-Severed hand rozpoczęte z podwójnym intrem
-w lukin rzadko można zrozumieć Eda na żywo.W chorzowie zupełnie śpiewał cos innego niż zawsze
-Ed zapomina początku Indiference i wsłuchuje się w tłum by zczaić co ma śpiewać dalej
-Ament jak zawsze gra Jeremy'ego na swoim czarnym basie(napewno od 2005),i tak było i wczoraj
Gdyby Jeremiasz był basem to wyglądał by w rękach Amenta tak
_________________ KULT:Krzysztof Banasik,Tomek Glazik,,,PEARL JAM:Matt Cameron,Eddie Vedder, Janusz Grudziński,Irek Wereński,,,,,,,,,,,,,Stone Gossard,Jeff Ament,Mike McCready Janusz Zdunek,Piotr Morawiec,,,,,,,,,,,,,,,,,NIRVANA:Dave Grohl,Krist Novoselic,Kurt Cobain Kazik Staszewski,Tomek Goehs,,,,,,,,G,,,,,ALICE IN CHAINS:Jerry Cantrell,Layne Staley,Mike Starr,Sean Kinney
Odnośnie tego słynnego basu Jeffa: To HAMER ekskluzywna firma produkująca jedne z najlepszych i najdroższych basów na świecie. 12 strunowe cudeńko, o którym marzą najlepsi basiści świata. A Jeff ma go już bardzo długo. Na pewno gra na nim już od 1996 roku. Kiedyś widziałem wywiad z Pilichowskim, w którym z łezką w oku przyznał, że taka gitara to jego niedoścignione marzenie. Stwierdził, że jeszcze go nie stać na taki sprzęt... Może dlatego, że wciąż się pląta z Kasią Kowalską...
Co do wrażeń z koncertu, to już chyba wszystko zostało powiedziane, a mi po prostu brak słów szkoda, że był taki poślizg.. Nie wiem czy wiecie o tym, bo nie zdążyłem przeczytać wszystkich postów: Ktoś widział oryginalną setlistę jaka miała być zagrana gdyby nie poślizg. Oto pominięte z niej utwory:
Release (opener), Ghost, Alone, Alive, RITFW, Crazy Mary, Hide your love away, Soon forget, Last kiss, Sad, Yellow Ledbetter
hmmm ... czy ktos wie moze co za wino popijał Edek
_________________ I don't need anyone, don't need no mom and dad
Don't need no good advice, don't need no human rights
I got some news for you, don't even need you too
I got my time machine, got my 'lectronic dream
bylo cudownie, najlepsze momenty "tu tu tuuuuu", wspólne klaskanie, no i laska co jak pokazywali na telebimie a ona o tym nei wiedziala, jaka pozniej mine strzelila :P:P:P
Kto nie był - to nie zrozumie...
Koncert był po prostu niesamowity. Jak teraz oglądam te filmiki z koncertu to łzy same stają mi w oczach. Nie sądziłam, że będzie mi dane być na Ich koncercie… Pierwsze uczucia to ogromna radość, ale i ogromne wzruszenie. Eddie tak pięknie zaśpiewał „I Am mine”... I jak zagrali „Black”… To te bardziej nostalcziczne, rzewne momenty… Ale te ostrzejsze utwory zagrali z fenomenalnym kopem! Normalnie nie do opisania. W ogóle wszystko zagrali cudownie! Z taką energią, z takim uczuciem.. Wyraźnie widać było, że zespół lubi polską publiczność, że nas ceni.. Te specjalne podziękowania, nie mówiąc już o przemowie Eddiego po polsku… Genialne. To takie wspaniałe uczucie stać w tym tłumie, razem ze skaczącymi i śpiewającymi ludźmi, szaleć razem z nimi… Piękne było, jak pod samą sceną zaczęli rozdawać wodę w plastikowych kubeczkach i ludzie nie wypijali tego sami, tylko brali mały łyczek i podawali dalej, do tyłu, aby inni też się napili. I te kubeczki ponoć zaszły daleko w tłum… Strasznie mi się to podobało, taka jedność i solidarność wśród ludzi. Albo jak byliśmy strasznie rozpaleni skakaniem, machaniem rękami itp., to co jakiś czas ludzie stojący z przodu oblewali nas wodą – to też było świetne. No i wiadomo – najbardziej niesamowite było śpiewanie razem z zespołem. To wszystko wykrzykiwane i odśpiewywane chórem robiło ogromne wrażenie. Stałam dość blisko sceny, prawie pod samym telebimem, dokładnie widziałam twarz Eddiego (jego najlepiej, bo on dużo biegał po scenie i często podchodził tą część sceny, pod którą stałam), ale też innych muzyków grupy (ich trochę gorzej - za niska jestem i mi zasłaniali - ale też w miarę ok). Wśród muzyków wyraźnie widać było poruszenie i zadowolenie, to, że nie rozczarowali się nami. :D Z resztą Eddzie pod koniec powiedział, że byliśmy cudowni. Ogólnie koncert był kapitalny, zagrany z takim niesamowitym powerem, uczuciem, przekazali tak ogromny ładunek emocjonalny… Zastanawiałam się, czy artystom czasem nie nudzi się grać starszych kawałków, jak np. „Even Flow” czy „Jeremy”. Oni zagrali to tak, że nie dało się poznać, że te piosenki są „wymiętoszone” przez te wszystkie lata grania koncertów… Zero znudzenia czy zniechęcenia.. Z resztą.. To w końcu Pearl Jam.
Na koncercie spotkałam się z Wolfy (oczywiście, przecież z nią przyjechałam;P), z Agi, YodaMem i jego koleżanką Kingą, Swapperem, Jammerką, JAMikiem, Scarlett, MaaDem, Hiroszimą i Cookie Jar. Na żywca okazaliście się naprawdę świetnymi ludźmi!!! Dziękuję za ten krótki, aczkolwiek wspaniały czas spędzony razem. Było super!
PS. Przepraszam, że napisałam to tak chaotycznie, ale strasznie trudno jest uporządkować te przeżycia, emocje, uczucia i nie wiem co jeszcze. Wiem, że to, co napisałam może wyglądać trochę banalnie i infantylnie w oczach stałych koncertowiczów, ale dla mnie był to pierwszy, poważny koncert na którym byłam i to dlatego moje spostrzeżenia i przeżycia są bardzo świeże, spontaniczne i subiektywne, nie potrafię dokonać obiektywnej, krytycznej oceny.. Dla mnie wszystko było super. Jeszcze raz dziękuję tym, którzy mniej lub bardziej pomogli mi i tym samym umożliwili udział w tym koncercie. THANK U.
_________________ - ...stwierdzono u niej wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa,
agresji, gwałtownych wybuchów gniewu a także wybujały temperament.
- u każdej baby można stwierdzić coś takiego.
kurcze jak pięknie piszecie o tym koncercie ale to wszystko prawda, Ci którzy nie byli na prawdę niech żałują, też dzisiaj jak se obejrzałem filmiki z black i nothingman wzruszyłem sie :) a przy Even Flow byłem "w górze" :D to dopiero zajebioza nie zapomne tego do konca życia, na następny koncert wybiore sie choćby nie wiem co :)
Pojechałem na ten koncert nie będąc do tej pory wielkim miłośnikiem dorobku muzycznego Pearl Jam, ale już wcześniej w momencie kiedy w styczniu dowiedzieliśmy się z koleżanką o planowanym występie zespołu w Polsce moje muzyczne fascynacje dzięki niej stopniowo ewoluowały ku właśnie takiej muzie. W chwili gdy minąłem bramki Stadionu Śląskiego ogarnęła mnie ta wyjątkowa atmosfera i wiedziałem że przeżyje chwile muzycznych uniesień, które pozostaną na długo w mojej pamięci.
I tak właśnie było - chorzowski koncert Pearl Jam uświadomił mi poczucie wartości dokonań Eddiego i jego zespołu. Poczułem że muzyka którą poznałem dzięki komuś bliskiemu zagości na stałe w moim życiu.
Tych kilka godzin spędzonych w Chorzowie wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie i juz teraz chetnie zadeklarowalbym udział w kolejnym koncercie z Pearl Jam w roli glownej.
Chciałbym podziękowac niniejszym tej wyjątkowej osobie za to, że dzięki niej poznawałem chronologicznie płyty zespołu, a to w znacznym stopniu przyczyniło się do mojej decyzji o wyjeździe do Chorzowa i delektowaniu się tą muzyczną ucztą.
PJ pokazał przede wszystkim jak wielkim zespołem jest w porównaniu do takiego LP. Pokazali klasę na którą tamtych nigdy nie będzie stać. Ładnie. Zmietli tych skejtowatych fanów mtv z powierzchni ziemi. Wspaniałe wydarzenie, tyle energii, emocji,ojoj..
moim zdaniem takie porównania LP do PJ świadczą o niedojrzałości. upodobania muzyczne to zawsze tylko subiektywna sprawa, poza tym muzyka powinna łączyć, co ładnie pokazał chester z LP, gdy opowiadał o PJ. żeby nie było ja uwielbiam PJ, koncert niesamowity:)
Wrażenia nie do opisania, ale zawsze można spróbować. ;)
To było coś wspaniałego, cudownego i na pewno niezapomnianego. Dzień pełen oczekiwania, wieczór pełen emocji…
Gdy zespół wyszedł na scenę – ogromna radość;
Gdy rozpoczęli występ – szaleństwo i głupawa;
Mogłam tam stać, skakać, śpiewać, klaskać, podziwiać, a przede wszystkim czuć i pochłaniać tę muzykę cała sobą, chociaż w jedności z innymi!!
Publiczność czuła Pearl Jam, a zespół czuł nas.
Dostarczyli tak wiele wrażeń. Dreszcze, wzruszenie, szczęście, satysfakcja.
Ed próbując wysłowić się po polsku chyba oczarował wszystkich.
Najbardziej czekałam na Even flow. Nie jest to mój ulubiony kawałek Pearl Jamu, ale czułam, że to będzie 'eksplodująca bomba' i faktycznie tak było; ( przy tym bawiłam się najlepiej :D)
Na koniec delikatne rozczarowanie/zdziwienie…że tak krótko, że już…Pozostał lekki niedosyt, ale warto było.
Pierwszego dnia po koncercie cały czas po głowie chodził mi Black – chyba to Nasze Wspólne wykonanie najbardziej do mnie trafiło.
W sumie minęły już 3 dni od tego wydarzenia, a ja nadal jestem w transie.
Na chwilę obecną zdjęcia mogę jeszcze oglądać, ale gdy włączę jakiś filmik, zaraz zaczynam płakać. It was World Wide Suicie!!!
I jeszcze:
Gorące pozdrowienia dla forumowiczów, z którymi było mi dane się spotkać (szczególnie dla tych, z którymi mogłam się wspólnie ponudzić siedząc w kółeczku :P :D). Dzięki za wszystko. ;) I specjalne podziękowanie dla Meredith (chyba wiesz za co (nie, nie za zęba:P))
Meredith: Czyli za co? Za dwie wspólnie spędzone noce? :D W jednym łóżku, pod jedną kołdrą... ;]
Dupa! :D Noce też były fajne ;], ale ja nie o tym myślałam. :P
_________________ Io sono il Lupo, impronte sulla neve, impronte presto cancellate...
...bue bue bue...
...ja nic nie wiem...nie mam nic do powiedzenia...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum