Grunge Forum
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Zaloguj  Download Nasze loga

Poprzedni temat :: Następny temat
Layne Staley
Autor Wiadomość
Chainer 
PrzebŻydły



Wiek: 23
Dołączył: 20 Mar 2007
Wysłany: 2008-04-25, 08:09   

No zapewne nie był zadowolony.. ale fakty mówią same za siebie.
_________________
 
 
 
anthony 


Wiek: 23
Dołączył: 24 Kwi 2008
Skąd: okolice Szczecina
Wysłany: 2008-04-26, 00:16   

Zresztą o co my się spieramy.....Liczy się tylko to,ze wszyscy razem(członkowie AIC)tworzyli jedną całość, razem tworzyli 100%.Nie ma innych procentów.No może poza tymi z alko wypijanego podczas prób,koncertów-ale to już inna sprawa :-P Nie ważne ile kto wkładał pracy w zespół,ważna jest całość w muzyce.To tak jak z organizmem ludzkim-ważny jest każdy element,organ.Tak samo jest w zespole-ważna jest każda osoba,bez wokalisty(tymbardziej takiego) gitarzysty(tymbardziej takiego) itp nie doszliby tam dokąd doszli,nie osiągneliby tego co osiągneli itp.Spieranie się kto był najważniejszy jest zupełnie bezsensowne,ważne że lubimy/uwielbiamy/kochamy ich jako całość.

Dziś mam ważny dzień,o godzinie 14 pierwsza próba z dobrze zapowiadającą się kapelą,oby narodził się tak genialny 'organizm' z jakim mamy do czynienia w przypadku Alice In Chains.... Obejrze do końca unplugged AIC(uwielbiam to oglądać,średnio patrze co tydzień) i ide spać.Pozdrawiam.
 
 
 
Chainer 
PrzebŻydły



Wiek: 23
Dołączył: 20 Mar 2007
Wysłany: 2008-04-26, 00:18   

o widzę kolega zna sie na dobrej muzyce. :D
_________________
 
 
 
lzp 
lzp



Wiek: 33
Dołączył: 01 Sie 2007
Skąd: Khazad-dum
Wysłany: 2008-06-04, 21:08   

http://www.allegro.pl/ite...yne_staley.html

Może się ktoś skusi.
_________________
Do mnożenia trzeba dwojga, znaczy się samca i samicy. Cóż to, czy te zeugle lęgną się niczym pchły albo myszy, ze słomy zgniłej w sienniku? Każdy głupek to przecież wie, że nie ma myszów i myszowych, że wszystkie one jednakie i lęgną się same z siebie i ze słomy zgniłej.
 
 
trevor 
in your mind



Wiek: 19
Dołączył: 14 Sty 2007
Skąd: podkarpacie
Wysłany: 2008-06-29, 09:13   

wróce jeszcze do wczesńiejszego wątku

Nie wie ktoś na kiedy zapowiadana jest premiera tego filmu ?
_________________
---------------------
Kiedy ktoś napotka kogoś
kto buszuje w zbożu...
----------------------
 
 
 
ariel



Dołączył: 13 Sie 2008
Wysłany: 2008-08-13, 02:40   

Uważam,że to wybitny wokalista. Miał niesamowite wibrato w głosie,że ciarki przechodzą. Po latach, gdy pamiętam,jak powstawał grunge uważam Alice in Chains i Layne'a za nalepsze osiągnięcie tamtego czasu. A potem Pearl Jam i Soundgarden.

[/youtube]
 
 
ariel



Dołączył: 13 Sie 2008
Wysłany: 2008-08-13, 02:40   

trevor napisał/a:
wróce jeszcze do wczesńiejszego wątku

Nie wie ktoś na kiedy zapowiadana jest premiera tego filmu ?


Nigdzie nic o tym nie piszą. Podejrzewam,że w dobrym wypadku w następnym roku.
 
 
Chainer 
PrzebŻydły



Wiek: 23
Dołączył: 20 Mar 2007
Wysłany: 2009-04-05, 19:59   

No i tak 7 lat temu, mniej więcej o tej porze Layne Staley umierał w samotności, po tym jak wyrzekł się Alice in Chains, jej członków i wszystkich, którzy chcieli mu pomoć, ktorzy starali się byc dla niego czymś więcej, niz jego najlepsza kochanka - heroina. Niestety nie udało sie... człowiek, ktory strworzył tak wspaniała muzykę, który posiadał niesamowita charyzme, którego jak wynika z relacji przyjaciol, kochali wszyscy, którzy mieli z nim styczność...umierał, umierał sam..nie było przy nim nikogo..nikogo, kto mogłby powiedzieć, że tam będzie lepiej..że jest nadzieja na lepsze życie, po tej drugiej stronie. Czy zasłużył sobie na to?..nikt nie zasługuje na śmierć, a na pewno nikt nie zasługuje na śmierć w samotnośći.
Jego ciało znaleziono 20 kwietnia, ważył 40 kilogramów a na stoliku obok znaleziono mieszanke heroiny z innymi narkotykami...tak śkończył człowiek, który przynajmniej dla mnie znaczył bardzo wiele, bardzo wiele zyskałem dzięki jego muzyce, dzięki temu jaka postawe przybierał wobec otaczającego go świata, po częsci na pewno go naśladuje..mimo, że nie miałem okazji go poznać, posłuchac jak wydziera się niczym obdzierany ze skóry..a chciałbym, chciałbym bardzo.
Dlatego dzisiaj, jak co roku...odsłucham jakiegoś Dirt'a czy Jar OF flies, pomyśle o tym, że kiedys na ziemi był taki człowiek jak Layne Staley, i to będzie jakaś cześc dla niego.. bo to jest rehabilitacja za to, że wtedy kiedy nie powinien, był sam.
Można tylko przypuszczać, że teraz wiedzie spokojny żywot u boku swojej ukochanej Demri i jest im dużo lepiej, niz było po tej stronie...mam nadzieje, że tak jest.


Layne Staley 22.08.1967-05.04.2002.
_________________
 
 
 
JAMik 
Poligon nr. 4



Dołączył: 16 Cze 2006
Wysłany: 2009-04-05, 20:25   

Napewno nieprzeciętna barwa głosu,loekko ciągnięta z nosa,podchrypnięta kiedy trzeba i z mocą.Na mnie muzycznie też zapewne Staley i całe działające za jego czasów AiCh miał wpływ.Jak każdego człowieka szkoda.

Napisałem kiedyś coś takiego,takie ogólnie o końcu szeroko pojętymm Layne'a...

Kiedy się w to bawiłem
jak każdy na mym miejscu
czułem sie zajebiście
zbliżałem się ku szczęściu
i nie myślałem, że
to wszystko skończy się
co miało być cudowne
skończyło się potwornie
Skrywałem to przed Tobą
słabość i moja miłość
nie mogą razem w parze
podążać znając się
najgorsze z tego to
że znasz już moje zło
i zapragnełaś nagle
razem ze mną iśc w to bagno

Mówiłaś damy rade, zostawimy to kiedy zechcemy
to tylko dla zabawy nic do tego nie mają problemy
nadchodzący trzeźwy dzięń nie przeraża Cię
jeśli na jego końcu zatańcze obok Ciebie

To moja chora bajka
Ty tylko tu przejściowo
mówiłem wiele razy
odstaw to bo będzie źle
zatracasz się w nałogu
fałsz zlewa się już z prawdą
nigdy nie było aż tak źle
bo nagle nie ma Cię...

Biorę kolejny raz by zapomnieć o tym,żę
byłaś najlepszym w życiu co mogło spotkać mnie
stan mojej beznadziei pogłębia się tak, że
jest tylko 1 droga dokąd to prowadzi mnie...

Maluje całe dnie
powoli kończe się
odchodze wolno to za kare
to pokuta jest
artysta pełen pasji
sukcesem otaczany
teraz umieram sam
ja, syf i cztery ściany.
_________________
KULT: Krzysztof Banasik,Tomek Glazik,,, PEARL JAM: Matt Cameron,Eddie Vedder,
Janusz Grudziński,Irek Wereński,,,,,,,,,,,,,Stone Gossard,Jeff Ament,Mike McCready
Janusz Zdunek,Piotr Morawiec,,,,,,,,,,,,,,,,,NIRVANA: Dave Grohl,Krist Novoselic,Kurt Cobain
Kazik Staszewski,Tomek Goehs,,,,,,,,G,,,,,ALICE IN CHAINS: Jerry Cantrell,Layne Staley,Mike Starr,Sean Kinney
 
 
Chainer 
PrzebŻydły



Wiek: 23
Dołączył: 20 Mar 2007
Wysłany: 2009-04-05, 20:29   

Pamiętam ten kwałek Jamik, taki życiorys Staleya w skrócie.. bardzo trafiony zresztą.. :)
_________________
 
 
 
Norbert 


Wiek: 18
Dołączył: 05 Kwi 2009
Skąd: Puławy
Wysłany: 2009-04-05, 22:52   

Dla mnie taką najlepszą refleksją i piosenką na ten dzień jest would? w wykonaniu unplugged. Co tu dużo mówić, mimo, że piosenka, przynajmniej moim zdaniem, kiedy została napisana mówiła o czymś innym, to właśnie w wykonaniu unplugged zyskuje nowe, bardziej osobiste znaczenie dla Layne'a, a w szczególności ostatnie wersy, wystarczy wtedy tylko wsłuchać się w muzykę spojrzeć na Staley'a, który w tamtym okresie swojego życia śpiewa słowa:

Am I Wrong?
Have I Run Too Far To Get Home?
Am I Gone?
Left You Here Alone?
If I Would Could You?


i wtedy ta piosenka nabiera właśnie tego innego znaczenie, staje się ona jeszcze bardziej osobista i za każdym razem słuchając tego utworu, wydaje mi się, ze Layne pytał wtedy sam siebie.

Niestety, był już za daleko od domu...
_________________
Don't Worry, Be Happy
 
 
 
soay 



Wiek: 17
Dołączyła: 31 Sty 2009
Skąd: Gdańsk.
Wysłany: 2009-04-06, 19:00   

Norbert napisał/a:
Am I Wrong?
Have I Run Too Far To Get Home?
Am I Gone?
Left You Here Alone?
If I Would Could You?

i wtedy ta piosenka nabiera właśnie tego innego znaczenie, staje się ona jeszcze bardziej osobista i za każdym razem słuchając tego utworu, wydaje mi się, ze Layne pytał wtedy sam siebie.

Niestety, był już za daleko od domu...


Muzyka zwykle stanowi zwierciadło, więc coś w tym jest. Efekt działań twórczych zawsze będzie czymś subiektywnym. Autor mimowolnie zawrze w nim część siebie... Czasem nie zdajemy sobie z wielu rzeczy sprawy. Wytyczamy nową ścieżkę, nie mając nawet pojęcia, gdzie tak naprawdę nas doprowadzi.
 
 
 
Norbert 


Wiek: 18
Dołączył: 05 Kwi 2009
Skąd: Puławy
Wysłany: 2009-04-06, 19:56   

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że to Staley nie był autorem tych słów, a jednak w jakimś sensie Cantrell napisał słowa, które później w przyszłości okazały się czymś prawdziwym dla Layne'a. I naprawdę jak to śpiewa na unplugged ma niesamowitą mimikę twarzy, a może po prostu to z naćpania tylko
_________________
Don't Worry, Be Happy
 
 
 
JAMik 
Poligon nr. 4



Dołączył: 16 Cze 2006
Wysłany: 2009-08-23, 19:20   

BARRETT MARTIN’S TRIBUTE TO LAYNE STALEY




Found this on the findadeath.com Layne Staley forum thread posted by RodeoQueen. I thought I would post this since it is the weekend of Layne Staley’s birthday, here is Barrett Martin of Mad Season and The Screaming Trees tribute to Layne Staley that he wrote shortly after the legendary singer’s death in 2002:

Another one of our best and brightest has fallen. Layne Staley died alone in his Seattle apartment sometime last week. We are all very saddened at the end of this remarkable man’s life, but whatever the cause of his death, it is unimportant, because death is really just the punctuation mark on the life itself.

As an ordained former Zen monk, I learned to meditate on death frequently — it is one of the primary practices. In doing so, you eventually come to realize that life and death are one and the same, two sides of the same continuum. If life can be expressed as a circle, then birth and death are literally the same singularity on that circle. Chief Sealth, Indian leader of what became Seattle, once said, “There is no death, only a change of worlds”. Now Layne Staley has changed his worlds.

I learned long ago that a person’s addictions and obstacles are merely the outer veneer that hides the true spirit within. If you were fortunate enough to know Layne, you would know what I’m talking about. If we look at his strengths and talents, his gift to us becomes clear: His life was expressed in his words and in his music. Listen to them! He said a lot in a very short period of time.

One of the things that always stuck with me about Layne was an early conversation we had about our past day jobs. He and I had both worked as carpenters, and we talked about our lives before and after musical success. We both agreed that music was, by far, a much more difficult profession that required a tremendous amount of discipline and physical fortitude. You could leave the tool belt at the job site after a day’s work, but you carried the music with you long after you left the studio or the stage. It WAS your life. He approached his “work” like a skilled craftsman and I think that is why any musician who has had to truly work for a living, can express themselves in that blue collar, working man kind of way, the way Layne did.

When he was at his peak of greatness, he was awesome to behold. His command of his voice and natural charisma was a very rare combination indeed and those of us who toured with him and saw him onstage remember the power he held. His unique vocal style has been frequently imitated since the heyday of the Seattle music scene, but none will ever really come close to his mastery. He was most certainly “a natural” and one couldn’t have imagined a more perfect embodiment of a rock singer. Surprisingly, behind this outer image, was a very intelligent, gracious and humble man.

When Alice and the Trees toured together over the course of 12 months and in as many countries, I saw a different side of Layne. His guest list, for example, was not for friends or elite patrons of the rock circuit; it was for the kids who couldn’t afford to by a ticket. I remember an argument he had with a tour manager who needed Layne’s share of the list for some VIPs. Layne refused to give it up saying, “Those people can afford to buy their own tickets, those kids out in front of the club cannot”. He refused to budge on this and that’s when I knew he really had backbone. Because those kids were the ones he thought should really see his show, those of the dispossessed.

I remember wandering around European cities with him and talking about the age and history of the places we were in, marveling at the architecture, the differences in style. He really had a keen intellect and a wicked sense of humor and he always made us laugh at the profane.

A couple years later when we formed our own band, Mad Season, we talked about how our life experiences, together and separately, had brought us all to this singular point. The point of deciding to create together, with the focused intention of making a great record.

And that is exactly what we did. We made the record we wanted to make, about how we felt, musically and spiritually. I have always felt that it was the finest rock record I ever had the privilege of making, and I think the rest of the band would agree.

Unfortunately, we lost Baker Saunders, the bassist, a couple years ago, in a similar manner. Now there are only three of us from that band left, but the music we made together is the statement of that friendship and trust. And I think that is what defined Layne as an artist: because he made the kind of music he wanted to make, not what the trends dictated. He cut a wide swath through popular music with his style and it helped define the trends that are still being copied today. He lived what others pretended to. And then he wrote about it.

My best memory of Layne was when we were making the Above album. He was in the studio lounge reading Kahlil Gibran’s The Prophet. I had read it a few years earlier so we started talking about what it meant to be an artist and have a spiritual message. I don’t need to get into the specifics of the conversation, but suffice it to say that Layne Staley felt as though he was on a spiritual mission through his music. Not a rock mission, a spiritual mission. And I think that is evident in his words and in the timbre of his voice. When you hear it, you know it. He was an authentic artist in a time of imposters.

I’m not going to quote The Prophet, you can read that for yourselves. But I would like to quote a Japanese death poem in the form of Jisei, the art of writing a final poem moments before one’s death. This one seems to best describe how I felt about Layne Staley, in his life and his death.

My sword leans against the sky.
With its polished blade I’ll behead
The Buddha and all of his saints.
Let the lightning strike where it will.
(Shumpo Soki, Zen Master, died January 14th, 1496 age 88)

Barrett Martin (Screaming Trees, Mad Season
_________________
KULT: Krzysztof Banasik,Tomek Glazik,,, PEARL JAM: Matt Cameron,Eddie Vedder,
Janusz Grudziński,Irek Wereński,,,,,,,,,,,,,Stone Gossard,Jeff Ament,Mike McCready
Janusz Zdunek,Piotr Morawiec,,,,,,,,,,,,,,,,,NIRVANA: Dave Grohl,Krist Novoselic,Kurt Cobain
Kazik Staszewski,Tomek Goehs,,,,,,,,G,,,,,ALICE IN CHAINS: Jerry Cantrell,Layne Staley,Mike Starr,Sean Kinney
 
 
Norbert 


Wiek: 18
Dołączył: 05 Kwi 2009
Skąd: Puławy
Wysłany: 2009-08-24, 09:52   

Bardzo fajny wpis. Nie wiedziałem o tych dzieciakach, ale to bardzo fajne xd.

I chyba w tym nowym AiC brakuje tej autentyczności i tego spiritual. Jest fajna muzyka, ale dusza już nie ta.
_________________
Don't Worry, Be Happy
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
NIRVANA
HOLE