Co chcielibyście zobaczyć w tym pięknym mieście. Co warto zwiedzić, co sami chcielibyście tam zwiedzić i najważniejsze... jak wyglądałby wasz dzień w Seattle.
Ja pierwszego dnia zwiedziłbym kolejno: podziemne miasto, EMP, wjechałbym na Space Needle, zaliczyłbym wesołe miasteczko, poszedł do "centrum świata", kupił kilka pamiątek, niemożliwych do kupienia tutaj płyt i koszulek w Sub Popie... pod koniec dnia nim nastanie ciemność poszedłbym na jakieś wzgórze z gitarą i grał obserwując budzące się do życia Seattle. Ok 21 poszedłbym do klubu w poszukiwaniu ciekawej muzyki.
Drugi dzień spędziłbym w jakimś starbucksie przy książce i kawie zerkając co chwila na spływające leniwie krople pięknego deszczu na tle tej wspaniałej szarości miasta. Oczywiście jeśli deszcz się trafi.
Niezły temat. Musze tak kiedyś pojechać ale raczej jak kamilkiwi bym na spontanie wszystko zrobił, choc na pewno bym tez kupił coś jako pamiątke, moze poszukałby kogoś ze smakiem. Pewnie jak bym sie tam znalazł to bym też zachaczył o Aberdeen.
Nawiasem mówiąc znacie moze jakieś ciekawe miejsca które można by było odwiedzić? W sumie jak patrze na aktualne zdjęcia to już nie wygląda to tak pociągająco jak kiedyś...
poszedł na jakiś koncert do klubu gdzie, grała Nirvana, a jeszcze istnieje.
Pewnie nie jeden taki klub jeszcze istnieje w Seattle.
A co do tematu. Co chciałabym zobaczyć? Na sto procent podziemne miasto. Nie ma innej opcji. Trzeba by było wjechać na Space Needle. Poza tym odwiedzić Sub Pop i EMP. A wieczorem po prostu poszwędać się po mieście.
_________________ – (...) Miłość jest jak morderca. Wcale nie jest ślepa. To kanibal o wyjątkowo ostrym wzroku. Przypomina wiecznie głodnego owada.
– A co jada? (...)
– Przyjaźń.
Ciekawa sprawa, mam znajomego pochodzącego ze Seattle (dorastającego w '80). Obieżyświat, ale niedawno wrócił na stare śmieci. Około rok temu mailowo zrelacjonował miasto jako zupełnie inne niż pamięta, wypełnione pewnymi niskimi osobnikami o karnacji spłowiałego kanarkowego, dzierżącymi aparaty fotograficzne.
Taki drenaż klimatu to oczywiście znak czasów (w końcu ~20 lat minęło), ale bardziej bolesne jest to, że kultowe miejsca nikną żeby udostępnić teren pod budowę lub inne inwestycje,
jak na przykład ta ściana. Na pewno wiele ciekawostek krajobrazu Seattle umknęło bezpowrotnie, ale i tak ciekawym przeżyciem byłoby spędzić tam, dajmy na to, pół roku, poszwendać się po zakamarkach myśląc 'hej, ci chłopcy też tu torpedowali browary'
zdaje się, że to mój inauguracyjny post, więc salut!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum