skonczylo sie na tym, ze bburknela pod nosem i sobie poszla..
Mogło być gorzej, za rogiem mógł czaić się jej łysy "reproduktor"
Z wychowaniem jest coraz gorzej, każdy kolejny rocznik jest coraz wulgarniejszy, coraz śmielej atakuje staruszków i bije kobiety ---> patrz dzisiejszy odc. uwagi.
Kto ma racje? Konserwatywny ojciec wyrzywający się na dziecku czy superniania która każe przeczekac falę kopniaków by móc powiedzieć "nie bij mnie"??
Kiedy mamy liberalizm w szkołach na podwórku i jest łatwa przyswajalność łaciny i osiedlowych zwyczajów, trudno uczyć dziecko z silną twardą ręką nad karkiem bo jest to cząstka wychowania, od reszty to dziecko nauczy się że trzeba ci oddać. Dlatego kiedyś takie wychowanie było skuteczne bo było ujednolicone w środowisku.
Nie wiem czy było to dobre czy nie, wolę chyba jednak nowocześniejsze podejście, ale w granicach rozsądku. dziecko musi czuć respekt do rodzica, widziec w nim autorytet i jednocześnie nie bać się z nim rozmawiać o trudnych sprawach... proste - w teorii.
Moimi sąsiadami jest jedna rodzina nazwę ją patologiczną bo rodzice robią coraz więcej dzieci (mają już ich 11) po to by dostawać większe pieniądze od państwa. Za nic nie płacą (rachunki płaci państwo, ubrania i jedzenie dostają) ojciec pracuje na czarno więc jego zarobki się nie liczą. Maja najlepszy sprzęt AGD, domek nad jeziorem, samochód. A dzieci kradną, wałesają sie po dworze, są bite, trafiają do poprawczaków. Rodzice nie mają im nic do przekazania, żadnych wartości, a ogarnąć taka gromadkę nie jest łatwo więc "wychowuje je ulica". W domu panuje ostra dysciplina za to na dworze dzieci się wyżywają na np. zwierzętach. Rodzice wsród jedynastki swoich pociech mają oczywiście ulubieńców. Czarna owca też jest jak nie ma winnego to ona obrywa...
Niektórzy ludzie nie powinny mieć dzieci.
Bardzo możliwe. I widzisz, w tym rzecz: bzdury przestają być bzdurami w momencie, gdy mówi/robi je jakiś idol, np. Pan Cobain.
Wiadomo, do czego taki brak krytycyzmu może doprowadzić... Przykładem może być choćby fala samobójstw wśród nastolatków, którzy zdecydowali się odebrać sobie życie właśnie po samobójstwie Cobaina.
Mówiąc ogólnie, to nie uważam, że Cobain madrze mówił, bo poetą nie był raczej.
A teksty utworów często były bez ładu i składu, aczykolwiek "sappy" chyba jest "o czymś"...
A w temacie, to to, że dzieci są teraz zdemoralizowane, to głownie wina rodziców. Kiedyś wychowywanie dzieci polegało wyłącznie na laniu i zakazywaniu. Teraz niektórzy rodzice popadli w drugą skrajność - na wszystko bachorom pozwalają.
Kiedyś mój 7letni wówczas kuzyn spytał swojego ojca, czy nie kupiłby mu traktorka
- Zabawkę? Nie za duży jesteś?
-Nie, prawdziwy. Tato, to TYLKO 40 tysięcy!
Na szczęście tatuś dziecku traktorka nie kupił, ale niewiele brakowało.
Wychowanie to temat rzeka... Nie ma żadnej konkretnej metody wychowania, która dawałaby rodzicom pewność, że wychowają swoje dziecko na szczęśliwego i dobrego człowieka. Przede wszystkim dlatego, że każdy z nas, a więc także każde dziecko jest inne i każdy to szczeście utożsamia z czymś innym. Tak naprawdę postepując tak, a nie inaczej, wypróbowując różne warianty nigdy nie możemy być pewni efektu... nigdy nie będziemy mogli do końca przewidzieć jak nasze metody wychowawcze wpłyną na dziecko.
Wiele teorii okazuje się być zupełnie nieprzydatnych kiedy zderza się z rzeczywistością. I wtedy rodzic musi liczyć tylko na siebie, swoją intuicję i wiarę w to, że robi dobrze. Zanim zostałam mamą miałam głowę zapchaną wieloma "mądrymi" zasadami związanymi z wychowaniem dzieci - że nie wolno nosić na rękach, ma spać w swoim łóżeczku, że konsekwencja i dyscyplina to podstawa itd. No cóż wszystkie te reguły złamałam... ale wcale tego nie żałuję, bo wiem, że np. moje dziecko czuło się szcześliwe i bezpieczne śpiąc ze mną w łóżku do 3 roku życia. Jak napisałam wyżej, nie mogę mieć pewności czy robię dobrze, ale nie mogłabym jej także mieć postępując zgodnie z jakimiś definicjami, wymyślonymi najpewniej przez kogoś ... kto nie ma dzieci
Zabrzmi to bardzo banalnie, ale kocham swoją córkę nad życie (pewnie większość z Was zrozumie, że to nie jest żadna przesada dopiero za kilka lat)... Ale niestety mniej więcej wiem o co mogło chodzić JaMIKowi w pierwszych postach w tym temacie, chociaż uważam, że miłość bezwarunkowa bez lubienia raczej nie istnieje... Już raczej mamy tu do czynienia z nibymiłością, taką typowo na pokaz... Niestety znam mamę, "dojrzałą" kobietę z dwójką dzieci, która w zasadzie nawet ich nie lubi... są bo są, ale najlepiej, żeby spędzały cały czas u dziadków i nie rzucały jej się w oczy. A najsutniejsze jest to, że właśnie jest z trzecim w ciąży. A dziadkowie nie mają już siły... wobec czego dzieci czując się ignorowane i niechciane we własnym domu odreagowują na zewnątrz- najcześciej agresją. A to naprawdę nie są złe dzieciaki i wystarcza odrobina zainteresowania nimi i ich sprawami i nagle okazuje się, że nie ma z nimi żadnego problemu
Nie jestem matką idealną i nawet nie staram się nią być... wiem, że już popełniłam sporo błędów i pewnie jeszcze wiele przede mną... ale wiem, też że każda dobrze spędzona z moim dzieckiem minuta to inwestycja w jego przyszłość, w jego szczeście, w to jakim będzie człowiekiem... I jestem zdania, że to właśnie miłość, akceptacja i zainteresowanie są tym, czego kilkulatek potrzebuje najbardziej. Dzieci mają rewelacyjny instynkt i same z siebie często wiedzą co jest dobre, a co nie... a poza tym uczą się przez obserwację, ale jeżeli rodzice nie zwracają na nie uwagi i żyją jakby z boku, to dziecko sprzeciwia się łamąc ogólnie przyjęte normy, bo woli nawet ukaranie niż zupełny brak reacji...
Tak więc rodzicom ( mówię tutaj tylko o rodzicach mających zdrowe podejście do dzieci) pozdostaje tylko wierzyć w to, że postępują słusznie i nie wyrządzają krzywdy swoim dzieciom. Dlatego spójrzcie czasem trochę łagodniejszym okiem na matkę przeczekującą atak histerii u trzylatka, zamiast zgodnie z radami życzliwych dać mu klapsa w tyłek i na siłę wyciągnąć ze sklepu
Wychowanie to temat rzeka... Nie ma żadnej konkretnej metody wychowania, która dawałaby rodzicom pewność, że wychowają swoje dziecko na szczęśliwego i dobrego człowieka. Przede wszystkim dlatego, że każdy z nas, a więc także każde dziecko jest inne i każdy to szczeście utożsamia z czymś innym. Tak naprawdę postepując tak, a nie inaczej, wypróbowując różne warianty nigdy nie możemy być pewni efektu... nigdy nie będziemy mogli do końca przewidzieć jak nasze metody wychowawcze wpłyną na dziecko.
Wiele teorii okazuje się być zupełnie nieprzydatnych kiedy zderza się z rzeczywistością. I wtedy rodzic musi liczyć tylko na siebie, swoją intuicję i wiarę w to, że robi dobrze. Zanim zostałam mamą miałam głowę zapchaną wieloma "mądrymi" zasadami związanymi z wychowaniem dzieci - że nie wolno nosić na rękach, ma spać w swoim łóżeczku, że konsekwencja i dyscyplina to podstawa itd. No cóż wszystkie te reguły złamałam... ale wcale tego nie żałuję, bo wiem, że np. moje dziecko czuło się szcześliwe i bezpieczne śpiąc ze mną w łóżku do 3 roku życia. Jak napisałam wyżej, nie mogę mieć pewności czy robię dobrze, ale nie mogłabym jej także mieć postępując zgodnie z jakimiś definicjami, wymyślonymi najpewniej przez kogoś ... kto nie ma dzieci
Zabrzmi to bardzo banalnie, ale kocham swoją córkę nad życie (pewnie większość z Was zrozumie, że to nie jest żadna przesada dopiero za kilka lat)... Ale niestety mniej więcej wiem o co mogło chodzić JaMIKowi w pierwszych postach w tym temacie, chociaż uważam, że miłość bezwarunkowa bez lubienia raczej nie istnieje... Już raczej mamy tu do czynienia z nibymiłością, taką typowo na pokaz... Niestety znam mamę, "dojrzałą" kobietę z dwójką dzieci, która w zasadzie nawet ich nie lubi... są bo są, ale najlepiej, żeby spędzały cały czas u dziadków i nie rzucały jej się w oczy. A najsutniejsze jest to, że właśnie jest z trzecim w ciąży. A dziadkowie nie mają już siły... wobec czego dzieci czując się ignorowane i niechciane we własnym domu odreagowują na zewnątrz- najcześciej agresją. A to naprawdę nie są złe dzieciaki i wystarcza odrobina zainteresowania nimi i ich sprawami i nagle okazuje się, że nie ma z nimi żadnego problemu
Nie jestem matką idealną i nawet nie staram się nią być... wiem, że już popełniłam sporo błędów i pewnie jeszcze wiele przede mną... ale wiem, też że każda dobrze spędzona z moim dzieckiem minuta to inwestycja w jego przyszłość, w jego szczeście, w to jakim będzie człowiekiem... I jestem zdania, że to właśnie miłość, akceptacja i zainteresowanie są tym, czego kilkulatek potrzebuje najbardziej. Dzieci mają rewelacyjny instynkt i same z siebie często wiedzą co jest dobre, a co nie... a poza tym uczą się przez obserwację, ale jeżeli rodzice nie zwracają na nie uwagi i żyją jakby z boku, to dziecko sprzeciwia się łamąc ogólnie przyjęte normy, bo woli nawet ukaranie niż zupełny brak reacji...
Tak więc rodzicom ( mówię tutaj tylko o rodzicach mających zdrowe podejście do dzieci) pozdostaje tylko wierzyć w to, że postępują słusznie i nie wyrządzają krzywdy swoim dzieciom. Dlatego spójrzcie czasem trochę łagodniejszym okiem na matkę przeczekującą atak histerii u trzylatka, zamiast zgodnie z radami życzliwych dać mu klapsa w tyłek i na siłę wyciągnąć ze sklepu
Najlepsze wychowanie dzieci to takie, które podpowiada nam własna intuicja. Wyczerpałaś tak temat, że nawet nic więcej od siebie nie potrafię napisać….
_________________ "Życie jest zbyt krótkie, by było małe."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum