Ostatnio obserwuję ludzi i naszedł mi na myśl taki właśnie temat...
Ostatnio zauważyłam dziwny trend (?) - mianowicie duża część ludzi niechętnie wyraża swoje opinie. I zastanawia mnie dlaczego. Boją się konfrontacji? Nie chcą zostać źle odebrani? Niezrozumiani? Obawiają się, że zostaną zbyt dobrze poznani? Zbyt pochopnie ocenieni? A może boją się, że ktoś ich zwyczajnie obsmaruje za to, co myślą? Boją się, że ktoś im podłoży świnię? Nieraz widzę, że kogoś korci, żeby coś powiedzieć, ale jednak się wstrzymuje. Wyraźnie widzę, że nieraz ktoś coś pomyślał, bo zrobił np. jakąś osobliwą minę czy przybrał intrygujący wyraz twarzy, ale jednak na głos tego nie powiedział!
Nietrudno się domyślić, jaki ma to wpływ na środowisko: tworzy dystans i buduje atmosferę niepewności i nieufności.
Chciałabym, abyście w tym temacie napisali, jak to jest u Was: czy zawsze możecie pozwolić sobie na bycie sobą? Czy zawsze otwarcie prezentujecie swój punkt widzenia? Nawet przed obcymi? Nie macie oporów przed takim ekshibicjonizmem? Nie macie podświadomego lęku, że ktoś popatrzy na Was jak na debila, ośmieszy, zacznie szydzić, ironizować i przedrzeźniać, poprzekręca Waszą wypowiedź pod siebie a potem, np. za plecami, zrobi sobie z Was jaja, ponastawia koleżanki i kolegów przeciwko Wam?
No i druga kwestia to szczerość: czy zawsze to, co mówicie jest prawdziwe? Jak radzicie sobie z takimi niezręcznymi sytuacjami, kiedy "trzeba coś powiedzieć"? Lepiej milczeć? Kłamać dla "dobra" sprawy? Powiedzieć to, co ktoś chce usłyszeć? A może zwyczajnie walnąć komuś całą prawdę prosto w ryj, mając głęboko w poważaniu jego uczucia?
Ot taki temat przyszedł mi do głowy. Świadomie utrzymałam go w trochę żartobliwym tonie. Ciekawe co z tego wyjdzie. Enjoy!
No to zależy od sytuacji, czasami mówie wprost o tym co dotyczy danego tematu a czasami poprostu siedze cicho. Nigdy nie zdarzylo mi się "pod przymusem" zgodzic sie z kims. Jesli temat jest drażliwy poprostu mowie ze sie z tym nie zgadzam i nie podaje powodow. Szanuje tez czyjes uczucia i jak np. opowiadamy sobie jakies totalnie chamskie zarty i to kontrowersyjne i np. kumpel mowi zebysmy dali spokoj to szanujemy jego zdanie i przestajemy. Zawsze mowie to co mysle, inaczej myslenie nie mialoby wiekszego sensu.
_________________
Fly People Fly - szukajcie mnie pod chmurami!
---
T.Nalepa - Zawsze wierny mi...
---
„Wszystko zdarza się tylko raz. I nigdy nie wraca.
Jeśli będziesz próbował[a] wskrzeszać przeszłe zdarzenia, ominiesz to, co ma się wydarzyć w następnej kolejności”
Napiszę krótko - czasem milczenie jest złotem, a prawdziwa mądrość człowieka przejawia się w tym, że potrafi selekcjonować swoje myśli, przeznaczone do głośnego wypowiedzenia, od tych, które lepiej zachować dla siebie. Postawa "mówię co myślę i dobrze mi z tym", to raczej słaba poza, kreacja, która fajnie brzmi na sloganach i forach, jednak w chuj słabo sprawdza się w życiu.
No cóz ludzie czasami wstydzą się swojej wiedzy, może są jej niepewni, może nie mają siły przebicia, sami nie wierzą w to co mówią, łatwo się peszą, wiesz różne są motywy wstrzymywania się od głosu. Preferuję mówienie i pisanie o tym czy w tym temacie w którym ktoś czuje że ma coś do powiedzenia
Meredith napisał/a:
Boją się konfrontacji? Nie chcą zostać źle odebrani? Niezrozumiani? Obawiają się, że zostaną zbyt dobrze poznani? Zbyt pochopnie ocenieni? A może boją się, że ktoś ich zwyczajnie obsmaruje za to, co myślą? Boją się, że ktoś im podłoży świnię?
I zły sposób myślenia. Nie ważne czy ma się rację, pisząc i mówiąc nawet głupoty prędzej czy później dojdzie się do pewnych racji, jeżeli potrafi się też słuchać i czytać.
Widzę że socjolog z ciebie :P
Meredith napisał/a:
Nieraz widzę, że kogoś korci, żeby coś powiedzieć, ale jednak się wstrzymuje. Wyraźnie widzę, że nieraz ktoś coś pomyślał, bo zrobił np. jakąś osobliwą minę czy przybrał intrygujący wyraz twarzy, ale jednak na głos tego nie powiedział!
Sama loża szyderców z Pustakiem na czele :D
Meredith napisał/a:
czy zawsze możecie pozwolić sobie na bycie sobą? Czy zawsze otwarcie prezentujecie swój punkt widzenia? Nawet przed obcymi? Nie macie oporów przed takim ekshibicjonizmem? Nie macie podświadomego lęku, że ktoś popatrzy na Was jak na debila, ośmieszy, zacznie szydzić, ironizować i przedrzeźniać, poprzekręca Waszą wypowiedź pod siebie a potem, np. za plecami, zrobi sobie z Was jaja, ponastawia koleżanki i kolegów przeciwko Wam?
Nie, bo poznając pewnych ludzi wiesz w jaki sposób do nich podchodzisz, czy żartujecie czy możecie porozmawiać poważnie, czy są to osoby które się nie obrażą będąc źle zrozumiane, każdy jest inny a dwa trudne charaktery muszą sie do siebie nawzajem dostosowac żeby jako takie relacje ze sobą tworzyć - wtedy nie jesteś soba ale elastyczność w tym wypadku jest w cenie.
Staram się mówić czy pisać otwarcie, ale jak już pisałem skoro trafi kosa na kamien to nie ma sensu się spierać z kims kto widzi tylko swoją rację tak jak Korwin Mikke, wtedy to nonsens prowadzić konwersację a znając kogoś takiego - niech się ośmiesza dalej tym co mówi. Aha nie powiem do jakiegoś wyrostka z większym bicepsem od mojej głowy że jest głupi czy że głupio mysli, argumenty siłowe są po jego stronie - także nie zawsze powiesz otwarcie, ale ogólnie to tak staram się całkowicie i wyczerpująco przedstawić swój punkt widzenia.
Przed obcymi? - no nie nie do końca bo jeszcze nie wiem z kim rozmawiam, rozmówcę trzeba też poznać, a czasami człowiek musi po prostu dojrzeć do pewnego poziomu, pułapu rozmowy, znikają wtedy tematy tabu.
Czy mam opory? - Tak czasami każdy chyba do końca nie wie jak jest rozumiany i odebrany np przez osobę obcą, najgorzej jest wykazać w stosunku do kogoś brak delikatności i wtedy można poczuć się głupio, ale gdybyśmy mówili wszystko co myślimy to pewnie nie mielibyśmy przyjaciół.
Odnośnie jaj to akurat obracam się obecnie wśród takich osób które robią sobie jaja ze wszystkiego, musi być trochę luzu, śmiać się z samego siebie jest sztuką nad sztukami. Czasami szanuje się bardziej osoby które mają totalnie inną wizję i inny sposób myslenia od ciebie, niż takie które ci ciągle przytakują, bo w sumie to dziwne że ktoś zgadza się z tobą we wszystkim.
Meredith napisał/a:
No i druga kwestia to szczerość: czy zawsze to, co mówicie jest prawdziwe? Jak radzicie sobie z takimi niezręcznymi sytuacjami, kiedy "trzeba coś powiedzieć"? Lepiej milczeć? Kłamać dla "dobra" sprawy? Powiedzieć to, co ktoś chce usłyszeć? A może zwyczajnie walnąć komuś całą prawdę prosto w ryj, mając głęboko w poważaniu jego uczucia?
Z jednej strony najgorsza prawda jest lepsza od najdoskonalszego kłamstwa, ale zależy co się chce komuś powiedzieć. Nie wszystko można powiedzieć, bo szkoła praca pewne czynniki wpływające mocno na ciebie powodują że musisz wiedzieć gdzie jest twój znak stop i hamulec.
Z drugiej zaś strony punkt widzenia zawsze zalezy od punktu siedzenia.
Meredith napisał/a:
Ot taki temat przyszedł mi do głowy. Świadomie utrzymałam go w trochę żartobliwym tonie. Ciekawe co z tego wyjdzie. Enjoy!
Postawa "mówię co myślę i dobrze mi z tym", to raczej słaba poza, kreacja
Nie zgodze się. To często kwestia charakteru oraz źródło milionów problemów. O ile łatwiej czasem zachowac pewne fakty dla siebie, uniknąć szarpaniny niepotrzebnej. Ale jeżeli ktoś musi zawsze powiedzieć swoje, nie potrafi przemilczeć pewnych rzeczy wdając się z kimś w dyskusje? Zaczynają się schodki.
Ja sama staram się cześć moich komentarzy,myśli poglądów zachować dla siebie,nie wdawac się w niepotrzebne dyskusje.. ale marnie mi to idzie. Czasami wypowiem parę zdań zanim je przemyśle, i kończy się to jeszcze gorzej. Po prostu mi jest ciężko się pohamować.
Moth napisał/a:
jednak w chuj słabo sprawdza się w życiu.
No tak, tu się już zupełnie zgodze..
A szczerość? cenie ponad wszystko, niezależnie jaka będzie prawda.
Napiszę krótko - czasem milczenie jest złotem, a prawdziwa mądrość człowieka przejawia się w tym, że potrafi selekcjonować swoje myśli, przeznaczone do głośnego wypowiedzenia, od tych, które lepiej zachować dla siebie.
...czasami i tak.
Lecz co poniektóre sytuacje wymagają tego, a żeby słowa i tu zacytuję Motha "które lepiej zachować dla siebie" były wypowiedziane! Co poniektórzy nie rozumieją mowy mimicznej, tzn gestów twarzy, rąk i ciała??? Trzeba walić do nich z mostu Ja tak często robię, a co? ;)=
Wracając do tematu, hm... Mówię co myślę, więc jestem! Nie każdy to zrozumie, Ci co powinni zapewne tak. Wiem, wiem, czasami i ja siebie nie rozumiem tak naprawdę do końca??? ;)= ;P
Więc nie bójmy się mówić prawdy! MaaD - od zawsze wiedziałem, że jesteś kobietą!!! hehe... ;)=
Zeby nie bylo ze OT.. Rekami i nogami podpisuje sie pod slowami:
Cytat:
prawdziwa mądrość człowieka przejawia się w tym, że potrafi selekcjonować swoje myśli, przeznaczone do głośnego wypowiedzenia, od tych, które lepiej zachować dla siebie
wpis moda: MaaD czy ty zawsze musisz być tak poważny??? Ehhh... ;)= ;P
_________________
"Chłopaki szturchają się łokciami, Gryzą szlugi, walą głowa w blok. Trzeba rzucić trucie się fajkami I uprawiać fantastyczny sport."
Zeby nie bylo ze OT.. Rekami i nogami podpisuje sie pod slowami:
Cytat:
prawdziwa mądrość człowieka przejawia się w tym, że potrafi selekcjonować swoje myśli, przeznaczone do głośnego wypowiedzenia, od tych, które lepiej zachować dla siebie
...oj prawdopodobnie, dużo tu by mieli do powiedzenia w tej sytuacji Hook i swapper ... Dlaczego to straciłeś stanowisko Administracji na forum - przypomina redakcja ;P ;)=
Mogę milczeć i tylko przysłuchiwac się dyskusji, dopóki ktoś nie zacznie obrażac moich poglądów albo - co chyba jeszcze gorsze - moich przyjaciół. Wtedy jestem gotowa mówic takiej osobie prosto w oczy to, co myslę, choc zdecydowanie preferuje ładnie zapakowane argumenty od niekontrolowanych bluzgów. Dlatego wolę się pykać na słowa z kimś w miarę inteligentynym jeżeli widze, że tocząca się rozmowa nie wnosi nic nowegodo moich opinii czy mojej wiedzy, nie czuje potrzeby udzielania się. A czasami po prostu nie chce mi się odzywać, bo wiem, że pociągnęło by to za sobą koniecznośc udowadniania komuś moich racji, a ja akurat nie jestem szcsególnie wymowna... Ale jeżeli tylko jest to coś, przy czym jestem gotowa bardzo mocno obstawać, mogę bronić swojego zdania na wsyztskie mo żlwie sposoby, wychodząc z założenia, że mówiąc o tym, sama sobie wystawiam świadectwo i daje wyraz swoim poglądom. Wolę, żeby ktos otwarcie mi pwoiedział, ze się ze mną nie zgadza, niż ukrywał przede mną swoje zdanie i sama też postępuję w ten sposób, co nie oznacza, ze kiedy już chcę kogoś skrytykować, jest to jednoznaczne z obrażaniem tej osoby. Trzeba po prostu umiec wyrazić swoje myśli, w końcu po to one są I - na szczęście - nigdy jakoś nie miałam większych oporów przed mówieniem tego, co myślę. Nie jestem zwolenniczka wyrażania swojej opinii nawet wtedy, kiedy nikt mnie o to nie prosi, ale uważam, że udawanie, że nie ma się nic do powiedzenia i unikanie odpowiedzi jest jeszcze gorsze i jeszcze bardziej irytujące.
YodaM napisał/a:
Zawsze mowie to co mysle, inaczej myslenie nie mialoby wiekszego sensu.
O właśnie! Tylko zmienić to "zawsze" na "na ogół" i wszystko gra :-)
No, jeśli ktoś chce pozostać tajemniczy niczym zorro, to czemu nie..
Meredith napisał/a:
Zbyt pochopnie ocenieni?
Moim zdaniem to powinien być problem oceniającego, a nie ocenianego. Osobiście staram się
Unikać pochopnych ocen, ale czasami mi to nie wychodzi..hihi
Meredith napisał/a:
A może boją się, że ktoś ich zwyczajnie obsmaruje za to, co myślą?
Takich “smarujących” też się spotyka, ale na mnie jakoś specjalnie nie działa ich sposób bycia.
Meredith napisał/a:
Boją się, że ktoś im podłoży świnię?
uwielbiam ten związek :D hiehiehie..
Meredith napisał/a:
Nieraz widzę, że kogoś korci, żeby coś powiedzieć, ale jednak się wstrzymuje. Wyraźnie widzę, że nieraz ktoś coś pomyślał, bo zrobił np. jakąś osobliwą minę czy przybrał intrygujący wyraz twarzy, ale jednak na głos tego nie powiedział!
Może stwierdził, że w tym towarzystwie “nie wypada”?? Albo boi się konfrontacji, nie chce zostać źle odebrany, niezrozumiany…;]
Meredith napisał/a:
czy zawsze możecie pozwolić sobie na bycie sobą?
Niestety nie zawsze...i to zazwyczaj jest cholernie męczące. Robiłam nawet takie śmiszne eksperymenty (wtedy nie nazwałabym tego eksperymentem, ale mam nadzieję, że Marek mi wybaczy xD) – po prostu udawałam kogoś innego, mówiłam rożne dziwne rzeczy itp. Nie potrafię tego jaśniej opisać, ale sama czułam, że w danym momencie byłam jakąś inną, sztuczną kobietą. Skończyło się to ‘urwaniem’ znajomości. W chwili obecnej, kiedy kogoś poznaję nie bujam, tylko jestem sobą :D
Meredith napisał/a:
Czy zawsze otwarcie prezentujecie swój punkt widzenia?
Zazwyczaj tak.
Meredith napisał/a:
Nawet przed obcymi?
Tak, szczególnie przed Marsjanami xD nieee nooo, żarcik :P
Meredith napisał/a:
Nie macie oporów przed takim ekshibicjonizmem?
hmmmm?;>
Meredith napisał/a:
Nie macie podświadomego lęku, że ktoś popatrzy na Was jak na debila, ośmieszy, zacznie szydzić, ironizować i przedrzeźniać, poprzekręca Waszą wypowiedź pod siebie a potem, np. za plecami, zrobi sobie z Was jaja, ponastawia koleżanki i kolegów przeciwko Wam?
nieeee, z tego co pamiętam, to nie miałam takich ‘przygód’
Meredith napisał/a:
No i druga kwestia to szczerość: czy zawsze to, co mówicie jest prawdziwe?
nie, szczególnie w sytuacjach kiedy nie chcę zranić kogoś bliskiego; albo przemilczę, albo ujmę to delikatniej, tak, aby dotarło, ale nie uraziło ;)
Meredith napisał/a:
Jak radzicie sobie z takimi niezręcznymi sytuacjami, kiedy "trzeba coś powiedzieć"?
Zależy od sytuacji w jakiej się znajduję…ale coś na wzór poprzedniej odpowiedzi.
Meredith napisał/a:
Lepiej milczeć?
Czasami zdecydowanie tak!
Meredith napisał/a:
Kłamać dla "dobra" sprawy?
jw.
Meredith napisał/a:
Powiedzieć to, co ktoś chce usłyszeć?
Jak chce usłyszeć, to czemu nie? :D
Meredith napisał/a:
A może zwyczajnie walnąć komuś całą prawdę prosto w ryj, mając głęboko w poważaniu jego uczucia?
hihihi, tu Moja Droga pomyślałam tylko i wyłącznie o jednym. Mam nadzieję, że wiesz, o czym/kim mowa! Dla niewtajemniczonych powiem, że w ten sposób przełamałam jeden ze swoich lęków.
_________________ Io sono il Lupo, impronte sulla neve, impronte presto cancellate...
...bue bue bue...
...ja nic nie wiem...nie mam nic do powiedzenia...
Usłyszałam kiedyś taką maksymę: "Nie musisz zawsze mówić wszystkiego co wiesz, ale zawsze wiedz, co mówisz". Celne słowa. Z moich skrupulatnych obserwacji wynika, że w życiu jest tak, że ludziom nie można mówić wszystkiego, być w 100% szczerym itp. Wbrew temu, czego nas uczono, w co kiedyś wierzyliśmy jako dzieci.. Otwartość serca i bezgraniczna wiara w innych nie zawsze popłaca. Sobą można być przy rodzinie, wśród przyjaciół, ale przy obcych taką postawą można narobić sobie jedynie kłopotów.
Niestety, trafia się na różnych ludzi. Na bardzo różnych. Sama na początku studiów się o tym przekonałam w dość nieprzyjemny sposób. Ale w sumie wyszło mi to na dobre: z miejsca dostałam kubeł zimnej wody i teraz wiem, że wartości takie jak szczerość i otwarość nie zawsze popłacają, bo mogą zwyczajnie zostać wykorzastane przeciwko mnie przez jakiegoś krętacza czy też jakiegoś innego sprzedawczyka, konfidenta i karierowicza, który gotowy jest sprzedać kumpla dla własnych korzyści. O tym drugim na szczęście wiem jedynie z obserwacji i tzw. pogłosek, ale niestety, takich też nie brakuje.
I drugi cytat, który mi się przypomniał, to słowa mojego nieżyjącego już wujka, który zwykł mawiać: "Mniej słów, mniej błędów". Faktycznie dużo w tym prawdy. Bardzo gorzkiej prawdy o ludziach, ale jednak prawdy.
Jordi napisał/a:
Sama loża szyderców z Pustakiem na czele :D
Czemu nie?
Jordi napisał/a:
Widzę że socjolog z ciebie :P
Jako dziecko byłam wszechstronnie uzdolniona. Dopiero potem się rozleniwiłam.
Mam małą rozkminę, ale myślę, że nie ma sensu zakładać nowego tematu, więc podepnę ją pod to.
Zastanawia mnie kwestia: oceniać czy nie oceniać? Co to w ogóle znaczy? Ile wolno? Gdzie jest granica?
I już objaśniam: ciągle słyszy się wokół wzniosłe słowa, wypowiadane przez jakichś fanatycznych moralistów, aby nie oceniać, nie osądzać. I w sumie ok, sama po części się pod tym podpisuję. Nie zawsze sprawa jest tym, na co wygląda, nie zawsze znamy całą sytuację, bo często to podchodzi pod obgadywanie i wtrącanie w prywatne sprawy innych. Więc nie oceniać.
Ale z drugiej strony całe życie uczono nas, aby mieć własne przekonania, własne poglądy. Od dziecka wpajano nam masę ideały i wartości właśnie po to, abyśmy potrafili odróżnić dobro od zła, aby umieć stwierdzić, która postawa jest właściwa, a która nie.
Więc pojawia się mały konflikt: oceniać czy nie oceniać? A może robić to w pewnych granicach? Zauważyłam, że jak człowiek nie ocenia w ogóle i działa na zasadzie "jest mi to obojętne, przecież każdy robi jak uważa", to zatraca poczucie tej granicy słuszności i niesłuszności, przestaje mieć poglądy, wierzyć w nie i działać według nich, zwyczajnie gubi się...
Więc tak źle i tak niedobrze. Ale jak tu stwierdzić, że ktoś robi źle nie oceniając? Przecież to jest już wartościowanie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum