tej płyty), teraz bardziej Pearl Jam... Właściwie teraz coraz częściej mi się trudno zdecydować na jedną płytę ;)
"Ten" to już nie jest tylko album. To jest kultowy album :)
Tę płytę można kochać za wszystko. Ma moc, ma genialne teksty, no i nie zapomnijmy o sile ich muzyki, sile wokalu Edka...
Takie piosenki jak "Alive" czy "Black" to są już klasyki gatunku ;)
Breed napisał/a:
TEN za Energie,Teksty,Brzmienie
Dokładnie.
_________________ Speak truth little grunge boy...
The truth is your only weapon in this fuckin' world of sinners...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum