Marzenie członków zespołu wreszcie się spełniło! Podczas jednego z koncertów Neil Young zaproponował chłopakom współpracę przy albumie.
Nie byłoby w tym albumie nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że po pierwsze w całości został nagrany wspólnie z legendą amerykańskiego rocka – Neilem Youngiem, a po drugie to album nie sygnowany nazwą Pearl Jam (może dlatego JAMik nie założył tego tematu!? Nieważne.. w każdym razie oby się na mnie nie obraził, że zrobiłam to ja )
W skład zespołu w tym projekcie wchodzi- Neil Young, Jeff Ament, Stone Gossard, Mike McCready, Jack Irons, Brendan O'Brien, no i Eddie Vedder
Co ciekawe, album był tworzony w ekspresowym tempie, bo w ciągu zaledwie 4 sesji, które dokładnie odbyły się 26-27 stycznia oraz 7 i 10 lutego 1995 roku w Bad Animal Studio. Wydany oficjalnie 27 czerwca tego samego roku.
Praktycznie wszystkie utwory, które znalazły się na albumie studyjnym zostały napisane przez Neila Younga, za wyjątkiem Peace And Love, której część napisał Eddie Vedder - co do tej piosenki - to jedyna, w której pojawia się duet Vedder- Young, co (jak dla mnie!) jest minusem tego projektu. Tematyką tekstów na Mirror Ball jest raczej przeszłość.
Ogólnie utwory są dosyć długie, ale luźne, prezentują surowy styl, w którym czuć pejtolów.
Singlem tego albumu jest Merkinball (tym razem podpisany Pearl Jam), wydany 5 grudnia 1995 roku. Na krążku znalazły się dwa utwory:I Got Id... i Long Road -agrane podczas tej sesji, wszystkie teksty napisał i zaśpiewał Eddie. (Skład: Eddie Vedder(wokal, gitara), Neil Young(gitara, wokal, harmonijka), Brendan O'Brien (na gitarze basowej w pierwszym utworze) i Jeff Ament (na gitarze basowej w drugim utworze).
Moim zdaniem rewelacja. Szkoda tylko, że tak mało tam głosu Eddiego... Prawie w ogóle. Gdyby było inaczej, kochałabym ten album (a tak to tylko uwielbiam ;)). Nie mam pojęcia, ile razy przesłuchałam "Mirror Ball", ale jest to z pewnością liczba niemała :)
Miałam ogromny problem z wybraniem ulubionej piosenki z tej płyty. Najbardziej jednak lubię chyba "I'm the ocean". Na drugim miejscu "Throw your hatred down".
Jak dla mnie średnia płyta. Albo przyzwoita, to chyba dobre określenie. Nie zaskakuje mnie zupełnie niczym. W skali 1-5 dostała by 3 gwiazdki. Jest to kawałek dobrego rocka, ale wg mnie nic do czego można by wzdychać, może zresztą dlatego płyta nie cieszy się raczej wielkim wzięciem wśród fanów PJ (nie liczę zapaleńców), nie wiem jak tam z fanami Neila.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum