Mimo, że jakos wielkim fanem Alicji w Łańcuchach nie jestem (Layne'a za to bardzo lubię za płytę Above jako Mad Season) to bardzo ich szanuje. A za najlepszą ich płytę uważam album Dirt, najbardziej przypada mi do gustu z repretuaru AiC :)
Pozdrawiam
--------------
A mnie zastanawia jedno - tylko ja wskazałem Alice In Chains, jako ulubioną płytę Alicji :P Jak już wspomniałem wcześniej, na niej chłopaki zgromadzili całą tę mroczną i 'niedopowiedzianą' energię zespołu, a wokal Layne'a zdaje się wzbijać na wyżyny - do tego można wręcz dotknąć tego gęstniejącego klimatu, jaki tworzy muzyka na ostatnim studyjnym dziecku AiC.
Dirt bardzo mi się osłuchało, podobnie jak Facelift. Jar of Flies i SAP traktuję jak takie minialbumiki (w sumie ten drugi nim jest ;) ), Unplugged - genialne, najlepsze jakie do tej pory słyszałem - dla mnie przebija PJ i Nirvanę o kilka 'długości' - natomiast Alice In Chains... to majstersztyk. Płyta powinna być sztandarową cięższego rockowego grania...
"Sap" i "Jar of Flies" to akurat EP'ki. Co do najlepszego albumu, dla mnie jest nim właśnie "Jar of Flies", zajebiście mi się te pieśni w akustycznych aranżacjach podobają. Inne albumy też są dobre, ale ta epka najwięcej gościła w mym foobarze.
Moim ulubionym albumem jest zdecydowanie i bezapelacyjnie Tripod.
Jeśli jednak miałabym uzasadnić, to...hmm...ciężko by było Po prostu ciężko to wyrazić słowami... Na tej płytce praktycznie każdy kawałek jest moim ulubionym.
Może i Dirt jest najłatwiejszy w odbiorze i od razu trafia do człowieka, ale według mnie też najszybciej się nudzi.
Facelift z kolei jest niezaprzeczalnie wielkim dziełem, ale ani razu - słuchając go - nie miałam dreszczy
Sap i Jar Of Flies, chociaż są magiczne, to jednak tylko EPki.
Kocham też MTV Unplugged, ale... i tak bardziej kocham Tripoda
Zdecydowanie "Facelift" Nie ma to jak surowość materiału i chyba najbardziej niedoceniany utwór AiC tzn. "We Die Young" (Wprawdzie wszyscy go znają, ale jednak nie tak jak "Rooster" czy "Down in a Hole", a wg mnie jest na podobnym poziomie :) ) Póżniej długo długo nic i "Unplugged"
Własnie ;]
Z początku Facelift mi sie nie spodobało, ale z czasem pokochałam to surowe granie
It ain't like that, bleed the freak
Ale Dirt nic mi nie zastąpi, ze wzgledu na Down in a hole i Would. :)
_________________ Never thought you'd fuck with my brain
*
Dance me to the end of love...
Dirt!!! Jakoś zrzuciłem sobie na pendriva, a że nie miałem więcej miejsca słuchalem go notorycznie w pracy. I tak zostało. Roster i Would?
_________________ Do mnożenia trzeba dwojga, znaczy się samca i samicy. Cóż to, czy te zeugle lęgną się niczym pchły albo myszy, ze słomy zgniłej w sienniku? Każdy głupek to przecież wie, że nie ma myszów i myszowych, że wszystkie one jednakie i lęgną się same z siebie i ze słomy zgniłej.
Po zapoznaniu się z całą dyskografią stwierdzam że bardzo trudno wybrać ulubiony album, wszystkie są świetne :) Jednak na szczycie umieszczę chyba na równi Facelift i Alice in chains ;]
_________________ I'm not like them
But I can pretend
The sun is gone,
But I have a light
The day is done,
I'm having fun
I think I'm dumb
Or maybe just happy
Musze przyznac ze wybor był arcytrudny .Ale po dluzszym na mysle stwierdzam ze moim ulubionym albumem jest tripiod,dlatego ze jak ktos juz napisal na tym forum jest to najbardziej aliceinchainowska płyta w ich dorobku.na dodatek znajduje sie tam moj ukochany utwor Shame in you. Na drugim miejscu jest dirt-płyta ktora wymiata pod każdym względem,swietne teksty niesamowita muzyka
Najczęściej gości w moim odtwarzaczu Facelift, za każdym razem jak go włączam to już musi zostać przesłuchany do samego końca. Gdy tylko pojawia się w głośnikach Riff z pisoenki "We die young" od razu moj dzień staje się lepszy
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum