Słuchałem, ale nie długo Non stop te same riddimy i teksty o jaraniu zioła, mentalnym odrodzeniu i wielkości Jah spowodowały szybkie zmeczenie materiałem. Dlaczego muzycy z Jamajki? Tosh czy Marley pisali teksty oby sprzeciwić sie władzom które w tych czasach robiły burdel z państwa (można to uznać za cel wyzszy) oni kreowali muzyke raggae i tworzyli nową jakość. Stali sie prekursorami jednoczesnie nie prymitywizując muzyki tak jak w dzisiajszych schematach raggae (perka djembe + monotonne bicie gitary) które stały sie praktycznie popkulturowym guwnem albo nieudaną indoktrynacją. Jak chociażby to nieszczęsne Vavamuffin. Nie zabraniam nikomu tego słuchać, napewno fajnie sie przy tym skacze ale to nie wnosi nic nowego do raggae i pokrewnego ska, czy dub-u.
Czemu nie mam podstaw do pisania o większości? Żyje w niej, ocieram sie o nią każdego dnia i widze od środka, że kiedy ludziom "fajny" zespół wciska światopogląd to go kupią bez względu na konsekwencje.
Dlaczego nie pisze o prawdziwych rastamanach? Z podobnego powodu - bo nie mam z nimi stycznośći i jeśli ktoś zdecydował sie na takie a nie inne poglądy i jest mu z tym dobrze to co moge o nim napisać? Życze mu szczęscia i prostej drogi do Syjonu
A jeśli chcesz wiedzieć co dla mnie jest wartościowego w raggae:
przede wszystkim stosunek do drugiego człowieka, równość, pokój i większość hippisowskich ideałów idealnego społeczeństwa które przećpały sie w latach 70'.
Co mnie w rasta-ideologii boli: promowanie marihuany i wiara w Haile Selassiego który bądz co bądz był zwyklym dyktatorem.
I nie próbuj mi udowodnić jak mało wiem o rastuchach bo rozmawiamy o subkulturach a polska subkultura-raggae opiera sie na wyglądaniu na rastamana a nie byciu nim. To własnie to uważam za subkulture. Prawdziwi rastamani po prostu są rasta i w dupie mają pozerów którzy z potrzeby przynależności i pokazania oryginalnego image'u stworzyli sobie kółko wzajemnej adoracji.
A co sie tyczy bycia "tru" i subkultur ogulnie - nigdy nie uważałem sie za tru grunge'a, tru rockersa tru punka itd. bo jestem sobą i naprawde dobrze mi z tym I sądze że przez wszystkie subkultury człowiek traci szacunek do siebie bo zawsze chce być taki jak "ktoś" i zasysa gotowe schematy i wzorce zamiast kształtować swój indywidualny światopogląd.
Tosh czy Marley pisali teksty oby sprzeciwić sie władzom które w tych czasach robiły burdel z państwa
Ino jo ;p No wiesz, oni zyli w biednym panstwie, inny ustroj itd. my zyjemy w innych realiach. Osobiscie cenie piosenki Habakuk-u. Zostanę politykiem/Tutaj w PL/Rasta trans czy Antylitania na czasy przejściowe (cover)
tej mąki nie będzie chleba,
Z tych prac nie będzie korzyści,
Z tych świątyń nie widać nieba,
Z tych snów już się nic nie ziści.
Z tych ziaren nie będzie mąki,
Nie będzie ciała z tych słów,
Z tych modlitw nie będzie świątyń,
Z tych czasów nie będzie snów.
Nie będzie wina z tej wody,
Z tych pieśni nie będzie dróg wzwyż,
Z tych dusz nie będzie narodu,
Każdy sam poniesie swój krzyż.
Nie będzie kielicha na krew,
Nie będzie wody do rąk,
Nie będzie ech na ten zew,
Z tej męki nie będzie ksiąg.
To antylitania chwili
Przejściowej, lecz nie - bezkarnej:
Byli już tacy, co śnili
Chleb, Księgę i Krzyż - na marne.
Dla mnie jest to zespoł, który jest swietnym kontynuatorem tej subkultury. W dadatku pracowici sa jak The Wailers ;)
karl napisał/a:
I nie próbuj mi udowodnić jak mało wiem o rastuchach
Nie bede ;) A jesli tak mnie odebrałes to.. trudno :D
karl napisał/a:
I sądze że przez wszystkie subkultury człowiek traci szacunek do siebie bo zawsze chce być taki jak "ktoś" i zasysa gotowe schematy i wzorce zamiast kształtować swój indywidualny światopogląd.
Tylko problem polega na tym, ze czasem Twoj wlasny swiatopoglad zbiega sie z przesłaniem muzyki.. dla mnie niekoniecznie jest to złe, zalezy o jakiej kapeli mowimy, taki Honor to dla mnie jednak skrajnosc
Tak czy siak, masz duzo racji. Ja nie dostrzegam tej mody, bo dla mnie to za duzo powiedziane w przypadku rege, tak czy siak ide sie uczyc
Dobre rege nie jest zle, siegnij czasem po Habakuk ;)
jestem dosc tolerancyjna, ale irytuje mnie jedna subkultura...emo, dlaczego oni robia z takich siebie cierpietnikow?!
_________________ żyjemy w bananowej republice a wszyscy są łajzami! ^.^
Breed [Usunięty]
Wysłany: 2010-04-14, 19:55
ku>wa emo to pozerska moda a nie żadna subkultura!!! emo to muzyka a nie subkultura! ludzie którzy nazywają się emo robią to tylko dla SŁłŁŁłłŁŁłiIIiIiItTttaTtTATattaAAAśśśśśSśśśnEEeeeeJJejeJEJej mody!
,,I RATHER BE DEAD THAN COOL" tyle mam do powiedzenia.
wygłaszacie trochę oklepane hasła, prosiłabym o rozwinięcie zdania a Wasze posty byłyby bardziej interesujące ;)
Banalnie zabrzmi ale moim odczuciu każda subkultura ma plusy i minusy. Wszystko zależy od punktu widzenia i ludzkich upodobań. Często nawet nie mając pojęcia na temat ideologii danej subkultury [która jest ważniejsza niż wygląd] oceniamy ogółem wszystkich przedstawicieli danej grupy. Proponuję zapoznawać się głębiej z pewnymi założeniami subkultur a potem je oceniać; należy łamać stereotypy, jestem pewna że wśród przedstawicieli emo są również naprawdę wartościowi ludzie
Otóż to. Moja bardzo dobra przyjaciółka jest emo i powiem Wam, że jakoś... nie mówi o tym, nie chwali się i nie robi z siebie piątego koła u wozu. Jest zupełnie normalna ;) A może inni postrzegają subkulturę grunge za złą, co? ;)
_________________ Speak truth little grunge boy...
The truth is your only weapon in this fuckin' world of sinners...
To dzisiejsze wymalowane zjawisko jest tak samo emo jak myslovitz indie. Proponuję mniej MTv, 'mundrych koleżanek' i Bravo na rzecz samodzielnego myślenia i zasięgania bardziej wiarygodnych źródeł.
bananowa łajza napisał/a:
jestem dosc tolerancyjna, ale irytuje mnie jedna subkultura...emo, dlaczego oni robia z takich siebie cierpietnikow?!
Misiaczku kochany, jak "smutaski" grały emo, to ty jeszcze nie wiedziałaś co to gitara jest.
Się nie trzeba tak mądrzyć:). Mozna było wywnioskować z kontekstu ze lajzie chodzi o inne emo i jezeli te XXI wieczne nie ma nic wspolnego z hardcorem i latami 80 to nie mozna odmowic tego, ze pewne charakterystyczne zjawisko społeczne istnieje, moze nawet bardziej bylo widoczne kilka lat temu
Rozumiem, ze musi Cie wkurzac nazywanie tych 'smutaskow' emo, ale taki prąd społęczno-kulturowy istnieje i właśnie tak brzmi jedno z okreslen.
Czy trzeba czy nie trzeba, to nie temat na tę dyskusję. Żeby mogło chodzić o "inne emo" należy mieć pojęcie istnienia nurtu i czegoś, co przejęło po nim nazwę.
I tak, wkurza mnie, nie prąd społeczno-kulturowy, tylko ludzie, którzy zamiast się samemu sprawdzić, powtarzają to co usłyszą.
poglądy o emo wciąż budzą na forum demony wojny, wojny na śmierć i życie
Moth napisał/a:
nie prąd społeczno-kulturowy, tylko ludzie, którzy zamiast się samemu sprawdzić, powtarzają to co usłyszą.
istnieje jednak subkultura, mylnie czy nie mylnie nazywana i spopularyzowana jako emo, i bez względu na literalną prawdę wikipedii to zjawisko będzie istnieć, bo czasami odłamy w subkulturach tworzą się z błędnego rozumowania czegoś, gdyby tak nie było, nie mielibyśmy tylu frakcji choćby skinheads tworzące swoje własne związki ideowe na podstawie "ojców założycieli". Także uzmysławiam że ci "błędnie myślący" stanowiąc wielką grupę, tworzą subkulturę, a z socjologicznego punktu widzenia należy uznawać słowo subkultura jako zrzeszenie pewnej grupy ludzi tworzących w podobny sposób własne obyczaje, wygląd i ogólnie kulturę, w jakiś tam sensie kontrkulturę do ogólnie przyjętych społecznie zwyczajów kulturowych - bynajmniej tak mnie uczono.
Często w potocznym znaczeniu subkultury myśli się o subkulturze młodziezowej, która również tworzy własne prawa jako skontrowana rzeczywistośc w stosunku do świata dorosłych i oznacza znowuż głównie grupy ludzi charakteryzujących się wyglądem i sposobem bycia w oparciu o słuchaną muzykę czy np. rodzaj uznawanej religii, kierunku politycznego itp.
Tak więc idąc tym tokiem rozumowania istnieje jakieś zjawisko "współczesnego modnego emo" jako skrzywiony obraz "klasycznych emowców" i jest on już tak rozszerzony, rozprzestrzeniony na świecie, w mediach, że należy przyjmować go jako nową subkulturę posiadającą własne obowiązkowe kapele, własny wygląd i sposób bycia w oparciu - tu się powtórzę - o "klasycznych emowców" i im podobnym.
Norbert napisał/a:
jezeli te XXI wieczne nie ma nic wspolnego z hardcorem i latami 80 to nie mozna odmowic tego, ze pewne charakterystyczne zjawisko społeczne istnieje, moze nawet bardziej bylo widoczne kilka lat temu
otóż to, być może nie ma dla siebie jszecze właściwej nazwy, dlatego podkrada powiedzmy "emo", ale jeżeli zostanie uznane przez przedstawicieli innych subkultur, zapewnie zostanie oddzielone grubą linią i ochrzczone być może złosliwą ale ogolnie, powszechnie przyjętą nazwą.
Misiaczki, czy tygryski czy ćmy, skoro już się tak czule przezywamy, bez "wiki-kłótni"
Wszystko pięknie, ładny i zapewne pouczający wywód. Pominąłeś w nim tylko jedno - emo i "emo" nie mają ze sobą nic wspólnego prócz zapożyczonej przez media i pisemka pokroju Bravo nazwy (a raczej skrótowca - od emotional).
Z emocore nie wyewoluowały owoce pokolenia MTv i ofiary centrów handlowych. I jeżeli ktoś uważa się za choć trochę ogarniętego w tym co się dzieje dookoła niego, powinien zdawać sobie z tego sprawę. Wikipedia to najbliższe i najpowszechniejsze źródło wiedzy - w tym wypadku w stu procentach niezakłamane. Na przyszłość mogę skanować mądre książki, jeżeli link nie przekonuje.
Każdy ma prawo do należności do jakiejkolwiek z subkultur,byleby nie robił tym krzywdy innym, jak np. skinheadzi. Wkurzają mnie jedynie tzw. pokemony, czyli słitaśne ludziki, czytające Bravo, oglądające Vivę i wypisujące durne komentarze na nk. Ale to raczej nie jest żada subkultura, jedynie głupota.Nie atakujcie mnie, proszę za to, co napisałam, to jest po prostu moje zdanie.Wybaczcie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum