Śmierć? czy sprawiedliwość ma jakiś sens?
mały przykład, rozpoznany rak płuc u nie palącego, żyjącej osoby trybem życia wysportowanego, diagnoza została ujawniona. kolejne trzy miesiące myśli i cierpień. nagle odchodzi ukochana osoba. co dalej? no co dalej może być?
oczywiście że tak, lecz to takie bezduszne. "żyć dalej trzeba" jak wytłumaczyć to osobie, która przeżyła większość życia z ukochaną osobą i nagle jej nie ma?
co powiedzieć? kurwa, nie przejmuj się i żyj sobie dalej, bo co tam? przecież masz tylko ponad 50 lat? całe życie jeszcze przed tobą! to jest chore.
katolik żyje, powtarzam ŻYJE, bo ma nagrodę
a agnostyk?
po co żyje skoro NIE ŻYJE
więc zbudujmy pytanie z twierdzenia
Po co żyjesz skoro nie żyjesz?
oczywiście to pytanie powiedzmy jest tam rozbudowane objaśnieniami i twierdzeniami w eterze pomiędzy myslą a stukiem klawiatury, przynajmniej załóżmy tak hipotetycznie i pomińmy to wszystko i zbędny środek i rozwinięcie w zarodku - mam nadzieję że logika jest jasna dwuznaczności tego, podpowiem - pomińmy również proces sensu życia czyli pomiędzy narodzinami a zgonem, pomińmy jeżeli nie deklarujemy jakiegoś tam religijnego sensu istnienia (dobre uczynki, kształtowanie człowieczeństwa itp.)
nie piszę tego powiedzmy - ani jako katolik ani jako agnostyk tylko powiedzmy bezosobowy twór. po co to mówię? po to by nie odnosić do mnie pewnych argumentów i przytoczyć jakieś konkretne argumenty wobec czegoś, przeciwko czemuś..
żeby nie zgubić wątku, a więc:
Po co żyjesz skoro nie żyjesz?
"to takie bezduszne"
- proces adaptacji, przystosowywanie się, przyzwyczajenie, gruboskórność tworzona przez mechanizm tworzący ból i organizm ten bol przyjmujący, opuszki palców nie bolą po entym razie szarpania strun przy intensywności ćwiczeń i przyzwyczajenia - innymi słowy przechodzenie przez życie wymaga od nas eliminowania wrażliwości, ale możemy też od bólu uciekać - przez co wciąz będziemy wrażliwi a sprawę przesłonimy na krotko, odwleczemy lub zatraci się sama w próbie czasu, ale przejdziemy przez ten czas tortury, zwłaszcza osoby refleksyjne, szukające leku wewnątrz siebie a nie dookoła na zewnątrz.
nie piszę jednak wbrew pozorom bezosobowo dla pouczenia itp. wnioski, wyniki rozumowania każdy sam własne ma, dlatego nie odpowiedziałem na pytanie tylko sam jej szukałem
szukałem bo sam sobie nie radzę
gruboskornosc, czyli mniejsza wrazliwosc nie pozwala na doswiadczanie w pelni zycia. A duza wrazliwsc polaczona z rozsadkiem nie musi prowadzic do samodestrukcji
sprawa dyskusyjna, zależy od człowieka, ale większość ludzi kierujących się jedynie pierwszorzędnymi potrzebami w egzystencji nie ma problemów w życiu, radzi sobie po śmierci, stracie bliskiej osoby, po tym jak mu komornik siada na wypłatę, jak wypali się żarówka w pokoju, a nadwrażliwcy to ludzie słabsi psychicznie i najmniejsze problemy są dla nich wielkie, potrzebują pomocy, rad psychologa... a ja wcale nie piszę o osobach bezmózgich, gruboskórność to nie tylko cecha mięśniaków, po prostu sa osoby silne psychicznie i zmienione przez życie, bo dostali od życia kopniaka, ktoś ich wykiwał więc już nie są skorzy tak chętnie nieść innym pomocy, a optymizm lekkoducha zastępuje gruba warstwa doświadczenia i racjonalizmu...
wiem dosyć to skomplikowane, ale nie mogę posługiwać się sobą jako przykładem
a nadwrażliwcy to ludzie słabsi psychicznie i najmniejsze problemy są dla nich wielkie, potrzebują pomocy, rad psychologa...
sorry, tym razem nie pierdol ;) bez urazy.
jordi napisał/a:
ja wcale nie piszę o osobach bezmózgich, gruboskórność to nie tylko cecha mięśniaków, po prostu sa osoby silne psychicznie i zmienione przez życie, bo dostali od życia kopniaka, ktoś ich wykiwał więc już nie są skorzy tak chętnie nieść innym pomocy, a optymizm lekkoducha zastępuje gruba warstwa doświadczenia i racjonalizmu...
czyli jednym słowem 'życie' prawda?
całość się nie klei kupy i sam sobie zaprzeczasz?
tak by nie było smutno, twoje życie musi być chyba nudne.
dlaczego? zapytasz się i będziesz myślał?
więc tak, kolejna setna sobota, noc wypełniona w barach dupeczkami ... a ty na forum, pierdzielisz o dupie Marynie? ;)
tylko nie gadaj, że z laptopem kręcisz się po barach? ;)
powiedz mi co się nie zgadza to powiem co i jak skoro i tak siedzę z laptopem nawet w barze ;]
pustak napisał/a:
tak by nie było smutno, twoje życie musi być chyba nudne.
dlaczego? zapytasz się i będziesz myślał?
nie muszę siebie się pytać tego bo wiem dlaczego, ty mnie nie zmienisz a ja nie zmienię ciebie, komu ma to przeszkadzać co robię i jaki jestem temu przeszkadza, komu nie temu nie i jakoś z tym da się życ, uwierz
Dobry z ciebie obserwator (czasami!) i to wiem że ty wiesz więc dociekać nie trzeba pytając "dlaczego".
Ty wejdziesz na wyższy poziom abstrakcji zycia, a ja dalej będę biadolił "o dupie Maryny", ew możesz mi dać bana na 100 lat to się zatkam.
Rozcieńczona zupa wystarcza na dwa razy
psyt. kroczysz drogą większego manifestanta niż ja, tyle że być może o tym nie wiesz (ew. możesz się wybronić że piszesz coś celowo).
pssyt 2 każdy ma jakieś hobby ^^
yy.. temat?
A co ze śmiercią?
świat jest sprawiedliwy w tym sensie że umiera każdy, natomiast niekoniecznie sprawiedliwy co do tego w jaki sposób ktos odchodzi do krainy wiecznych łowów, więc daj ci boże jak najwięcej sobotnich nocy w barach i jak najmniej godzin spędzonych w krainie forumowego smęcenia i rozpaczy
Powiem swoje zdanie, naprowadzę na temat dalszą dyskusję
pustak napisał/a:
Śmierć? czy sprawiedliwość ma jakiś sens?
mały przykład, rozpoznany rak płuc u nie palącego, żyjącej osoby trybem życia wysportowanego
Czy sprawiedliwość ma sens? czym jest sens zatem. Jeśli się zastanowisz nad celem takiego działania (sensem) to owszem odnajdziemy go, np. okazując swoim dzieciom miłość, dajesz im odczuć że każde z nich jest tak samo ważne, tak samo kochane, traktowane w oparciu o jasne zasady, prawdę - tym jest sprawiedliwość.
Co do śmierci, nieszczęśliwych wypadków, chorób - to cóż część z nich jest zawiniona (bezpośrednio bądź pośrednio) - tu przykład chorego na płuca - może był biernym palaczem? Może na jego zdrowie miały wpływ inne czynniki podwyższające ryzyko zachorowania? Tego nie wiemy.
I na koniec, ludzie świadomi duchowości rozpatrują jeszcze tą kwestię w oparciu o wolę Boga, jego plany, wykorzystywania przez Niego nieszczęśliwych (przez nas tak postrzeganych) sytuacji do czynienia większego dobra (czyli zbawienia duszy).
No ale to temat dla wierzących, dla niewierzących pozostaje powiedzieć.. <i tu sobie wstaw wedle upodobania>
_________________ Tym co masz jest sumienie, bracie, szanuj je bo możesz je stracić
nasz swiat jest niesprawiedliwy i to jest oczywiste, smierc to koniec swiadomosci-nicosc. NIe ma zadnego wiekszego planu, zlo to zlo a dobro to dobro i to wychodzi tylko od ludzi
ktoś kiedyś świetnie wyjaśnił o co chodzi z tym całym zamieszaniem z życiem wiecznym. nasz każdy krok to ingerencja w świat, ślad stopy w piasku na plaży zmienia kształt przyszłej fali. akcja wywołuje reakcję. kiedyś napisałem pewien tekst, który zakończyłem słowami "przecież nie wszystek umrę/wyrosną na mnie drzewa na papier i papierosy".
Edycja przez hook: część prywatna usunięta. Proszę korzystać z PW. Proszę nie odbiegać od tematu. Proszę zapoznać się z regulaminem GF.
Dalsze personalne przepychanki słowne demonseed vs Moth na forum ogólnym będą karane punktami karnymi, wg Regulaminu.
Śmierć to początek nowego życia. Tak, tak, tak. Nie piszę tu o żadnej reinkarnacji w żabę, czy krowę. Początek drogi ku światłu, duchowej odnowie i oczyszczenia duszy.
Śmierć nie zawsze musi być przedstawiana wyłącznie w złym świetle. Dla poniektórych osób ... śmierć jest sposobem na dalsze życie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum