Jak każdy wie, a przynajmniej większość chyba, dzień Wszystkich Świętych nie jest świętem poswięconym ku czci i pamięci naszych zmarłych bliskich, jest świętem jaki sugeruje nazwa - czci świętych itd.
Dzień zaduszny, czyli 2 listopada prawidłowo powinniśmy obchodzić Święto Zmarłych, ale ponoć stać nas na jedno tylko swięto zarówno kościelne jak i narodowe wolne od pracy, czyli dzień pierwszy.
Myślę że każdy z nas ma kogoś bliskiego z rodziny komu chce oddać szacunek poprzez pamięć czy modlitwę.
Jest to trudny temat i z całą pewnością temat tabu, może lepiej żeby taki pozostał. Wcale też nie mam na celu nawoływać tutaj nikogo do wypisywania sznurków postów jeden za drugim kogo to nam żal, czy komu świeczkę i znicza zapalimy.
Milczenie jest w tym wypadku cenniejsze od tysiąca słów a chwile z rodziną spędzone na grobach są zjednoczeniem we wspólnej pamięci, zadumie, wyciszeniu, zwolnieniu biegu, bo warto zwolnić i warto żyć.
Schylałem się ku końcowej sentencji, ale zapraszam też do dyskusji na temat związany z dniem 1 listopada, a chodzi mi głównie o wzrost śmiertelności i wypadkow w tym dniu (o ironio) czy zbyt ekonomiczne traktowanie tego typu świąt (wlaściwie jakichkolwiek świąt).
W wiadomościach słyszy się o przetargi na to komu dostanie sie lepsze miejsce na stoisko. Niektórym handel kwitnie, nic w tym złego... ale pieniądze powinny być na drugim miejscu, tak jak tv, jak wielkość, ilość koszt i jakość zniczy, kwiatów - tego nie widać, jest pogoń za pieniądzem, a ludzie zapalający znicze na pięknych grobach z marmuru depczą okoliczne, te które sklepywane są jedynie ziemią, dzieci skaczą, a dorośli nie fatygują wytłumaczyć im że skaczą w miejscu czyjegos wiecznego spoczynku.
Jest też problem dewastowania cmentarzy i to jest problem całoroczny ale warto go poruszyć w czasie zbliżającego się ważnego święta.
Myslę rownież iż o naszych bliskich zmarlych powinniśmy pamiętać częściej aniżeli tylko końcem października czy początkiem listopada.
Pamiętajmy również to że nie liczy się to na jaki gest w stosunku do zmarłych nas stać finansowo, ważny jest gest duchowy i nie trzeba być nawet wierzącym by wytworzyć duchową celebrację ku pamięci ważnych dla nas osób ktorych już z nami nie ma.
Spotykamy się całymi rodzinami, spotykamy znajomych na cmentarzu, ktorzy to odwiedzają groby swoich bliskich, skupiamy się na wszystkim i na niczym, na tym kogo dawno nie widzieliśmy i jak ktos się zmienił, jak się wystroił, jak ja się ubiorę, kto zapala znicze, na jakie groby idziemy najpierw, bla bla bla, z igły robia się widły, dlatego fajnie jest jak mamy mozliwośc odwiedzenia cmentarza dwa razy do roku, raz z tą konieczną "szopką" i tumultem, pędem mas ludzi - i drugi raz, my, kompletnie sami... no może nie zupełnie.
No i oczywiście pamiętajmy czasami o tych zapomnianych grobach, anonimowych, bez nazwy, lub tych zaniedbanych, zarośniętych na ktorych nikt nie postawił żadnej świeczki, znicza, kwiatka. Jeżeli zostaje nam chocby o jeden znicz więcej, zapalmy go w miejscu godnym pamięci.
Bardzo piękne święto. Pełne nostalgii i specyficznej atmosfery. Pomijając wszystkie przykre sprawy z nim związane o których wspomniał Jordi. Jest to moim zdaniem niepowtarzalny czas aby owszem, wspomnieć bliskich zmarłych ale też wśród codzienności i zabiegania zastanowić się właśnie nad kruchością własnego życia, nad jego ulotnością i tak naprawdę faktem, że śmierć najzwyczajniej w świecie, dotyczy nas wszystkich.
jordi napisał/a:
Myslę rownież iż o naszych bliskich zmarlych powinniśmy pamiętać częściej aniżeli tylko końcem października czy początkiem listopada.
Dokładnie. Najważniejsza jest pamięć, cały czas, ale nie raz na rok i to zbiorowa, o, bo jest święto więc jedziemy na cmentarz, zapalimy znicz i do domu. Rozumiem że niektórzy muszą jechać przez całą Polskę na cmentarz z różnorakich powodów, ale niektórzy będąc w naprawdę niewielkiej odległości od cmentarza nie są w stanie wstąpić tam chociażby na kilkanaście minut.
Zauważyłam też że wizyta na cmentarzu polega na "zaliczaniu" grobów. Raz dwa trzy, i po sprawie. No przecież położyliśmy kwiatki i światełko się pali. Z głowy? Z głowy! A to przecież nie tędy droga...
jordi napisał/a:
No i oczywiście pamiętajmy czasami o tych zapomnianych grobach, anonimowych, bez nazwy, lub tych zaniedbanych, zarośniętych na ktorych nikt nie postawił żadnej świeczki, znicza, kwiatka. Jeżeli zostaje nam chocby o jeden znicz więcej, zapalmy go w miejscu godnym pamięci.
Tak...bo może kiedyś to my będziemy potrzebować tego zapalonego płomyka?
Myślę, że kwiatki to kolejny sposób na urozmaicenie sobie życia, kupienie zniczy - oderwanie się od rutyny, a znicze to nadzieja na to, że kiedyś nasze dzieci zrobią to samo i urozmaicą nam naszą śmierć.
Tak, rozumiem, to było bardzo nie na miejscu... ;p
Moth napisał/a:
Zawsze mnie to zastanawiało - po co ludziom tyle symboli? Znicze, kwiatki, światełka, perdyliard świąt "zmuszających do..."
Zanosi się na dyskusję pt. "czy taki dzień jak Święto Zmarłych jest potrzebny", więc przyśpieszę rozwój wydarzeń i zapytam - czy możesz rozwinąć? :)
Zanosi się na dyskusję pt. "czy taki dzień jak Święto Zmarłych jest potrzebny"
Nie to miałem na myśli. Rzuciłem wolną refleksją, bardzo subiektywną zresztą. Jeżeli kogoś to sprowokuje do przemyśleń- tym lepiej ;).
Meredith napisał/a:
a znicze to nadzieja na to, że kiedyś nasze dzieci zrobią to samo i urozmaicą nam naszą śmierć.
Mam jakieś głupie wrażenie, że jak kopnę w kalendarz, nie bardzo będzie robiło mi to, czy na moim grobie stoją chryzantemy, czy leżą liście, które "same się" spadły z drzew i nikt ich nie ogarnął ;).
Zanosi się na dyskusję pt. "czy taki dzień jak Święto Zmarłych jest potrzebny"
Nie to miałem na myśli. Rzuciłem wolną refleksją, bardzo subiektywną zresztą. Jeżeli kogoś to sprowokuje do przemyśleń- tym lepiej ;).
A mi chodziło o to, że to, co napisałeś może stanowić ciekawy wstęp do dyskusji. :)
Moja luźna refleksja: zastanawia mnie cały ten marketing związany ze zniczami i chryzantemami oraz ludzie handlujący tym wszystkim pod cmentarzem. Dlaczego nie są na grobach swoich bliskich? Być może ten dzień sam w sobie niewiele dla nich znaczy i niespecjalnie go celebrują. Tak czy inaczej - zarabiają na tych, dla których ten dzień jest ważny. W sumie żadna nowość, że tradycja to dobry biznes.
Cmentarz wygląda bardzo ładnie wieczorem - ciemno, mnóstwo światełek, zapach kwiatów... Zwyczaj sam w sobie ciekawy. I bardzo ładny. Myślę jednak, że trzeba mieć do niego odpowiednie podejście. Jak to wszystkiego z resztą. ;)
Nie chcę strzelać banałami, ale przecież wiadomo, że to, czy pamiętamy o naszych bliskich jest niezależne od tego, czy kupi się tego znicza czy nie. I odwrotnie - to, że zapali się lampkę nie musi oznaczać, że się o kimś pamięta. A tym bardziej, że kogoś nam brakuje. ;P
Czy taki dzień jest niezbędny? Zapewne nie. Bez wielu rzeczy można się obejść. Tylko wtedy rok kalendarzowy wyglądałby trochę monotonnie. No i tradycja by nam zubożała... ;)
Te wszystkie znicze i wszystko inne, czym zarzucamy groby zmarłych, to przecież bardziej dla nas samych, niż dla nich. Tak naprawdę nie robimy tego z jakichś głębszych duchowych pobudek- w grę wchodzi jedynie kwestia rutyny, bądź sprawienia przyjemności samemu sobie.
Wbrew pozorom wcale nie krytykuję tego zachowania. Mało kto na co dzień pamięta o bliskich mu ludziach, którzy odeszli. Powody są różne. Prawdopodobnie żaden z nich specjalnie skutecznie nie usprawiedliwia tego duchowego zaniedbania. Dobrze zatem, że chociaż raz do roku, pod wpływem swojego rodzaju społecznego przymusu, taki przeciętny zabiegany człowiek pójdzie na cmentarz i chwilę postoi nad nagrobkiem kogoś, kto swego czasu był bardzo ważną osobą w jego życiu.
Inna kwestia to okazja do rodzinnego spotkania. Według mnie to nie Boże Narodzenie, czy Wielkanoc są świętami, które jednoczą całą familię. Ostatecznie stojąc nad grobem babci w otoczeniu najbliższych jej osób, wiele się dowiemy na temat tego, jakim była człowiekiem. Prawdopodobnie usłyszymy tylko superlatywy. Nie zauważymy jednak w tym niczego złego- skoro płynie w nas krew tej osoby, dobrze wierzyć, że była kimś wyjątkowym. Wspominanie zmarłego zawsze wiąże się z opowiadaniem historii samego siebie. Patrząc wstecz, dowiadujemy się wiele o tym, kim jesteśmy teraz.
Inna sprawa to sama atmosfera towarzysząca temu świętu. Odkąd tylko pamiętam w wieczór Wszystkich Świętych zawsze chodziłam na cmentarz. Jako dziecko przechodziłam alejką wraz z rodzicami. Zupełnie jeszcze nie rozumiejąc idei tego święta, zwyczajnie chłonęłam niesamowity widok pola barwnych światełek, jedynie przeczuwając, że jest w tym coś wyjątkowego. Niewykluczone nawet, że w ten sam sposób odbieram ten dzień do tej pory- ostatecznie prawda jest taka, że Wszystkich Świętych to czyste pogaństwo. Wszystkie te ognie, zapach stearyny, zamglone pola, niecodzienna cisza... Ma to charakter jakiegoś magicznego obrzędu. Jakby cały świat nagle wstrzymał oddech, fundując nam tym samym jakieś nieodparte poczucie pustki i samotności.
Bardzo to wszystko wyszło pompatyczne, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę przewijające się przez ten dzień tłumy w grubych płaszczach, korki i donice chryzantem zastawiające wejście na cmentarz... Proszę, nawet w dzień refleksji wkrada się ironia.
Z tego, co wiem, to w wielu różnych kulturach były obchodzone tego typu święta oscylujące wokół kultu zmarłych i upamiętniające przodków. :)
No właśnie. Zauważcie, że to też silny argument dla tych, którzy popierają Wszystkich Świętych- człowiek najwyraźniej POTRZEBUJE dnia, w którym mógłby tak oficjalnie, z wielką pompą powspominać zmarłych. ;)
To również 'świetny' argument dla tych, których kręcą Walentynki ;).
Oczywiście. Tak samo jak Dzień Babci, Dzień Dziadka, Dzień Ziemi, Międzynarodowy Dzień Przeciw Homofobii, Dzień Bez Papierosa, Dzień Transplantologii czy Międzynarodowy Dzień Dzieci Będących Ofiarami Agresji.
Pomijając sam fakt świętowania, bardziej skupiłabym się na tym, czemu takie "dni" służą lub mogą służyć. Nawet jeśli nie są to nasze rodzime "święta".
A co do Walentynek, to my - Słowianie, również mieliśmy podobny dzień. A właściwie noc. ;) Noc Świętojańską. ;)
A Święto Zmarłych, jordi, jesteś pewien, że to nasza tradycja? :) Sama nazwa tego obrządku wywodzi się z PRL-owskich tradycji, w kulturze Słowian mówi się o odprawianiu Dziadów za Wele, zagubionych dusz, które szukają drogi do Nawii.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum