Wybory przed nami! Trzeba znów ruszyć dupska do urn i wybrać rządzących na kolejne 4 lata. Wiecie już na kogo chcecie głosować? Przeglądaliście programy wyborcze wszystkich partii? A może ciągle się wahacie?
Zapraszam do merytorycznej dyskusji
_________________ "Życie jest zbyt krótkie, by było małe."
Zacząć trzeba od tego, że nie ma na kogo głosować.
No ale na kogoś trzeba. Ja osobiście będę głosował na PO. Dlaczego? Bo nie na PiS :) A tak na serio to oprócz tego, że nie chce powrotu pisowców do władzy, to pozostałe partie (SLD, PSL, Palikot) z różnych względów mi nie odpowiadają.
Właściwie póki w pisie nie zmieni się przywódca i Jarosław nie odpuści sobie polityki, czyli po prostu nie odsunie się na bok to nigdy na nich nie zagłosuję.
ze wstydem muszę przyznać, że po przejrzeniu programów wyborczych wszystkich partii, które brałem pod uwagę, wyszło mi, że powinienem głosować na ruch palikota.
Za żadne skarby świata nie zagłosuję na PO i PiS, choćby mi za to oferowali miliony. Nie należę do typu osób, które głosują na partie drące koty w sejmie a potem narzekające, że w Polsce jest do dupy. Irytuje mnie to. Mam ich serdecznie dość, obojga, Tuska, Kaczyńskiego, Macierewicza, Komorowskiego, wszystkich, naprawdę, mam jeszcze ten wiek, że wierzę, że się da coś zmienić jak się ruszy te tyłki wreszcie sprzed kompa i nie będzie wychodzić z założenia, że "nie zagłosuję na swoją partię bo to nie ma sensu bo nie wygra". CHORE...
PSL kompletnie mi nie odpowiada ideowo, SLD tym bardziej, ruch Palikota... Hmmm... Też nie za bardzo... Z ciekawości zagłosowałabym na Korwina Mikke, cobyście sobie teraz o mnie nie pomyśleli, w Polsce nie ma partii liberalnej w sejmie po prostu, ale po tym całym zamieszaniu teraz nie ma ich w moim okręgu, więc mam poważny problem z wyborem... Nie chcę głosować na mniejsze zło, chcę na coś, co mnie przekona, partie te, które są w sejmie zajmują się sobą a nie obywatelami.
Uch :p Szkoda, że nie ma Jordiego, z nim by się tu fajnie gadało ;)
Zgadzam się z Tobą Consi całkowicie słowo w słowo ;p wspomniałabym jeszcze o Napieralskim który również zbrzydł mi do granic możliwości.
A tak od siebie dodam, że ja bym zastanawiała się też nad Polską Partią Pracy.
Ja na palikota trochę boję się głosować. Jego listy wyborcze obsadzone są ludźmi, po których nie wiadomo czego tak na prawdę się spodziewać.
Consi napisał/a:
w Polsce nie ma partii liberalnej w sejmie po prostu
Mi brakuje czegoś właśnie na wzór niemieckiej FDP. PO 4 lat temu miała być choć częściowo taką partią, ale Tuskowi i jego kolegą brakuje po prostu odwagi do odważnych reform. Teraz jak ich słucham to więcej w ich wypowiedziach populistycznych niż liberalnych idei.
Lewica przeżywa jakieś wypalenie w naszym kraju, a program partii Pawlaka do mnie jakoś nie przemawia.
No i PiS, który jest wielkim zagrożeniem dla naszego państwa.
Ja osobiście mam 2 faworytów z tego grona, ale na kogo zagłosuję jeszcze tak na prawdę nie wiem.
_________________ "Życie jest zbyt krótkie, by było małe."
niestety w tym roku nie oddam głosu.
ideowo najbliższy mi PiS, nie ma ludzi idealnych, a tym samym partii które tworzą ludzie.
Wiele można Kaczyńskiemu zarzucać, ale w przeciwieństwie do wielu najmniej u niego populizmu, twardy katol, mi odpowiada.
_________________ Tym co masz jest sumienie, bracie, szanuj je bo możesz je stracić
W dzisiejszych czasach pojęcia typu liberizm, konserwatyzm itd. tracą znaczenie, bo praltycznie odnoszą się, tylko do kwestii Kościoła, aborcji, eutanazji, legalizacji ganji czy związków partnerskich (i paru innych rzeczy). W kwestiach gospodarczych czy polityki zagranicznej każdy chce tego samego - aby było dobrze. Z tym, że nie każdy ma do tego umiejętności.
Wiele można Kaczyńskiemu zarzucać, ale w przeciwieństwie do wielu najmniej u niego populizmu, twardy katol, mi odpowiada.
Chciałem napisać to własnym zdaniem, ale znalazłem odpowiedni artykuł, który przedstawi to lepiej ode mnie. Pełna jego treść znajduje się tutaj: http://www.polityka.pl/wy...dowolonych.read
Ja skopiuję najciekawsze fragmenty. Pewnie dla większości za długi, ale warto przeczytać.
Cytat:
Powszechnie uważa się, że Kaczyński zaraża ludzi swoimi obsesjami. Za tą diagnozą kryje się wątpliwa przesłanka, że Kaczyński jest paranoikiem, miotanym przez własne fobie, a cały jego polityczny fenomen da się sprowadzić do nerwic. Tymczasem z powodów, o których będzie niżej mowa, Kaczyński wydaje się dużo stabilniejszą osobowością. Owszem, jest podejrzliwy, ulega głębokim personalnym uprzedzeniom, jednak tzw. fobie, które poznaje opinia publiczna, stanowią na zimno skonstruowane role. Nie są to osobiste przekonania Kaczyńskiego, ale skierowane do świata komunikaty, których celem jest rozbudzenie w ludziach pożądanego gniewu. Przy czym charakterystyczne jest to, że tkanką tego gniewu nie są emocje samego Kaczyńskiego, bo jak każdy inteligent jest zbyt ekscentryczną postacią, by swoimi emocjami móc zarazić masy. On postępuje odwrotnie, przygląda się społecznej duszy, wychwytuje wrażliwe punkty i potem w nie uderza. Jak każdy zręczny populista swoje tożsamości polityczne buduje nie na własnych emocjach, ale na emocjach cudzych. Ta postawa Kaczyńskiego ma swoją historię, którą warto przypomnieć, bo wyjaśnia przyjętą metodę.
Kłopot Kaczyńskiego zrodził się w 1989 r., kiedy zabłysła jego gwiazda i kiedy okazało się, że w swoim środowisku nie ma szans na szybki awans. Tym środowiskiem była bowiem warszawska lewicowa inteligencja, pełna gwiazd i liderów, w której prym wiedli Geremek, Kuroń, Michnik, Celiński. Po kilku latach, po konflikcie z nimi, Kaczyński będzie dowodzić, że od zawsze był prawicowcem, a lewica korowska pochodziła z innej planety, ale to nieprawda. Kaczyński wyrósł z tego samego świata, prawicowe środowiska, owszem, poznał, ale mocno go rozczarowały, Kaczyński nie znosił wówczas klerykalizmu, w ogóle jego stosunek do religii był chłodny, większość znajomych nie wiedziała nawet, że jest wierzący. Nie lubił tradycji endeckiej, szydził także z romantycznego patriotyzmu, z czołobitnego stosunku do narodowej tradycji. Antykomunizmu nie uczył się z papieskich encyklik ani z książek Hayeka, ale na seminariach byłego marksisty Stanisława Ehrlicha.
W 1989 r. konflikt Kaczyńskiego z własnym środowiskiem nie miał w sobie nic merytorycznego. Po prostu Kaczyński był piekielnie ambitny, tymczasem starsi nie mieli zamiaru awansować młodego wilczka, którego niecodzienny talent wszyscy już dostrzegli. Mimo poparcia ze strony Wałęsy, Geremek zablokował jego wybór na marszałka Senatu, Mazowiecki zaś nie dał mu funkcji ministra. Kaczyński nie chciał czekać, nie chciał z mozołem bić się o awans w środowiskowej hierarchii, więc poszedł własną drogą. Założył Porozumienie Centrum, ogłosił się chadekiem. Michnik szydził wówczas, że znał Kaczyńskiego od lat i dopiero teraz dowiedział się, że jest chadekiem, sam Lech Kaczyński przyznawał, że do tej pory jego brat był centrystą.
Tymczasem Jarosław Kaczyński rozumował inaczej: skoro jego sektor poglądów był już zajęty przez innych, to wywiesił obce sobie sztandary. Poszedł w prawo, bo tam wyborców było najwięcej. Jak sam potem wyznał, chciał sobie wykuć przestrzeń między lewicą korowską a narodowym katolicyzmem, którego nie cierpiał.
Chadecki kierunek był jednak ślepą uliczką, wtedy prawicowy elektorat wymagał bardziej siermiężnej oferty. W drugiej połowie lat 90., gdy PC coraz wyraźniej szło na dno, Kaczyński zlecił szerokie badania opinii publicznej. Dowiedział się z nich, że wszystkie odmiany centryzmu, także chadeckość, są w Polsce niszowymi ofertami. Agonia PC była momentem przełomowym, wtedy raz na zawsze Kaczyński porzucił potrzebę łączenia politycznych sztandarów z osobistymi przekonaniami. W jego umyśle retoryka polityczna – to wszystko, co mówi na konferencjach, w wywiadach, w dyskusjach partyjnych – stała się tylko narzędziem. Drabiną do władzy. To, co naprawdę zrobi z tą władzą, było już inną kwestią, którą się z nikim nie dzielił.
Ten kierunek politycznej ewolucji był do przewidzenia już od 1989 r. Już wtedy było widać jego skłonność do traktowania polityki jako gry, w której nowe potrzeby dyktują nowe hasła. W ten sposób powstawały teorie kolejnych układów, których patronami byli wpierw Geremek, potem Mazowiecki, Wałęsa, Kwaśniewski. Najbardziej szokujące dla otoczenia było tempo wymiany sztandarów. Na przykład, po wielkiej kampanii na rzecz przyspieszenia, w której wrogami demokracji byli Mazowiecki, Geremek i Kuroń, doszło do konfliktu z Wałęsą. I Kaczyński w ciągu dosłownie kilku dni zmienił diagnozę, oznajmił, że wrogiem demokracji jest Wałęsa, a lekarstwem jest koalicja z Unią. Premier Olszewski nie wierzył własnym uszom, gdy Kaczyński, tuż po powołaniu „rządu przełomu”, przyszedł do niego z żądaniem koalicji z Unią, z zupełnie nowymi sztandarami. I z Geremkiem jako szefem MSZ.
W grze Kaczyńskiego nie było żadnych stałych poglądów, stałe były tylko interesy. Kaczyński z całą swoją intelektualną pomysłowością wzmacniał je sugestywnymi hasłami, w które sam z reguły nie wierzył. Na przykład 4 czerwca 1992 r. postawił głośną tezę o rekomunizacji państwa, w związku z tym, że Olszewski został obalony z pomocą postkomunistycznego PSL, a Pawlak został premierem. Wyznawcy Kaczyńskiego tezę kupili, jednak jej autor wiedział, że rząd Olszewskiego powstał właśnie dzięki głosom PSL. Bo to sam Kaczyński, nie mogąc przepchnąć kandydatury Olszewskiego, jako pierwszy solidarnościowy polityk zerwał z izolacją PSL, poszedł do Pawlaka i poprosił go o wsparcie.
I tak zostało do dziś, jego słowa są tylko narzędziami. Platforma przez lata opisywana była jako obóz odbudowy III RP. Jednak gdy Kaczyński zrozumiał, że PiS nie jest w stanie w pojedynkę przejąć władzy, koalicyjnym partnerem do walki z III RP okazał się SLD, dotąd opisywany jako symbol tejże III RP.
Kto sądzi, że Kaczyński jest tak zaślepiony swoimi fobiami, że nie widzi w tym logicznej sprzeczności, ten się grubo myli. Jest odwrotnie, poglądy, które głosi Kaczyński, są tak dalece nie jego, są tak nieszczere, że w żonglowaniu nimi czasem się pomyli i potem musi się łapać lewą ręką za prawe ucho.
Rysem charakterystycznym retoryki szefa PiS zawsze była przesada. I w diagnozach, i w oskarżeniach. Brała się ona jednak nie tyle z histerycznej natury prezesa, ile z przyjętej metody, której schemat nie zmienił się przez te 20 lat. Kaczyński zawsze, nawet gdy był słaby, atakował najsilniejszego aktualnie gracza. Atakował z pozycji nie tyle krytyki, co totalnej kontestacji. Każdego wroga definiował jako największe zło i źródło nie tyle błędów, ile politycznej katastrofy.
Tak było z Geremkiem, z Mazowieckim, z Wałęsą, z Kwaśniewskim, z Millerem, a teraz z Tuskiem. Kaczyński wyostrzał diagnozę, wiedząc, że mas nie łowi się finezyjną krytyką, lecz oskarżeniami o subtelności cepa. Stąd te wszystkie przeraźliwie prostackie koncepty – Geremka jako sojusznika SLD, Wałęsy jako czynnego agenta, Wachowskiego jako demona, SLD jako układu przestępczego, Tuska jako sługi Rosji i Niemiec.
Kaczyński z czasem odkrył także to, co rozumieją zazwyczaj jedynie szefowie bulwarówek. Że masy są nie tylko interesowne, ale także wrażliwe na kwestie symboliczne. Są sentymentalne, patriotyczne i pełne narodowych resentymentów. Że od tego, co włożyć do garnka, ważniejsza bywa narodowa duma, często budowana wokół tak fikcyjnego problemu jak muzeum wypędzonych.
To odkrycie okazało się kluczem do sukcesu Kaczyńskiego w drugiej dekadzie III RP. Polityka historyczna, retoryka wstawania z kolan, grożenia Rosji i Niemcom, okazały się bardziej skuteczne niż straszenie pustą lodówką. Dzięki temu Kaczyński stał się dla prostych ludzi symbolem polityka z wyższej półki. Typem patrioty, wielkiego lidera, prawdziwego przywódcy, który zmaga się nie tylko z prozą życia, ale też pracuje na niwie narodowej historii.
Mocno to komiksowe, ale to właśnie jest dziś jego największym atutem. Kaczyński wie, że polskie społeczeństwo od ponad dwóch wieków było wychowywane w lęku przed Rosją i Niemcami. I teraz nad tym polu zorganizował wielkie polityczne żniwa. Zwłaszcza że wydarzyła się smoleńska katastrofa. Widać było, że z początku Kaczyński nie wiedział, jak zagrać tą kartą. W kampanii prezydenckiej przetestował wariant „prywatnego smutku po bracie”, mającego budzić do niego osobiste współczucie. Gdy jednak wybory przegrał, zmienił taktykę na „patriotyczny gniew z powodu utraconej suwerenności”. I buduje koalicję nie tyle wokół siebie, co przeciw beztroskiemu chłopcu z Sopotu, który nie rozumie losu umęczonego przez historię narodu.
Jak zwykle wszystko rozgrywane jest na zimno. Kaczyński nie ma najmniejszej inklinacji do rozumowania w kategoriach historycznej metafizyki, sam szydził z tego przez całe życie. Z kolei wizja prezesa PiS złamanego przez śmierć brata, który stracił nad sobą panowanie, też nie brzmi przekonująco. Zbyt chłodno rozgrywał smoleńską kartę w kampanii prezydenckiej, by uwierzyć, że z bólu oszalał. On jak zwykle gra swoją starą grę, w której słowa nie są ekspresją myśli, lecz jedynie narzędziem.
_________________ "Życie jest zbyt krótkie, by było małe."
Z ciekawości zagłosowałabym na Korwina Mikke, cobyście sobie teraz o mnie nie pomyśleli, w Polsce nie ma partii liberalnej w sejmie po prostu, ale po tym całym zamieszaniu teraz nie ma ich w moim okręgu, więc mam poważny problem z wyborem...
Korwin nie jest liberałem. Jego liberalizm jest tylko gospodarczy, natomiast obyczajowo to straszna konserwa.
swapper napisał/a:
Ja skopiuję najciekawsze fragmenty. Pewnie dla większości za długi, ale warto przeczytać.
czytałem w papierowym wydanie jakiś czas temu. warto tez nadmienić, że autorem tego artykułu jest konserwatywny publicysta, a nie jakiś "nawiedzony lewak". no i macierewicz przeszedł taką samą drogę, od koru do narodowej prawicy.
ze wstydem muszę przyznać, że po przejrzeniu programów wyborczych wszystkich partii, które brałem pod uwagę, wyszło mi, że powinienem głosować na ruch palikota.
no tak, zdecydowanie. Bo my tu Panie Palikota, mamy za plecami taką kadrę, że hej. Nauczyciele, studenci, górnicy chopie, stoczniowcy, strażacy, doktory i pielęgniarki i górole ze stanów z nami są. No, więc po numer konta, pan napisze do Hooka, on tam ma sekretarkę i poda panu. Na Poligon no.4 też by się przydało, chłopaki mają marny sprzęt , aaaa… nigdy nie wiadomo co się może pojawić na ich drugim krążku? W undergroundzie siła dżemie, tu się pyknie, tu się pyknie i parę głosów jest. Ludzie ciuchy sprzedają, by na muzykę wydać kasę, butelki i puszki sprzedają by jechać na koncert, popisać na forum … a Pan nic? Bieda :/ Kolorek pan dostanie, nawet różowy jak pan chce? (zrobi się taki Hook?) Hook zrobi i jest. Tylko niech Pan się nie zastanawia, zbyt długo. Bo przerzucimy transfer na inne konto i dupa zbita. A po wyborach będzie, że oj! Brakło parę głosów, mądry Polak po szkodzie. ;p :D Więc myk, myk szybko śniadanko, mała czarna z dużymi cyckami i bierze pan te swoje klawisze w dłonie, parę kliknięć i będzie git. ')
(jak ja nie lubię jak już mam odpowiedź a mi się wylogowuje z forum i musze zaczynać od nowa :p)
Lua napisał/a:
wspomniałabym jeszcze o Napieralskim który również zbrzydł mi do granic możliwości.
On bardziej niż do działu "polityka" pasuje do "humor i rozrywka"
wieczór napisał/a:
Korwin nie jest liberałem. Jego liberalizm jest tylko gospodarczy, natomiast obyczajowo to straszna konserwa.
Ale nie chce wpierać tej "konserwy" poglądowej ludziom na siłę, to chyba to słynne "moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna twoja", tutaj powinno być chyba w tej materii mniej regulacji prawnych... :p
A co do artykułu, kurczę, nie mogę czytać takich, jest straszliwie jednostronny, aż razi w oczy, nawet mimo tego, że też nie jestem za Kaczyńskim... Imo można było do tego podejść bardziej "dowodowo", na zasadzie artykułu o historii, a nie w taki sposób. Jak już muszę takie coś przeczytać, zawszę to dzielę przez 100...
Macierewicz to strasznie barwna postać. Miałam z nim ostatnio na lekcji wideokonferencję (jest z mojego okręgu wyborczego i się zgodził, z resztą często takie daje), miał nam opowiadać o zjawisku lobbingu a i tak gdzieś tam wepchnął jedno zdanie o Smoleńsku :')
"I,i,i ja mówię ci, że ci, co władzę mają
Robią syf i w tym syfie się tarzają
I mówię ci, że ten, kto ma władzę
Niech zawsze, zawsze budzi w tobie odrazę
Niezależnie kto to będzie
I niezależnie skąd on będzie"
I tyle w samym temacie. Nie ma na kogo głosować. Poniższy test niby potwierdza to na kogo chce głosować i w ogóle,ale co z tego? i tak kluczowych spraw by ludziom się żyło lepiej praktycznie nie ma w tych testach i przez najbliższe 5-10 lat ŻADNA partia raczej nie rozwiąże np: problemu bezrobocia czy ostrego kryzysu...słowem, jak ktoś chce się nie zawieść w sensie "by żyło się lepiej" to nie ma po co iść głosować...jak kogoś kręci polityka zagraniczna,smoleńsk i poziom wykształcenia i umiejętności językowych premiera i ministra spraw zagranicznych to jakiś sens jest w pójść do urn.
Ale nie chce wpierać tej "konserwy" poglądowej ludziom na siłę, to chyba to słynne "moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna twoja", tutaj powinno być chyba w tej materii mniej regulacji prawnych... :p
oj nie do końca. chce drastycznie ograniczyć imigrację, zakazać aborcji itp.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum