dla mnie zawsze i wszędzie Kurt > Eddie, Chris Cornell, Andy Wood, Mark Arm i reszta. Co do Layna to się nie wypowiadam BO TO NIE GRUNGE, aczkolwiek głos również zajebisty. Szacunek mam jeszcze do Marka Lanegana ze Screaming Trees. To tyle
Hmm... Temat drażliwy. Koleś potrafił świetnie zaśpiewać ale i potrafił położyć kawałek. Najważniejszą cechą jego wokalu jest, jak ja to nazywam "przester" w głosie Potrafił facet się świetnie wydrzeć - co nie jest rzeczą obojętną w rock'n'rollu - ze nie wspomnę chociażby studyjnej wersji "Negative creep" czy wrzasku w "Where did you sleap.." z unplugged.
Technicznie chyba nie stał najlepiej z wokalem, aczkolwiek niewyćwiczone głosy byly wtedy w modzie - i mi sie podobają. Gorzej że niestety czasem po prostu dawał ciała na scenie - chociaż chyba bardziej z olewki niż przez cienki wokal. Tak na marginesie cały szumny koncert "Live At Reading" jest naszpikowany takimi wokalnymi wpadami - i szczerze nie wiem czym się wszyscy podniecają - widziałem inne ich koncerty i są o niebo lepsze.
Pomijając braki, to po prostu charakterystyczna, piękna barwa głosu. I coś takiego szczerego w śpiewie...
Gorzej że niestety czasem po prostu dawał ciała na scenie - chociaż chyba bardziej z olewki niż przez cienki wokal. Tak na marginesie cały szumny koncert "Live At Reading" jest naszpikowany takimi wokalnymi wpadami...
To można porównać do "przedąć" na instrumencie typu trąbka czy waltornia.Chcesz trafić jakiś dźwięk,ale spadasz o kawałek pół-tonu i już jest fałsz,nie wynikający ze stricte nazewnictwa ot: "fałszowanie" ale z braku techniki.Z wokalem jest tak samo.Chcesz strzelić dźwięk pewien,spiewasz energicznie,ale nietechnicznie i ups,zeszło.Krótko mówiąc: wady i zalety nieustawionego głosu lub prościej nieumiejętności technicznego śpiewania.Co do technicznych podziałów to:
Obiektywnie(przewagi techniczne,podlegające ogólnej ocenie nawet postronnych):
Skala:
1.Cornell - największa góra
2.Vedder - spora góra i ogromny dół
3.Staley - dobra góra,ale brak dołu praktycznie
4.Cobain - brak dołu,średnia góra
Moc - siła głosu:
1.Vedder - gruby i silny głos
2.Cobain - siła darcia japy,ale siła
3.Staley - dosyć cienka góra
4.Cornell - chociaż potężna skala to jednak głos lekki
Subiektywnie(bo ja tak sądzę):
1.Cobain
2.Vedder
3.Staley
...
4.Cornell
Gdzieś był temat o najlepszych wokalistach i chciałem tam to wrzucić by nie robić off'a,ale nie mogę znaleść,jak ktoś znajdzie ten temat i zachce to tam można kontynuować ten wywód.Mi się zajebiście podoba głos Cobain'a i tyle
_________________ KULT:Krzysztof Banasik,Tomek Glazik,,,PEARL JAM:Matt Cameron,Eddie Vedder, Janusz Grudziński,Irek Wereński,,,,,,,,,,,,,Stone Gossard,Jeff Ament,Mike McCready Janusz Zdunek,Piotr Morawiec,,,,,,,,,,,,,,,,,NIRVANA:Dave Grohl,Krist Novoselic,Kurt Cobain Kazik Staszewski,Tomek Goehs,,,,,,,,G,,,,,ALICE IN CHAINS:Jerry Cantrell,Layne Staley,Mike Starr,Sean Kinney
No masz rację z tym trafianiem w dźwięk - ale by się tego wystrzec to trzeba by z lekka popracować nad głosem i ładnie się przed koncertem rozśpiewać.. co mi jakoś do pana Kurta nie pasuje jakoś
PS całkowicie się zgadzam z Twoją oceną JAMik
Powiem szczerze, że teraz mnie wokal Cobaina nie kręci, jak kiedyś. Po prostu lubię ten głos, ale bez szaleństw. Chyba bardziej mi się podoba wyćwiczone darcie Cornella (btw - tu bym z tą lekkością nie przesadzała facet ma trudną do przejścia barwę) albo ciepły głos Veddera.
No po prostu - wokal Kurta pasuje do jego muzyki, ale... czegoś mi w nim brakuje :p tu się zgadzam z lather.
JAMik z oceną tez sie zgadzam, chociaż wepchnąłbym jeszcze Lanagana (barwe miał niesamowitą, linie melodyczne do wokali wymyslał genialne, dół głęboki i środek fantastyczny (szczególnie kiedy krzyczał - np. refren Troubled Times) a to jaki klimat tworzył swoim śpiewem jest nie do ocenienia). No i ranking wyglądał by u mnie inaczej, na chwile obecną:
1. Lanagan > (, Bubblegum, Całe Screaming Trees, chociaż czasmi było na jedną nute... w sumie to całokształt twórczości)
2. Staley > (nieziemski klimat wszystkich praktycznie kawałków - np "Sunshine" albo "Rotten Apple")
3. Cobain > (nabardziej lubie ballady)
4. Cornell > (szczególnie w Temple of The Dog)
5. Vedder >( wokal Eddiego uwielbiam w kawałkach typu "Leash" iczy "Deep" bo jego chropowate krzyki to poezja)
Ale najbardziej grunge'owy wokal to kwestia gustu, bo w sumie nie wiadomo nawet wg. jakich kryteriów to ocenić :]
_________________ For all the times you let them bleed you...
For little peace from God you plead.
JAMik, Staley nie ma praktycznie dołu? Nie zgadzam się, tak jak ze skalą ;d
Troche zbaczamy z tematu, ale jeśli chodzi o wokale to na pierwszym miejscu myślę, że byłby właśnie Staley. Na drugim Vedder, podobnie jak Cobain trochę szczeniacko śpiewa ;p
Cobain miał kawałek ryku, ale zadziwiająco lepiej wypadał np. w nie swoich piosenkach na Unplugged. Ej, a tak z innej beczki: wie ktos moze gdzie mozna jakichkolwiek niskich nut wokalu Staleya posluchac? Albo w ogóle jaka nagrana piosenka zawierała jego najniższą nutę? Bo tak przeczytałem Jamika wypowiedz i dopiero zauwazylem ze nie pamietam zadnych niskich lejnowych.
(po edycji \o/) V
zwrotki w love hate love są w miare niskie, znaleźliście niższe nuty?
Jamik... a to nie sa kawałki PJ czasem? :) Co do AiC to faktycznie, oni chyba nie mieli kawałków z niskim wokalem. Najniższe co znalazłem to Angry Chair i Again na zwrotce. Nooo... chyba że przyjmiemy że w Whale & Wasp Lane śpiewa tak nisko, że wydaje infradźwięki i nie jesteśmy w stanie tego usłyszeć :]
_________________ For all the times you let them bleed you...
For little peace from God you plead.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum