brak na niej wyróżniających się kawałków, wszystkie utrzymane są - jak dla mnie - na jednym poziomie.
dokładnie- na bardzo wysokim poziomie
Moja ulubiona płyta Alice In Chains. Zazwyczaj mam problemy z takim wyborem, ale w przypadku AIC jest on dla mnie oczywisty. Facelift to dzieło bardzo niepokojące, ciary na plecach i obłęd w oczach. Kiedy jej słucham to słucham całą sobą, dużo emocji i destruktywny wpływ na psychikę ma. I za to ją kocham. Chylę czoła do ziemi, od początku do końca Facelift to cudo!
_________________ the further we go and older we grow,
the more we know, the less we show..
Zgadzam sie z Hiroszimą płyta na naprawdę wysokim poziomie. Ma coś w sobie ale czegoś moim zdaniem brakuje, tego co na kolejnych wydaniach daje tak niesamowitego "kopa":P
Oczywiście znajdują się tutaj utwory, których nie znac byłoby naprawdę szkoda...
Man in the Box... I Can't Remember, Love Hate Love czy Bleed the Freak-"name your god and bleed the freak..." świetne!
_________________ so, so you think you can tell heaven from hell
blue skies from pain
can you tell a green field from a cold steel rail?
a smile from a veil?
do you think you can tell?
Od tej płyty zaczeła sie moja przygoda z Alicją.Nie trzba dodawac ze to wspaniała płyta.Na tym albumie wszystkie piosenki są dobre,ale 2 z nich szczegolnie "ubostwiam" a mianowicie Love hate Love-Arcydzieło poprostu krotko mówiąc
Bleed the freak-to powinien byc singiel promujący Facelifta
Toż to najczęściej wysłuchiwana przeze mnie płyta! :D
Gdy pierwszy raz to usłyszałem... ten mocny riff na początku We Die Young... Niszczący wokal w Love, hate, love... Przez 10 minut nie mogłem dojść do siebie! Cały czas podśpiewuję sobie to pod nosem, nie mogę się od tego uwolnić.
Bardzo wysoki poziom, aż trudno uwierzyć, że to debiutancki krążek. Man in The Box, Sea of Sorrow, Bleed The Freak, Sunshine, Confusion. Zajebista płyta.
Taką Alicję lubię. Ostrą, surową, brudną. Pierwsze 6 piosenek rozpierdala generalnie. A Love, hate, love, czy We die young to chyba dwie najlepsze piosenki jakie znam.
_________________ ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, wielokrotny Mistrz Polski, medalista siatkarskiej Ligi Mistrzów i Pucharu CEV!
Szły mróweczki przez zielony las...
i śpiewały cichuteńko tak:
DO BOJU, DO BOJU, DO BOJU KĘDZIERZYN!
Taką Alicję lubię. Ostrą, surową, brudną. Pierwsze 6 piosenek rozpierdala generalnie. A Love, hate, love, czy We die young to chyba dwie najlepsze piosenki jakie znam.
Trudno cokolwiek dodać do tej wypowiedzi, bo zgadzam się z nią niemalże w 100%.
Płyta jest genialna, a moim skromnym zdaniem - najlepszy album Alicji to właśnie "Facelift". Według mnie przyczynił się do tego fakt, iż Alicja dopiero rozpoczynała współpracę z Columbia Records i nie przesiąkła jeszcze tak bardzo czystym brzmieniem muzyki. Wciąż słychać takie grungowe łubudubu w tej piosence, choć to nie to samo co "Treehouse" (ale swoją drogą, jak można porównywać album studyjny i demo?". Wpływ na to pewnie też miał Mike Starr, który według mnie był lepszym basistą niż Mike Inez (przystojniejszym z resztą też ).
Podsumowując: "Facelift" to niewątpliwie najlepszy album Alicji. "We Die Young", "Man in the Box", "Love, Hate, Love" czy "Confusion" to piosenki, które można słuchać w nieskończoność. A ja? Zaraz po świętach lecę do sklepu po ten album
_________________ Speak truth little grunge boy...
The truth is your only weapon in this fuckin' world of sinners...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum