Ehh to mial byc wielki come back grupy, powrot do korzeni, płyta na miarę TEN...i co tam jeszcze...
a wyszło slabo,...ok zacznę od pozytywów, te zaczynają się pod koniec płyty, gdzieś od Gone w doł, przypomina mi to stary dobry PJ..podobaja mi się te kawalki..fajny glęboki wokal Veddera, rozwijajace się formy utworow (delikatnie by potem nabrać dynamiki), klimat...
Gdyby wziąść to co najlepsze z tej plyty, dodać 2 kawałki z Riot Act (Save You, Love boat Captain) i dodać to co najlepsze z Binaurala to mamy kolejny świetny album PJ..a tak to mamy
..ano mamy niby rock'n'rollowa jazdę, slucham pierwsze 3 kawalki i juz nie moge, Eddie nie umie śpiewać, to nie ten wokal, niby chrypa ale gdzież jej do tej sprzed dekady, niby ostro, ale slychac melodie i linie wokalne robione na siłę, niby ma być luźno wyszło bez polotu..ale co tam edek, reszta ekipy nie potrafi stworzyć fajnych prywajacyh riffow, nie potrafi zagrać ciężej, bo niby ostro do przodu, ale tak jakby chcieli odciąć się od czadow z VS, Vitalogy....coś z Hendrixa, coś z Stonesow, coś z Younga...ale to wszystko nie trzyma sie kupy...muzyka w pewnym momencie nurzy...
Cholera nie po to zarywalem noce sluchajac po raz n-ty pierwszych 5 plyt zespolu, by teraz powiedzieć Avocado to rzecz wielka..NIE! PJ to nie debiutant z kręgu indie! PJ to wielki zespol, ktoremu nistety zdarzyly się wpadki...od wielkiego zespolu wymagam więcej...
_________________ Pearl Jam, Alice In Chains, Tool, Faith No More, NIN, Kyuss/QOTSE, Soundgarden, RATM, Smashing Pumpkins, Bush, Nirvana....and many, many others:)
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum